...Moja pasją jest socjologia oraz psychologia. Dalece interesuje mnie funkcjonowanie sekt. Wewnętrzna organizacja i ludzka potrzeba zaistnienia w sekcie jako wartościowy jej trybik. Ciche zło, z reguły, jest tym najbardziej brutalnym, bo zostawia ślad nie tylko na naszym ciele, lecz trwale na naszej psychice...
Czyt-NIK: Skąd wziął się pomysł na „Kolonię mężczyzn” i co było pierwszym impulsem do napisania tej historii?
Anna Bardzińska: Impulsem był, powielający się bardzo często konkretny sen, dokładnie ze sceną opisaną w książce jako rozdział „ Starość”, choć nieoficjalnie „lubię” nazywać tę scenę „Umieralnia”. Reszta to wizja pochodząca całkowicie z mojej głowy.
Czyt-NIK: W „Kolonii mężczyzn” zło nie krzyczy — ono działa po cichu. Dlaczego właśnie taki rodzaj przemocy chciała Pani pokazać najmocniej?
Anna Bardzińska: Moja pasją jest socjologia oraz psychologia. Dalece interesuje mnie funkcjonowanie sekt. Wewnętrzna organizacja i ludzka potrzeba zaistnienia w sekcie jako wartościowy jej trybik. Ciche zło, z reguły, jest tym najbardziej brutalnym, bo zostawia ślad nie tylko na naszym ciele, lecz trwale na naszej psychice.
Czyt-NIK: Anna jest bohaterką bardzo poranioną wewnętrznie. Jak wyglądał proces tworzenia jej psychiki i emocji? Co było dla Pani najtrudniejsze podczas pisania tej powieści? Anna Bardzińska: Zabrzmię niepokornie, choć pokory i samokrytyki mi nie brakuje. W tworzeniu moich fikcji literackich większość stanowi wyłącznie przyjemność. Nawet jeśli grzebie w głowach ludzi, lub nękam psychicznie bohaterów, to jest to swoistego rodzaju zabawa, która finalnie kończy się na słowie, bo jest fikcją, a nie realną reakcja lub szkodliwym oddziaływaniem na ludzi. Za dużo zła jest w rzeczywistości. Wszelkie dotkliwe psychologicznie fantazje, zdecydowanie wolę projektować na fikcyjnych postaciach. W realu wolę wykorzystać swoją empatię w niesieniu ulgi lub pomocy innym.

