Styl pisania Rafała Gliny zasługuje na osobne wyróżnienie. Jest konkretny, dynamiczny, pozbawiony zbędnych ozdobników, a jednocześnie niezwykle sugestywny. Czyta się to szybko, ale nie dlatego, że tekst jest powierzchowny – wręcz przeciwnie. To tempo wynika z tego, jak bardzo wciąga sama historia. Autor potrafi jednym zdaniem zbudować napięcie, które trzyma przez kilka kolejnych stron. Dialogi są naturalne, a opisy – na tyle oszczędne, by nie spowalniać akcji, ale jednocześnie na tyle plastyczne, by budować odpowiedni klimat.
Czasem wystarczy jeden drobny szczegół, jeden pozornie nieistotny ślad, by uruchomić lawinę zdarzeń, która pochłania czytelnika bez reszty. „Martwi też mówią” Rafała Gliny od pierwszych stron buduje właśnie takie napięcie – gęste, niepokojące, pulsujące pod skórą i niepozwalające na chwilę wytchnienia. To książka, która nie daje komfortu spokojnego czytania, tylko wciąga w sam środek wydarzeń i zmusza, by iść dalej, nawet gdy kolejne odkrycia zaczynają burzyć wszystko, co wydawało się pewne.
To moje czwarte spotkanie z twórczością autora i mam wrażenie, że za każdym razem podnosi sobie poprzeczkę coraz wyżej. Tym razem robi to z rozmachem, który naprawdę robi wrażenie – nie tylko pod względem samej intrygi, ale też sposobu jej prowadzenia. Glina nie idzie na skróty, nie podaje gotowych odpowiedzi. Zamiast tego buduje historię krok po kroku, coraz mocniej zaciskając pętlę napięcia i pokazując, że w jego świecie nic nie jest oczywiste.
Punktem wyjścia jest jedno nagranie. Niby niewiele – plik zapisany na przenośnym dysku znalezionym w domu dziennikarza i jednocześnie mordercy, Ryszarda Gawrona. A jednak to właśnie ono uruchamia lawinę zdarzeń, które podważają wszystko, co wydawało się pewne. Okazuje się, że człowiek odsiadujący wyrok za zabójstwo młodej dziewczyny może być niewinny. I w tym momencie zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki.
Rafał Glina doskonale wie, jak budować napięcie. Nie rzuca wszystkiego na stół od razu. Zamiast tego dawkuje informacje, podrzuca tropy, myli ścieżki, by za chwilę brutalnie wytrącić czytelnika z poczucia bezpieczeństwa. To jeden z tych kryminałów, w których naprawdę trzeba być czujnym, bo nic nie jest takie, jak się wydaje. Każdy szczegół może mieć znaczenie, a każda postać skrywa coś więcej, niż chce pokazać.
Podkomisarz Jacek Okoński, którego znamy już z poprzednich części, ponownie staje przed wyzwaniem, które wykracza poza standardowe procedury. Z jednej strony mamy stare śledztwo, które nagle zaczyna żyć własnym życiem. Z drugiej – ucieczkę niebezpiecznego Kidnapera z oddziału psychiatrycznego. Okoński dostaje zakaz angażowania się w tę sprawę, ale jak to bywa w dobrym kryminale – zakazy są po to, żeby je łamać. I właśnie ten moment, kiedy bohater zaczyna działać na własną rękę, dodaje całej historii jeszcze więcej dynamiki.
Największą siłą tej książki jest jednak kreatywność autora. I nie chodzi tylko o sam pomysł wyjściowy, choć ten jest naprawdę mocny. Chodzi o sposób, w jaki Glina splata wątki, prowadzi narrację i konstruuje całą historię. To nie jest prosty kryminał z liniową fabułą. To wielowarstwowa opowieść, w której przeszłość i teraźniejszość przenikają się w sposób niezwykle przemyślany. Autor bawi się konwencją, ale robi to z wyczuciem – nie przekracza granicy, za którą czytelnik zaczyna się gubić. Wręcz przeciwnie – sprawia, że chce się jeszcze bardziej zagłębić w tę historię.
Styl pisania Rafała Gliny zasługuje na osobne wyróżnienie. Jest konkretny, dynamiczny, pozbawiony zbędnych ozdobników, a jednocześnie niezwykle sugestywny. Czyta się to szybko, ale nie dlatego, że tekst jest powierzchowny – wręcz przeciwnie. To tempo wynika z tego, jak bardzo wciąga sama historia. Autor potrafi jednym zdaniem zbudować napięcie, które trzyma przez kilka kolejnych stron. Dialogi są naturalne, a opisy – na tyle oszczędne, by nie spowalniać akcji, ale jednocześnie na tyle plastyczne, by budować odpowiedni klimat.
Nie sposób nie docenić także sposobu, w jaki autor konstruuje postacie. Okoński nie jest idealnym bohaterem – i bardzo dobrze. Ma swoje wątpliwości, swoje ograniczenia, swoje demony. Dzięki temu jest autentyczny, a jego decyzje – nawet te kontrowersyjne – wydają się wiarygodne. Pozostałe postacie również nie są jednowymiarowe. Każda z nich wnosi coś do historii, każda ma swoją rolę do odegrania i żadna nie jest przypadkowa.
„Martwi też mówią” to książka, która nasyci apetyty czytelników złaknionych mocnych, czytelniczych wrażeń. To nie jest lektura na spokojne, leniwe popołudnie. To raczej historia, która wciąga tak bardzo, że trudno się od niej oderwać, nawet kosztem snu. I właśnie za to cenię takie kryminały najbardziej – za emocje, które zostają z czytelnikiem na długo po zamknięciu książki.
Nie zabrakło tu również momentów, które naprawdę potrafią zaskoczyć. Zwroty akcji są przemyślane i nie sprawiają wrażenia wrzuconych na siłę. Każdy z nich ma swoje uzasadnienie i wynika z wcześniej zbudowanej fabuły. To sprawia, że finał nie tylko satysfakcjonuje, ale też daje poczucie, że wszystko znalazło swoje miejsce.
Kryminał w wykonaniu Rafała Gliny to solidna dawka mocnych wrażeń, które uderzają z całą mocą, elektryzując emocje nawet najbardziej wymagających miłośników gatunku. To książka, która nie idzie na skróty. Wymaga zaangażowania, ale w zamian daje coś znacznie więcej – prawdziwe czytelnicze doświadczenie.
Doceniając kreatywność autora w konstruowaniu tej historii, bez wahania umieszczam „Martwi też mówią” na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To wyróżnienie nie jest przypadkowe. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie i pokazują, że mamy do czynienia z autorem, który doskonale wie, co robi.
To moje czwarte spotkanie z twórczością Rafała Gliny i mam poczucie, że każde kolejne jest coraz lepsze. Autor nie stoi w miejscu, nie powiela schematów, tylko rozwija się i szuka nowych rozwiązań. „Martwi też mówią” jest tego najlepszym dowodem.
Jeśli szukasz kryminału, który naprawdę wciąga, zaskakuje i zostawia po sobie ślad – właśnie go znalazłeś. To historia, która pokazuje, że przeszłość nigdy nie milczy, a prawda, nawet ta najgłębiej ukryta, zawsze znajdzie sposób, by wyjść na światło dzienne.
Czapki z głów.
Książka pt. „Martwi też mówią” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zwierciadło

