Czyt-NIK: Skąd wziął się pomysł na „(O)błędnego Rycerza” – od jednej sceny, postaci czy raczej od całego świata?
Daniel Jurkiewicz: Myślę, że wszystko zaczęło się od samego Alaryka. Od pomysłu na rycerza, który bardzo chciałby być wielkim bohaterem, ale życie – jak to życie – co chwilę podsuwa mu pod nogi kłody, błoto, gobliny, trolle i własne błędne decyzje. Bardzo lubię postacie, które nie są idealne. Takie, które mają dobre serce, wielkie ambicje, ale czasem więcej szczęścia niż rozsądku.
Dopiero później wokół Alaryka zaczął wyrastać świat. Królestwa, bestie, magia, dziwne profesje, jeszcze dziwniejsze zasady i oczywiście Zephyros, bez którego ta historia nie miałaby tego samego błysku. Chciałem stworzyć opowieść, która będzie przygodą, ale też zabawą konwencją fantasy. Taką książkę, przy której młodszy czytelnik może się śmiać, a starszy odnaleźć kilka mrugnięć okiem do klasycznych historii o rycerzach, magii i wielkich wyprawach.
Czyt-NIK: Czy od początku wiedział Pan, że to będzie średniowiecze „z przymrużeniem oka”, czy ten ton pojawił się w trakcie pisania?
Daniel Jurkiewicz: Ten ton był ze mną właściwie od początku. Lubię fantasy, lubię rycerzy, zamki, potwory i wielkie wyprawy, ale jeszcze bardziej lubię, kiedy do tej całej powagi ktoś nagle wchodzi w zabłoconych butach i mówi coś zupełnie nie na miejscu. W „(O)błędnym Rycerzu” bardzo chciałem połączyć klimat klasycznej przygody z humorem, lekkością i absurdem.
To nie jest świat, który śmieje się z fantasy. To raczej świat, który bardzo kocha fantasy, ale nie boi się zrobić do czytelnika miny zza przyłbicy. Średniowiecze z przymrużeniem oka pozwoliło mi bawić się schematami: rycerz nie zawsze musi być dostojny, dżin nie zawsze musi być tajemniczy, a potwór nie zawsze musi zachowywać się tak, jak nakazuje mu bestiariusz. I właśnie w tym jest dla mnie największa frajda.
Czyt-NIK: Czy „(O)błędny Rycerz” ma ukryte znaczenia, które czytelnik odkrywa dopiero po czasie?
Daniel Jurkiewicz: Tak, choć nie chciałem, żeby były podane ciężką ręką. Przede wszystkim jest to opowieść o tym, że bohaterstwo nie polega na byciu idealnym. Alaryk popełnia błędy, czasem się myli, czasem działa szybciej niż myśli, ale mimo wszystko idzie dalej. I to jest dla mnie bardzo ważne – że odwaga nie oznacza braku strachu czy potknięć. Odwaga to często decyzja, żeby po tym potknięciu wstać, poprawić zbroję i spróbować jeszcze raz.
Jest tam też sporo o przyjaźni, lojalności i o tym, że nawet najbardziej niezwykła przygoda nie ma sensu, jeśli nie ma się obok kogoś, kto czasem pomoże, czasem zirytuje, a czasem powie prawdę prosto w oczy. Alaryk i Zephyros są dla mnie takim duetem, w którym jeden bez drugiego byłby o wiele mniej kompletny.
A jeśli czytelnik po czasie pomyśli sobie: „kurczę, ten rycerz trochę przypomina mnie, kiedy próbuję ogarnąć własne życie” – to znaczy, że Alaryk wykonał swoją robotę

