W cieniu obłędu. Śledztwo, które przekracza wszelkie granice
Warto zaznaczyć, że Wojciech Kulawski potrafi wykorzystać przestrzeń i kontekst kulturowy tak, by jeszcze mocniej podkręcić atmosferę zagrożenia. Największe wrażenie robi jednak to, jak autor balansuje na granicy racjonalności i szaleństwa. Tytuł nie jest przypadkowy. W tej historii granice są płynne. Prawda, do której docierają bohaterowie, jest tak przerażająca, że rzeczywiście trudno uwierzyć, iż mógłby ją wymyślić nawet najbardziej obłąkany umysł. A jednak wszystko ma swoje logiczne uzasadnienie. To nie chaos – to precyzyjnie zaplanowana konstrukcja.
Nie każda historia potrafi sprawić, że czytelnik przestaje czuć grunt pod nogami. Czasem trafia się jednak opowieść, która od pierwszych stron łapie za gardło i nie puszcza aż do finału. Taka, przy której spokojna lektura staje się niemożliwa, bo napięcie rośnie z rozdziału na rozdział, a w głowie nieustannie kłębią się pytania: kto? dlaczego? jak daleko można się posunąć w imię obsesji? „Poza granicą szaleństwa” autorstwa Wojciech Kulawski to właśnie tego typu doświadczenie. To nie jest tylko opowieść o zbrodni i śledztwie. To wejście w mrok, w którym logika miesza się z szaleństwem, a prawda okazuje się bardziej przerażająca niż najbardziej śmiałe przypuszczenia. Autor prowadzi czytelnika pewną ręką, ale jednocześnie celowo podsuwa mu fałszywe tropy, budując atmosferę niepewności i narastającego niepokoju. Ta historia rozgrzewa emocje do czerwoności i zostaje w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony.
To moje kolejne już spotkanie z twórczością Wojciecha Kulawskiego i mogę powiedzieć jedno: ten autor nie tylko trzyma poziom – on go konsekwentnie podnosi. Czwarty tom z prokuratorem Marianem Suskim pokazuje, że mamy do czynienia z pisarzem w pełni świadomym swojego warsztatu. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują na szczere uznanie. Tutaj wszystko jest przemyślane, a jednocześnie podane tak, że czyta się z wypiekami na twarzy.
Zaczyna się od pozornie prostego przypadku. Ciało Grzegorza Rosy odnalezione przez policję wygląda na ofiarę nieszczęśliwego wypadku. Do czasu. Jeden szczegół odkryty przez patologa – dziwne nacięcie na narządach płciowych – sprawia, że sprawa nabiera zupełnie innego wymiaru. A kiedy pod kołami tramwaju ginie tancerka, a przy jej ciele zostaje znaleziony posążek boga Mina, symbolu płodności, wiemy już, że to nie jest zwykłe śledztwo. To początek gry, w której stawką jest coś znacznie większego niż schwytanie mordercy.
Wojciech Kulawski z ogromną swobodą splata wątki kryminalne z sensacyjnym rozmachem. Warszawska dochodzeniówka pod wodzą nowego prokuratora Franciszka Dylika sięga do archiwum X, grzebiąc w sprawach sprzed lat. Każdy kolejny trop otwiera następne drzwi – a za nimi czeka mrok, tajemnice i ludzkie obsesje. Autor z niezwykłym wyczuciem dawkuje informacje. Nie podaje rozwiązań na tacy. Każe czytelnikowi myśleć, łączyć fakty, podejrzewać każdego.
I właśnie w tym tkwi jego siła – w kunszcie tworzenia napięcia. Tu nie ma przypadkowych scen. Każda rozmowa, każdy szczegół, każdy gest mają znaczenie. Napięcie narasta stopniowo, niemal niezauważalnie, aż w pewnym momencie orientujemy się, że jesteśmy już po uszy zanurzeni w historii. Autor doskonale wie, kiedy przyspieszyć akcję, a kiedy pozwolić jej na chwilę wybrzmieć ciszą pełną niedopowiedzeń.
W tej części ważną rolę odgrywa również aspirant Marzena Gibała, której skrzętnie ukrywana tajemnica zaczyna rzucać nowe światło na prowadzone śledztwo. Autor nie boi się komplikować relacji między bohaterami, nie idzie na łatwiznę. Postaci są wielowymiarowe, z krwi i kości. Popełniają błędy, mają swoje demony, swoje motywacje. Dzięki temu historia nabiera autentyczności, a emocje – prawdziwej temperatury. No i Marian Suski. Były prokurator, który wyrusza w podróż najpierw do Paryża, potem aż do Egiptu, kierowany pragnieniem zemsty. Ten wątek dodaje powieści rozmachu i międzynarodowego sznytu. Egzotyczne tło nie jest jednak pustą dekoracją – staje się integralną częścią fabuły, kolejnym elementem misternie skonstruowanej układanki.
Warto zaznaczyć, że Wojciech Kulawski potrafi wykorzystać przestrzeń i kontekst kulturowy tak, by jeszcze mocniej podkręcić atmosferę zagrożenia. Największe wrażenie robi jednak to, jak autor balansuje na granicy racjonalności i szaleństwa. Tytuł nie jest przypadkowy. W tej historii granice są płynne. Prawda, do której docierają bohaterowie, jest tak przerażająca, że rzeczywiście trudno uwierzyć, iż mógłby ją wymyślić nawet najbardziej obłąkany umysł. A jednak wszystko ma swoje logiczne uzasadnienie. To nie chaos – to precyzyjnie zaplanowana konstrukcja.
Czytając „Poza granicą szaleństwa”, czułem dokładnie to, czego oczekuję od dobrego thrillera: napięcie, niepewność i autentyczne zaangażowanie emocjonalne. Były momenty, gdy musiałem na chwilę odłożyć książkę, żeby ochłonąć. Były też takie, gdy obiecywałem sobie „jeszcze tylko jeden rozdział”, po czym orientowałem się, że minęła godzina.
To kolejne spotkanie z twórczością Wojciecha Kulawskiego, które pozostanie w mojej czytelniczej pamięci już na zawsze. Autor udowadnia, że potrafi nie tylko opowiedzieć historię, ale przede wszystkim ją zbudować – warstwa po warstwie, z dbałością o detale, z wyczuciem rytmu i emocji.
Nie mam wątpliwości: ta książka zdobywa miejsce na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Za kreatywność w konstruowaniu fabuły, za odwagę w przekraczaniu granic gatunku, za kunszt w budowaniu napięcia i za to, że po zamknięciu okładki wciąż czujemy jej ciężar. Jeśli lubicie kryminały, które nie tylko intrygują, ale też wstrząsają – „Poza granicą szaleństwa” jest lekturą obowiązkową. Tu nie ma miejsca na obojętność. Tu każda strona pulsuje emocjami.
Książka pt. „Poza granicą szaleństwa” ukazała się nakładem Wydawnictwa CM