Pod zasłoną ciszy – odwaga, namiętność i cena wolności
Nie mam wątpliwości – to kolejny tytuł, który trafia na moją półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To miejsce zarezerwowane dla historii, które nie tylko wciągają, ale też poszerzają horyzonty. A „Blady strach” robi jedno i drugie. Jeśli ktoś jeszcze waha się, czy sięgnąć po ten tom, powiem krótko: warto. Dla emocji. Dla prawdy. Dla odwagi. I dla kobiet, które – nawet jeśli świat próbuje odebrać im twarz – nie przestają mieć głosu.
Niektóre powieści połykamy szybko – dla intrygi, dla zwrotów akcji, dla samej przyjemności śledzenia historii. Inne otwieramy z ciekawości, a zamykamy z cięższym oddechem, bo to, co między okładkami, zostaje pod skórą. Czytając je, czujemy, że to nie tylko literacka fikcja, lecz opowieść podszyta autentycznym doświadczeniem, emocją i realnym ryzykiem. „Kobiety bez twarzy. Blady strach” autorstwa Tanya Valko bez wątpienia należy do tej drugiej grupy.
To książka, która nie pozwala przejść obok siebie obojętnie. Każda strona pulsuje napięciem, a świadomość, że autorka czerpie z własnych przeżyć i wieloletniego pobytu w świecie, który opisuje, nadaje tej historii dodatkowej mocy. Tu emocje nie są wymyślone na potrzeby fabuły – one mają swoje źródło w rzeczywistości. I właśnie dlatego czytelnik czuje je intensywniej.
Drugi tom cyklu „Kobiety bez twarzy” nie jest jedynie kontynuacją losów bohaterów. To wejście głębiej – w relacje, w lęki, w codzienność naznaczoną niepewnością. Valko zabiera nas do świata, który dla wielu wciąż pozostaje odległy i niezrozumiały, a jednak dzięki jej narracji staje się zaskakująco bliski. W tym tkwi siła tej opowieści: w umiejętności przybliżenia obcego bez upraszczania go i bez taniej sensacji.
Drugi tom cyklu autorstwa KOBIETY BEZ TWARZY nie bierze jeńców – ani bohaterów, ani czytelnika. To moje kolejne spotkanie z twórczością autorki i powiem wprost: z każdą książką rośnie mój czytelniczy podziw. Tanya Valko nie idzie na skróty. Nie egzotyzuje świata, który opisuje, nie koloryzuje go pod turystyczną pocztówkę. Ona go obnaża. Pokazuje jego piękno, ale i brutalność. Pokazuje blask i cień życia w konserwatywnym społeczeństwie, w którym każdy krok może mieć konsekwencje.
Akcja książki „Kobiety bez twarzy. Blady strach” ponownie zabiera nas do Arabii Saudyjskiej – miejsca owianego tajemnicą, stereotypami i lękiem. Valko zna ten świat od podszewki. Jako arabistka, która przez lata mieszkała w krajach muzułmańskich, pisze nie z pozycji obserwatorki zza szyby, lecz z perspektywy kogoś, kto tam żył, oddychał tamtym powietrzem i mierzył się z codziennością pełną nakazów, zakazów i społecznych pułapek. Dzięki temu dostajemy historię opartą na faktach, a jednak pulsującą jak najlepsza powieść sensacyjna.
Wracają Koziełowie – zadziorna Hanka i jej bardziej stonowany, odpowiedzialny mąż Piotr. To bohaterowie z krwi i kości, którzy próbują odnaleźć się w rzeczywistości, gdzie jedno nieopatrzne spojrzenie czy przypadkowe spotkanie może uruchomić lawinę zdarzeń. W świecie, w którym los bywa kapryśny, a granica między bezpieczeństwem a katastrofą jest cienka jak pustynny pył. Ale to nie tylko ich historia. To opowieść o kobietach – odważnych, spragnionych wolności, czasem lekkomyślnych, czasem zdesperowanych, ale zawsze żywych. Saudyjki walczące o niezależność. Polskie nauczycielki pracujące na żeńskim uniwersytecie w Rijadzie, które mimo restrykcji potrafią śmiać się, tańczyć i cieszyć chwilą. Młodzi zakochani, dla których zakazany romans smakuje intensywniej, bo podszyty jest strachem.
Tanya Valko z ogromną pomysłowością i odwagą buduje ten świat. Pokazuje imprezy, na których zakazany alkohol leje się strumieniami. Pokazuje łamanie zasad, sekrety, podwójne życie. Ale nie robi tego dla taniej sensacji. Robi to, by pokazać, że pod rygorem prawa religijnego, kryją się ludzie z tymi samymi pragnieniami, słabościami i marzeniami co my.
To, co szczególnie cenię w tej książce, to brak łatwych ocen. Autorka nie demonizuje religii ani kultury. Wręcz przeciwnie – konsekwentnie przypomina, że to nie odmienność kulturowa czy wyznaniowa jest źródłem zła. Zło rodzi się w ludziach. I może narodzić się wszędzie – niezależnie od szerokości geograficznej.
Styl Valko jest dynamiczny, pełen emocji, a jednocześnie przystępny. Dzięki temu tę książkę czyta się ją lekko, choć tematy, które porusza, do lekkich nie należą. Narracja wciąga jak wir. Rozdziały kończą się w momentach, które prowokują do przewracania kolejnych stron. Jest napięcie. Jest adrenalina. Jest ten tytułowy blady strach, który czai się gdzieś pod powierzchnią – czasem w spojrzeniu bohatera, czasem w ciszy przed burzą. I właśnie za to cenię tę książkę najbardziej: za umiejętność oswojenia obcego świata. Za to, że po lekturze Arabia Saudyjska przestaje być jedynie hasłem z wiadomości czy stereotypowym obrazem z internetu. Staje się miejscem zamieszkanym przez ludzi – z krwi i kości, pełnych sprzeczności. Światem odległym, a jednak dzięki literaturze bliższym.
„Kobiety bez twarzy. Blady strach” to nie tylko kontynuacja cyklu. To mocne, dojrzałe rozwinięcie opowieści, które udowadnia, że Tanya Valko nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Jej odwaga w podejmowaniu trudnych tematów, jej konsekwencja w budowaniu wiarygodnych bohaterów i jej literacka sprawność sprawiają, że ta książka zostaje w głowie na długo.
Nie mam wątpliwości – to kolejny tytuł, który trafia na moją półkę NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To miejsce zarezerwowane dla historii, które nie tylko wciągają, ale też poszerzają horyzonty. A „Blady strach” robi jedno i drugie. Jeśli ktoś jeszcze waha się, czy sięgnąć po ten tom, powiem krótko: warto. Dla emocji. Dla prawdy. Dla odwagi. I dla kobiet, które – nawet jeśli świat próbuje odebrać im twarz – nie przestają mieć głosu.
Książka pt. „Kobiety bez twarzy. Blady strach” ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka