Z zachwytem, radością i ogromnym uznaniem wobec pisarskiego kunsztu mogę dodać jedno: „Moi przyjaciele” zasługują na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. I bez najmniejszego wahania trafiają na półkę czyt-NIKowej biblioteczki jako opowieść piękna, poruszająca i taka, do której chce się wracać myślami jeszcze długo po zamknięciu okładki. A wszystkich czytelników złaknionych emocji, porywów serca i historii o relacjach, które naprawdę mają znaczenie – zapraszam do tej niezwykłej podróży. Warto. Naprawdę warto.
Pewne historie od pierwszych stron trafiają prosto do serca i zostają tam na długo. Nie kończą się wraz z ostatnim rozdziałem, bo jeszcze długo wracają w myślach, wywołują emocje i przypominają o sobie w najmniej spodziewanych momentach. I właśnie do takich opowieści należą „Moi przyjaciele” Fredrika Backmana. To powieść, która nie tylko snuje piękną historię, ale wciąga bez reszty, rozgrzewa czytelnicze emocje do czerwoności i sprawia, że po zamknięciu książki chce się jeszcze przez chwilę zostać w świecie bohaterów i w tym wszystkim, co właśnie poruszyło człowieka do głębi.
To było moje pierwsze spotkanie z twórczością Fredrika Backmana. I już teraz mogę powiedzieć jedno: była to prawdziwa czytelnicza uczta. Taka, przy której człowiek chłonie każde zdanie, docenia każde spojrzenie między bohaterami, każde niedopowiedzenie i każdy moment ciszy, bo wie, że wszystko ma znaczenie. A jeśli ktoś – tak jak ja – lubi książki o relacjach, o porywach serca, o ludziach z całym ich chaosem i kruchością, to naprawdę powinien sięgnąć po tę historię.
Fredrik Backman stworzył opowieść, która z jednej strony wydaje się delikatna, a z drugiej ma ogromną siłę. Zaczyna się od obrazu. Słynnego dzieła, które dla wielu jest po prostu morskim pejzażem. Ale dla Louisy – dziewczyny stojącej u progu dorosłości, marzącej o tworzeniu – ten obraz mówi o czymś więcej. O ludziach. O emocjach. O historii ukrytej w cieniu i o trzech drobnych sylwetkach na końcu mola. I właśnie od tego zaczyna się podróż.
Louisa rusza tropem przeszłości i odkrywa lato sprzed ponad dwudziestu lat. Lato grupy młodych ludzi, którzy – choć poranieni przez życie – znaleźli siebie nawzajem. Joar, Ted, Ali i ten jeden chłopak z niezwykłym talentem. Każde z nich niesie swój ciężar, każdy próbuje jakoś przetrwać codzienność, ale razem tworzą coś wyjątkowego – przestrzeń bezpieczeństwa, zrozumienia i przyjaźni, która nie potrzebuje wielkich deklaracji. I właśnie tutaj najmocniej widać kunszt Backmana.
Autor z ogromną wyczuciem buduje relacje między bohaterami. Nie pędzi. Nie próbuje na siłę wzruszać. Zamiast tego daje czytelnikowi czas, by naprawdę wejść w ten świat i poczuć jego rytm. Dzięki temu emocje nie wydają się wymuszone – one przychodzą naturalnie. Czasem z uśmiechem, czasem z ciepłem, a czasem z takim ukłuciem w środku, że trzeba odłożyć książkę na moment.
To, co szczególnie urzekło mnie w „Moich przyjaciołach”, to kreatywność autora w budowaniu tej historii. Fredrik Backman splata dwa plany czasowe z niezwykłą lekkością, tworzy opowieść o sztuce, przyjaźni, tęsknocie i dorastaniu, ale robi to w sposób świeży i bardzo prawdziwy. Zwyczajna scena nagle nabiera znaczenia. Krótki dialog zostaje w głowie. A z pozoru niewielki szczegół potrafi później wywołać lawinę emocji.
Jest w tej książce coś wyjątkowego. To historia o przyjaźni, ale nie tej idealnej i instagramowej. Tylko tej prawdziwej. Czasem trudnej. Czasem pełnej śmiechu. Czasem będącej jedyną rzeczą, która pozwala wstać rano z łóżka. Backman pokazuje, że ludzie nie muszą być idealni, by być dla siebie ważni. Że czasem największym ratunkiem jest po prostu czyjaś obecność. Jedno spojrzenie. Milczenie dzielone z kimś, kto rozumie. I właśnie dlatego ta książka działa tak mocno. Bo jest szczera. A przy tym nie brakuje tu humoru – tego charakterystycznego, ciepłego, trochę przewrotnego, który rozluźnia atmosferę i sprawia, że bohaterowie stają się jeszcze bliżsi. To świetna równowaga między lekkością a wzruszeniem. Między codziennością a czymś naprawdę poruszającym.
Bardzo spodobał mi się również motyw sztuki. Obraz w tej historii nie jest tylko tłem ani pretekstem. Jest czymś więcej – zapisem emocji, śladem obecności, dowodem na to, że pewne chwile można zatrzymać, nawet jeśli wszystko inne przemija. To piękny i niezwykle poruszający wątek, który dodaje tej powieści jeszcze więcej głębi. Louisa jako bohaterka też wypada świetnie. Jej droga nie polega tylko na odkrywaniu przeszłości. To również spotkanie z własnym głosem, własną odwagą i własnym spojrzeniem na świat. Kibicowałem jej od początku do końca.
Fredrik Backman doskonale wie, jak domknąć historię tak, żeby jeszcze długo rezonowała w czytelniku. Nie wszystko układa się tak, jak moglibyśmy oczekiwać. Ale właśnie dzięki temu ta opowieść zostaje z człowiekiem na dłużej. Jest prawdziwa. A prawdziwe historie często bolą i jednocześnie pięknieją w pamięci. „Moi przyjaciele” to książka pełna uroku, ciepła i emocji. Historia o ludziach zagubionych, którzy odnaleźli siebie nawzajem. O sztuce, która potrafi powiedzieć więcej niż słowa. O dorastaniu, które czasem przychodzi zbyt szybko. I o przyjaźni, która potrafi przetrwać więcej, niż mogłoby się wydawać.
Dla mnie to było pierwsze spotkanie z Fredrikiem Backmanem i zdecydowanie nie ostatnie. To autor, który potrafi pisać z wyczuciem, wrażliwością i ogromnym sercem. A jego historia rozgrzała czytelnicze emocje do czerwoności i przypomniała, że najlepsze książki nie tylko się czyta – najlepsze książki się przeżywa.
Z zachwytem, radością i ogromnym uznaniem wobec pisarskiego kunsztu mogę dodać jedno: „Moi przyjaciele” zasługują na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. I bez najmniejszego wahania trafiają na półkę czyt-NIKowej biblioteczki jako opowieść piękna, poruszająca i taka, do której chce się wracać myślami jeszcze długo po zamknięciu okładki. A wszystkich czytelników złaknionych emocji, porywów serca i historii o relacjach, które naprawdę mają znaczenie – zapraszam do tej niezwykłej podróży. Warto. Naprawdę warto.
Książka pt. „Moi przyjaciele” ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

