3 Szoty z Wojciechem Wójcikiem
…Myślę, że Szanta spodoba się zarówno czytelnikom, którzy cenią sobie opowieści wielowątkowe, realistyczne, będące czymś pokroju intelektualnej rozgrywki między twórcą i odbiorcą, a także czytelnikom szukającym w książkach mocnego tempa i czystej rozrywki…
Czyt-NIK: Co prawda rok 2025 jeszcze się nie kończy. Nawet nie dotarliśmy do jego półmetku, a już na czyt-NIKowej topce wykrystalizował się numer jeden. Jest nim „Szanta” najnowszy Pana kryminał. To już Pana szesnasta książka. Proszę zdradzić co było iskrą, zapalającą w Panu chęć tworzenia, pisania?
Wojciech Wójcik: Miło zostać docenionym przez czyt-NIK. Dziękuję! Powodów, dla których zacząłem pisać było kilka, ale ten najważniejszy – ta iskra – niewątpliwie ma swoje korzenie w czytaniu. Połykałem książki już od wczesnego dzieciństwa, a do tych, które mi się podobały, wracałem wielokrotnie. Pisanie było kolejnym, naturalnym krokiem. Chciałem sprawdzić, czy potrafię stworzyć historię, która będzie równie zajmująca, jak moje ulubione książki. Początkowo problemem był ciągły brak czasu, ale na pewnym etapie życia nauczyłem się tak nim gospodarować, by go starczyło – także na pisanie.
Czyt-NIK: „Szanta” to zaproszenie na Mazury. To tutaj odkrywać będziemy tajemnice, które zapierają dech w piersiach. Poszukiwanie odpowiedzi na pytania zapewni wiele ekscytujących chwil. Skąd pomysł, aby tę historię osadzić na Mazurach wokół muzeum żeglarstwa? Czyżby z zamiłowania do żeglarstwa właśnie?
Wojciech Wójcik: Owszem, Szanta powstała z miłości do Mazur i żeglarstwa, a także intryg osnutych wokół mazurskich historii. Po raz pierwszy żeglowałem na Mazurach prawie trzydzieści lat temu, jeszcze jako nastolatek. Od tego czasu staram się tam wracać – co rok, co dwa lata. Uwielbiam jezioro Bełdany, rzekę Krutynię, Uktę, Wojnowo, Ruciene-Nidę… Z każdym z tych miejsc, opisanych przeze mnie w Szancie, wiążą się jakieś miłe wspomnienia. Lubię też szanty, ale wolę ich słuchać, niż je śpiewać. Głos mam co prawda czysty i donośny, niektórzy mówią, że wręcz radiowy. Niestety natura poskąpiła mi muzycznego słuchu i w związku z tym okropnie fałszuję.
Czyt-NIK: Umiejętność dawkowania emocji z wyczuciem odpowiedniej chwili na dorzucanie kolejnych elementów kryminalnej zagadki. Klimat mazurskiej przyrody, jeziora, co sprawia, że bez reszty zatapiamy się w lekturze. Sekrety, które tworzą kryminalny klimat godny mistrza gatunku. Proszę odrzucić skromność i podać kolejne powody, dla których warto sięgnąć po Pana książkę.
Wojciech Wójcik: Z natury jestem raczej skromnym człowiekiem, ale spróbuję. Szanta, podobnie jak inne moje książki, jest dopracowana. Na jej pisaniu i redagowaniu spędziłem tyle czasu, ile potrzeba – a nie tyle, na ile pozwolił kalendarz wydawniczy i dążenie do hurtowej produkcji kolejnych tytułów. Atutem Szanty jest to, że powstała jako moja któraś już powieść (szesnasta) – lata twórczych doświadczeń pozwoliły mi na osiągnięcie pisarskiej dojrzałości i okiełznanie naturalnego talentu do tworzenia historii. Myślę, że Szanta spodoba się zarówno czytelnikom, którzy cenią sobie opowieści wielowątkowe, realistyczne, będące czymś pokroju intelektualnej rozgrywki między twórcą i odbiorcą, a także czytelnikom szukającym w książkach mocnego tempa i czystej rozrywki. Historię opisaną w Szancie można równie dobrze przyswajać w domowym zaciszu, na ulubionym fotelu, z aromatyczną herbatą… albo w wagonie metra, w tłoku, między kolejnymi stacjami.
