3 Szoty z Przemysławem Wilkoszewskim
…Świat emocji jest światem magii. Magii miłości i odkrywania drugiej osoby. W książce magia i lekkie SF dało mi pewien margines, pozwalający powiedzieć więcej niż w standardowej powieści obyczajowej. W końcu Dary, jakie posiadają bohaterowie można nazwać talentami, które nosimy, a o których istnieniu dowiadujemy się przypadkiem…
Czyt-NIK: LUSTRZANA TRYLOGIA to zaproszenie do odkrywania tajemnic wszechświata uczuć i emocji. Opowieść – jak to Pan określił – posypana delikatnym brokatem nauki i magii. Proszę zdradzić, jak długo w Pana wyobraźni tworzyły się obrazy świata przedstawionego na kartach trzech książek tego cyklu i co sprawiło, że postanowił Pan podzielić się nim z całym czytelniczym światem?
Przemysław Wilkoszewski: Zaczęło się niewinnie. Miałem sen, który zainspirował mnie do napisania pierwszej części Lustra – Przebudzenia. Nie miałem pojęcia, że coś, co miało być jedynie opowiadaniem stanie się trzema tomami. Nigdy wcześniej nie pisałem książek, więc gdy usiadłem do klawiatury nie wiedziałem, jak to robić. Jak stworzyć spójną historię, jak namalować postacie. Na początku, kierując się kilkoma tekstami z internetu z cyklu „jak napisać książkę”, stworzyłem plan… Jednak życie pisze najlepsze scenariusze, więc plan szybko wylądował w koszu a każdy kolejny rozdział kreował następny. Tak jak życie jest entropią, skierowaną w jedną stronę strzałką czasu, tak ja, pisząc przeżywałem opowieść, często zaskakując samego siebie. Tak jak rosła wiedza bohaterów o ich Darach, tak ja rozwijałem się z każdym kolejnym rozdziałem. Nie tylko językowo i stylistycznie, ale wchodząc w coraz trudniejsze tematy kruszyłem mury emocji bohaterów, delikatnie wyciągając ich ze stref emocjonalnego komfortu, nazwanego przez Laurę „strefą chujowo, ale stabilnie”. Z każdym tomem wchodziłem w trudniejsze tematy uczuć, traum i wewnętrznej walki o miłość, delikatnie odsuwając magiczne moce, naukowe rozważania na drugi, a nawet na trzeci plan. Wtedy zrozumiałem, że tak naprawdę, Lustrzana Seria to opowieść o trudnej miłości, gdzie niczym w piosence Agnieszki Osieckiej spotyka się kobieta po przejściach z mężczyzną z przeszłością…
W pewien sposób, analizując emocje Stana i Laury, ich walkę ze słabościami i traumami z przeszłości, poczułem, że każdy z nas ma coś popsute i każdy z nas znajdzie swoje odbicie w Lustrze.
Czyt-NIK: W LUSTRZANEJ TRYLOGII stworzył Pan uniwersum, które przyciąga od pierwszych stron. Stworzył Pan historię, która przyciąga fanów nie tylko fantastycznych przygód i podróży. Pokazuje Pan świat nauki przeplatającej się z magią, a to wszystko okrasza muzyką, która towarzyszy bohaterom od pierwszej do ostatniej strony. Zaprasza Pan czytelników otwartych na snucie przyszłościowych wizji naszego świata ale też spragnionych emocji. Proszę zdradzić swoje pisarskie plany na przyszłość – czy tworzy Pan w swej pisarskiej wyobraźni kolejny świat?
Przemysław Wilkoszewski: Świat emocji jest światem magii. Magii miłości i odkrywania drugiej osoby. W książce magia i lekkie SF dało mi pewien margines, pozwalający powiedzieć więcej niż w standardowej powieści obyczajowej. W końcu Dary, jakie posiadają bohaterowie można nazwać talentami, które nosimy, a o których istnieniu dowiadujemy się przypadkiem. Porównałem je też do gigantycznej wygranej w lotto i emocji, gdy po pierwszej euforii i eksplozji potencjalnych możliwości, przychodzi refleksja, że to pozorne szczęście staje się obciążeniem i zamiast dawać poczucie bezpieczeństwa, generuje kolejne ryzyka i kłopoty.
Jeśli ten świat emocji nazwiemy uniwersum, to ok, ale tak naprawdę akcja powieści dzieje się tu i teraz. W realnym świecie i prawdziwych miejscach, które czytelnik z łatwością odnajdzie w realu i na mapie, a które w większości odwiedziłem. W moim ukochanym Wrocławiu, skąd pochodzi i gdzie mieszka Stan Ender, Kopenhadze, mieście Laury Høj, Rzeszowie, Pobierowie i podwrocławskiej górze Ślęży. W kolejnych tomach odwiedzamy portugalskie Porto i Espinho, włoskie Bergamo i Mediolan, holenderskie Lekkerkerk i Rotterdam, Kijów, Cambridge, Wyspy Owcze czy brazylijskie Florinapolis… Kawał świata. W Lustrze staram się opisywać specyfikę krajów, zwyczaje oraz przełamywać kulturowe stereotypy.
Całej opowieści towarzyszy bohater drugiego planu, opowiadający emocje postaci i chwil – muzyka zebrana na kilku playlistach. W książkach znajdują się też metafory i odniesienia do obecnej sytuacji w Polsce i na świecie, które spostrzegawczy czytelnik z pewnością wyłuska.
Odpowiadając na pytanie, co dalej i czy tworzę kolejny świat – tak, tworzę. Będzie to opowieść w ramach StanUniversum, w pewien sposób połączona ze światem bohaterów Lustra, ale nie wprost. Będzie to książka – podobnie jak Lustro – opowiadająca o ludzkich emocjach i słabościach. Mocno zakorzeniona we Wrocławiu po tej i drugiej stronie. Jej roboczy tytuł to „Złe sny”, nawiązujący do pierwszej mrocznej płyty Stana Endera.
Czyt-NIK: „Lustro. Przepowiednia”, „Lustro. Przebudzenie” oraz „Lustro. Po mrocznej stronie”, to trzy części LUSTRZANEJ TRYLOGII. Gdzie czytelnik łaknący fantastycznej przygody może zdobyć Pana książki?
Przemysław Wilkoszewski: Pisząc Lustrzaną Serię nie myślałem o tak banalnej sprawie jak sprzedaż. Ważniejszy był dla mnie proces twórczy oraz emocje, jakie chciałem przekazać czytelnikom w moich książkach. Nie chciałem też na wstępie mojej pisarskiej drogi zostać przemielony przez wydawnicze młyny i pierwsze wydanie zrobić po swojemu i na swoich zasadach. Dlatego wybrałem najtrudniejszą drogę, czyli zostałem samowydawcą ze wszystkimi tego konsekwencjami. Ograniczonymi środkami, brakiem dostępu do dystrybutorów, sieci sprzedaży i promocji. Za to sam „opakowałem” swoją powieść w okładki jakie chciałem, ze wszystkimi bajerami (lakiery, srebrzenia itp.), biały papier i skład po swojemu. Projektując okładki i ilustracje, składając teksty, miałem wielką radochę, widząc jak spod moich palców wychodzi kompletne dzieło zrobione przeze mnie od A do Z. Oczywiście dysponując ograniczonymi środkami i bazując jedynie na moich cudownych przyjaciołach, którzy mi pomagali i wspierali, nie ustrzegłem się błędów. Potraktowałem je jednak z dystansem i uznałem, że będą takim wyjątkowym „smaczkiem” pierwszego wydania. W końcu nie ma ideałów i każdy ma coś popsute. Najważniejsze, że spełniłem swoje marzenie – najlepszy prezent z okazji pięćdziesiątych urodzin.
A gdzie można kupić moje książki? Oczywiście bezpośrednio u autora, czyli na mojej stronie warteprzeczytania.pl w wersji papierowej i jako ebook.

