Recenzje

„Zanim zapłonął świat” – historia, która tli się w sercu jeszcze długo po ostatniej stronie

Czytając tę książkę, miałem wrażenie, że uczestniczę w czymś więcej niż tylko w literackiej opowieści. To było doświadczenie. Spotkanie z historią, która choć osadzona w konkretnym czasie i miejscu, ma w sobie coś uniwersalnego. Coś, co dotyka każdego z nas – niezależnie od tego, skąd jesteśmy i jakie mamy doświadczenia. I właśnie dlatego ta książka zostaje w czytelniku. Nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Wraca w myślach, w emocjach, w refleksjach.

Nie każda książka od razu krzyczy, nie każda potrzebuje wielkich słów, by zrobić wrażenie. Są takie opowieści, które podchodzą do czytelnika cicho, niemal niepostrzeżenie, a potem… zostają z nim na długo. Tak właśnie działa „Zanim zapłonął świat” autorstwa Wioletty Sawickiej – pierwszy tom cyklu „Saga krzemieniecka”. To historia, która nie tylko porusza, ale wręcz osadza się gdzieś głęboko pod skórą i nie pozwala o sobie zapomnieć.

To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki i powiem wprost – po raz kolejny wychodzę z tej literackiej podróży z poczuciem, że obcowałem z czymś naprawdę wartościowym. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na uznanie. Wioletta Sawicka nie potrzebuje fajerwerków, by przykuć uwagę. Jej siłą jest subtelność – ta wyjątkowa umiejętność opowiadania o sprawach wielkich poprzez drobne gesty, emocje i relacje między bohaterami.

Już od pierwszych stron zostajemy wciągnięci w opowieść, która rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Z jednej strony mamy Zamość 2022 roku i Alicję – starszą, schorowaną kobietę, której życie nagle splata się z przeszłością za sprawą książki wypożyczonej z biblioteki. Z drugiej – cofamy się do lat trzydziestych XX wieku i trafiamy do Krzemieńca na Wołyniu. To właśnie tam zaczyna się historia, która stopniowo odsłania przed nami swoje emocjonalne bogactwo.

Autorka z niezwykłą starannością oraz wyczuciem konstruuje tę narrację. Przeszłość i teraźniejszość przenikają się w sposób naturalny, nienachalny, a jednocześnie niezwykle sugestywny. Wspomnienia Alicji nie są tylko powrotem do dawnych wydarzeń – są mostem łączącym to, co było, z tym, co nadal w niej żyje. I to właśnie w tej przestrzeni między pamięcią a teraźniejszością rodzi się największa siła tej powieści.

Jedną z największych zalet tej książki jest sposób, w jaki autorka buduje emocje. Nie znajdziemy tu taniego wzruszenia ani wymuszonego dramatyzmu. Wszystko dzieje się jakby „między słowami”. To spojrzenie, niedopowiedziana rozmowa, cichy gest – i nagle czytelnik orientuje się, że coś w nim pękło. Sawicka dotyka najczulszych strun emocji z ogromną delikatnością, ale i precyzją.

Szczególnie mocno wybrzmiewa historia Heleny Krzemienieckiej – kobiety, która wyprzedza swoje czasy. Młoda inżynier chemik, ambitna, świadoma swojej wartości, walczy o niezależność w świecie, który nie jest na to gotowy. Jej postać została wykreowana z ogromnym wyczuciem – to bohaterka z krwi i kości, pełna sprzeczności, ale też determinacji. Jej wybory, marzenia i relacje z innymi tworzą emocjonalny rdzeń tej opowieści.

Nie sposób też nie docenić tła historycznego, które nie jest tu jedynie dekoracją. Krzemieniec, Wołyń, nadchodząca katastrofa – wszystko to buduje napięcie, które narasta powoli, niemal niezauważalnie. Autorka nie epatuje dramatyzmem, ale pozwala czytelnikowi samemu odczuć ciężar nadciągających wydarzeń. To właśnie ta powściągliwość sprawia, że historia staje się jeszcze bardziej przejmująca.

Ogromne wrażenie robi również sposób ukazania relacji międzyludzkich. Przyjaźń, miłość, lojalność – ale też różnice kulturowe i narodowościowe – wszystko to zostało przedstawione z dużą wrażliwością.

Czytając tę książkę, miałem wrażenie, że uczestniczę w czymś więcej niż tylko w literackiej opowieści. To było doświadczenie. Spotkanie z historią, która choć osadzona w konkretnym czasie i miejscu, ma w sobie coś uniwersalnego. Coś, co dotyka każdego z nas – niezależnie od tego, skąd jesteśmy i jakie mamy doświadczenia. I właśnie dlatego ta książka zostaje w czytelniku. Nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Wraca w myślach, w emocjach, w refleksjach. To jedna z tych historii, które zapisują się nie tylko w pamięci, ale przede wszystkim w sercu.

Nie mam wątpliwości – książka zdobywa moje czytelnicze uznanie i zdecydowanie zasługuje na uhonorowanie jej tytułem NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To wyróżnienie nie jest tu przypadkowe. To efekt kunsztu autorki, jej wrażliwości i umiejętności tworzenia historii, które mają znaczenie.

Wioletta Sawicka po raz kolejny udowadnia, że potrafi pisać pięknie, mądrze i poruszająco. Jej opowieść to nie tylko historia o przeszłości – to także refleksja nad tym, kim jesteśmy i co nas kształtuje. A przede wszystkim – to dowód na to, że literatura wciąż ma moc poruszania najgłębszych emocji. Jeśli szukasz książki, która nie tylko wciągnie, ale też zostawi po sobie ślad – „Zanim zapłonął świat” będzie wyborem idealnym.

Książka pt. „Zanim zapłonął świat” ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…