Anna Bardzińska stworzyła historię, która nie kokietuje czytelnika i nie próbuje się wszystkim spodobać. Ona ma boleć. Ma uwierać. Ma zmuszać do myślenia. A ja bardzo szanuję książki, które mają odwagę być niewygodne. „Kolonia mężczyzn” zdobywa moje czytelnicze uznanie nie dlatego, że dobrze się ją czyta. Bo momentami czyta się ją wręcz trudno emocjonalnie. Zdobywa je dlatego, że ta historia działa. Wchodzi pod skórę. Nie pozwala o sobie zapomnieć. I pokazuje, że największe dramaty często dzieją się nie za zamkniętymi drzwiami horroru, ale w miejscach, które dla swoich mieszkańców stały się „normalnością”.
Niektóre historie czyta się dla rozrywki. Inne po to, żeby na chwilę uciec od rzeczywistości. Ale trafiają się też takie książki, które zamiast pozwolić ci odpocząć, chwytają za gardło i każą patrzeć tam, gdzie normalnie człowiek odwraca wzrok. „Kolonia mężczyzn” Anny Bardzińskiej właśnie taka jest. Duszna, niepokojąca, psychicznie ciężka, a jednocześnie boleśnie potrzebna. To nie jest lektura, którą odkłada się z myślą: „fajnie było”. To raczej książka, po której długo siedzi się w ciszy i próbuje poukładać własne emocje.
Już od pierwszych stron czułem, że nie będzie tu miejsca na komfort czytelnika. Anna Bardzińska nie buduje świata, który ma fascynować egzotyką sekty. Ona pokazuje piekło codzienności. Piekło bardzo ciche. Takie, które nie zawsze objawia się krzykiem, ale spojrzeniem, kontrolą, odbieraniem prawa do własnych myśli. I właśnie to przeraża najmocniej.
Główna bohaterka – Anna – urodziła się w świecie, w którym kobieta nie należy do siebie. Nie zna innej rzeczywistości. Nie wie, czym jest wolność, bo od początku nauczono ją, że wolność to zagrożenie. Że posłuszeństwo oznacza bezpieczeństwo. Że mężczyzna ma władzę absolutną. I wiecie co? Najbardziej boli w tej historii właśnie to, że autorka nie pokazuje zła jako czegoś spektakularnego. Ono tutaj sączy się powoli. Wnika pod skórę. Normalizuje się.
Podczas czytania wielokrotnie miałem wrażenie, że razem z bohaterką tracę powietrze. Ta książka jest emocjonalnie klaustrofobiczna. Człowiek zaczyna rozumieć, jak działa psychiczne zniewolenie. Jak łatwo odebrać komuś poczucie wartości. Jak skutecznie można wmówić człowiekowi, że cierpienie jest jego obowiązkiem. I właśnie za to ogromnie cenię tę powieść.
Anna Bardzińska nie próbuje szokować na siłę. Nie potrzebuje brutalnych scen wrzuconych tylko po to, żeby wywołać kontrowersję. Ona buduje napięcie psychologiczne. Pokazuje mechanizmy manipulacji, które są dużo bardziej przerażające niż fizyczna przemoc. Bo siniaki czasem znikają. A psychiczne kajdany potrafią zostać w człowieku na całe życie.
Bardzo mocno wybrzmiewa tutaj temat relacji między kobietami. I to nie jest łatwy obraz. W świecie sekty kobiety nie są uczone solidarności. Są uczone rywalizacji. Podejrzliwości. Walki o uwagę mężczyzn. To wyjątkowo smutne, bo autorka pokazuje, jak system potrafi zniszczyć naturalną potrzebę wsparcia i bliskości. Jak kobiety stają się narzędziami w rękach opresji, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy.
Ogromne wrażenie zrobiło na mnie także to, jak autorka pisze o macierzyństwie. Tutaj nie ma prostych emocji. Nie ma idealizowania matki ani dziecka. Są za to pytania, które bolą. Czy można przestać kochać własne dziecko? Czy trauma potrafi wypalić uczucia? Czy można znienawidzić własną matkę za to, że sama była ofiarą systemu? „Kolonia mężczyzn” nie daje łatwych odpowiedzi. I bardzo dobrze. Dzięki temu ta historia jest prawdziwa emocjonalnie.
Narracja działa jak rana rozcinana nożem. Bohaterka obnaża się przed czytelnikiem całkowicie. Bez upiększeń. Bez literackiego pudrowania cierpienia. Czasami miałem wręcz wrażenie, że czytam czyjś pamiętnik zapisany drżącą ręką. To jedna z tych książek, w których emocje są ważniejsze niż akcja. Oczywiście fabuła wciąga, ale tutaj najważniejsze jest to, co dzieje się w psychice bohaterki. I trzeba przyznać, że Anna Bardzińska potrafi pisać tak, by czytelnik czuł dyskomfort. Ale mówię to jako komplement. Bo literatura nie zawsze ma być wygodna. Czasami jej zadaniem jest potrząsnąć człowiekiem. Wywołać złość. Bezsilność. Lęk. Tutaj to wszystko działa.
Czytałem tę książkę momentami ze ściśniętym żołądkiem. Były fragmenty, przy których miałem ochotę zamknąć książkę na chwilę i odetchnąć. Nie dlatego, że były złe. Wręcz przeciwnie — dlatego, że były zbyt prawdziwe emocjonalnie. Autorka znakomicie pokazuje proces odbierania człowiekowi tożsamości. Małe kroki. Małe ustępstwa. Małe złamania psychiki. Aż w pewnym momencie człowiek nie wie już, kim jest.
Najbardziej przerażające w „Kolonii mężczyzn” jest jednak to, że podczas lektury zaczynamy zadawać sobie pytania nie tylko o bohaterów, ale też o własny świat. O granice wolności. O podatność na manipulację. O to, jak łatwo można sterować ludźmi za pomocą strachu, religii, poczucia winy czy izolacji. Ta książka zostawia czytelnika z niepokojem, który nie znika po zamknięciu ostatniej strony. I właśnie dlatego uważam, że to bardzo ważna powieść.
Anna Bardzińska stworzyła historię, która nie kokietuje czytelnika i nie próbuje się wszystkim spodobać. Ona ma boleć. Ma uwierać. Ma zmuszać do myślenia. A ja bardzo szanuję książki, które mają odwagę być niewygodne. „Kolonia mężczyzn” zdobywa moje czytelnicze uznanie nie dlatego, że dobrze się ją czyta. Bo momentami czyta się ją wręcz trudno emocjonalnie. Zdobywa je dlatego, że ta historia działa. Wchodzi pod skórę. Nie pozwala o sobie zapomnieć. I pokazuje, że największe dramaty często dzieją się nie za zamkniętymi drzwiami horroru, ale w miejscach, które dla swoich mieszkańców stały się „normalnością”.
To książka ciężka, duszna i momentami wręcz przygniatająca. Ale jednocześnie bardzo potrzebna. Taka, która przypomina, jak cenną rzeczą jest wolność myślenia, decydowania o sobie i bycia sobą. Dlatego bez wahania przyznaję jej należne miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo literatura, która wywołuje emocje tak silne, że człowiek jeszcze długo po lekturze wraca do niej myślami, zasługuje na uwagę. I „Kolonia mężczyzn” zdecydowanie do takich książek należy.
Książka pt. "Kolonia mężczyzn" dostępna jest tutaj

