Autorka bardzo subtelnie, ale wyraźnie przypomina nam, że wojna nie kończy się wraz z podpisaniem traktatów. Jej skutki pozostają w ludzkiej pamięci, w biografiach i w emocjach tych, którzy musieli przez nią przejść. Największą siłą tej książki jest jednak jej autentyczność. Nie znajdziemy tu patosu ani moralizowania. Zamiast tego dostajemy historię opowiedzianą z ogromną wrażliwością i szacunkiem dla bohaterów. Dzięki temu czyta się ją z prawdziwym przejęciem. To jedna z tych opowieści, które sprawiają, że na chwilę zatrzymujemy się i zaczynamy myśleć o rzeczach naprawdę ważnych – o pamięci, tożsamości i o tym, jak bardzo człowiek potrzebuje swoich korzeni.
Niektóre historie trafiają do czytelnika nie tylko poprzez fabułę, ale przede wszystkim poprzez emocje, które zostawiają w sercu na długo po zamknięciu ostatniej strony. Taką właśnie opowieścią jest książka "Trzy imiona Ludki". To literatura, która nie potrzebuje wielkich fajerwerków ani sensacyjnych zwrotów akcji. Wystarczy prawda o ludzkim losie, by poruszyć czytelnika do głębi.
Gisela Pou zabiera nas do powojennej Europy, w której wciąż unosi się cień niedawnej tragedii. W roku 1946 do Barcelony przybywa grupa polskich dzieci – sierot wojennych, które zostały wcześniej porwane przez hitlerowców i poddane brutalnemu procesowi germanizacji. Wśród nich jest dziewięcioletnia Ludka Nowak. Dziewczynka, która właściwie nie wie już, kim jest. Nie pamięta swojej przeszłości, języka, a nawet własnej tożsamości. Jest jak drzewo z odsłoniętymi korzeniami – wystawione na wiatr historii.
To punkt wyjścia do opowieści, która wciąga nie poprzez sensację, ale poprzez ogrom emocji i ludzkiej prawdy. Gisela Pou prowadzi historię spokojnie, ale bardzo sugestywnie. Czytelnik krok po kroku obserwuje, jak dzieci próbują odzyskać coś, co zostało im brutalnie odebrane – pamięć o sobie, język, kulturę i poczucie przynależności. Barcelona staje się dla nich miejscem przejściowym, ale jednocześnie niezwykle ważnym. To tutaj powstaje polska szkoła, tu dzieci zaczynają przypominać sobie pierwsze słowa po polsku, a wraz z nimi powracają fragmenty wspomnień. To niezwykle poruszające momenty, bo pokazują, jak krucha potrafi być ludzka tożsamość – a jednocześnie jak niezwykle silna.
Sercem tej opowieści jest oczywiście Ludka. Dziewczynka, która nosi w sobie trzy imiona i trzy różne wersje samej siebie. Każde z nich symbolizuje inny etap życia, inny fragment pamięci, inny kawałek historii. To właśnie poszukiwanie własnego imienia staje się w tej książce metaforą poszukiwania samej siebie. Ogromną rolę w tej historii odgrywa również przyjaźń. Relacja Ludki z Emmą to jeden z najcieplejszych elementów tej opowieści. W świecie pełnym ran, straty i niepewności pojawia się coś, co daje nadzieję – zwyczajna dziecięca przyjaźń. Autorka pokazuje, że czasem to właśnie drugi człowiek potrafi pomóc odnaleźć drogę do własnej przeszłości.
Warto też podkreślić, że książka oparta jest na relacjach świadków i dokumentach historycznych. Dzięki temu historia nabiera jeszcze większej mocy. Czytelnik ma świadomość, że nie jest to jedynie literacka fikcja, ale opowieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami i prawdziwymi ludźmi. Wśród nich znajduje się także postać Wandy Morbitzer-Tozer, kobiety, która poświęciła swoje życie ratowaniu dzieci wyrwanych z ojczyzny i rodzin. To sprawia, że "Trzy imiona Ludki" jest czymś więcej niż tylko powieścią historyczną. To również ważny głos sprzeciwu wobec przemocy wobec dzieci.
Autorka bardzo subtelnie, ale wyraźnie przypomina nam, że wojna nie kończy się wraz z podpisaniem traktatów. Jej skutki pozostają w ludzkiej pamięci, w biografiach i w emocjach tych, którzy musieli przez nią przejść. Największą siłą tej książki jest jednak jej autentyczność. Nie znajdziemy tu patosu ani moralizowania. Zamiast tego dostajemy historię opowiedzianą z ogromną wrażliwością i szacunkiem dla bohaterów. Dzięki temu czyta się ją z prawdziwym przejęciem. To jedna z tych opowieści, które sprawiają, że na chwilę zatrzymujemy się i zaczynamy myśleć o rzeczach naprawdę ważnych – o pamięci, tożsamości i o tym, jak bardzo człowiek potrzebuje swoich korzeni.
Podczas lektury nie raz miałem wrażenie, że to nie tylko historia Ludki, ale opowieść o tysiącach dzieci, których wojna pozbawiła domu, nazwiska i dzieciństwa. A jednocześnie jest to historia nadziei – bo nawet po największym dramacie można próbować odzyskać siebie. Dlatego z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że ta książka zdobywa moje czytelnicze uznanie. Co więcej – umieszczam ją na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo "Trzy imiona Ludki" to nie tylko poruszająca opowieść historyczna. To przede wszystkim historia o tym, jak odnaleźć własne imię w świecie, który próbował je odebrać. A takie historie zostają z czytelnikiem na długo.
Książka pt. "Trzy imiona Ludki" ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy

