Pociąg, który wywozi czytelnika poza schemat – o literackiej petardzie Lucyny Grad
„Utajony Front Objazdowy” to książka, którą się pochłania. To opowieść odważna, świeża i bezkompromisowa. Taka, która nie boi się iść pod prąd i dzięki temu zostaje zapamiętana. Bez wątpienia zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. I z czystym sumieniem dokładam ją do czyt-NIKowej biblioteczki jako pozycję obowiązkową. Wszak Czyt-NIK poleca!!! Czyt-NIK patronuje!!!
Wejście do tej historii przypomina wskoczenie do rozpędzonego pociągu – bez biletu, bez planu i bez gwarancji powrotu. Drzwi zatrzaskują się za plecami, tory prowadzą w niezwykłą czytelniczą podróż, a wysiąść można dopiero po ostatniej stronie. „Utajony Front Objazdowy” Lucyny Grad to nie jest zwykła opowieść – to intensywna literacka podróż, która zostaje w głowie na długo i nie daje o sobie zapomnieć.
Już sam punkt wyjścia brzmi jak coś, co nie ma prawa działać… a działa doskonale. Bolszewicka Rosja, zesłańcy, skradziony pociąg, konie-zombie, rozkazy na skórkach melonów – brzmi jak literacki eksperyment na granicy szaleństwa. A jednak Lucyna Grad nie tylko ogarnia ten chaos, ale zamienia go w spójną, wciągającą i absolutnie hipnotyzującą opowieść. To jest właśnie ta kreatywność, której nie da się podrobić. Autorka nie idzie utartymi ścieżkami – ona buduje własne tory i każe nam nimi jechać.
To moja pierwsza styczność z twórczością Lucyny Grad, ale jeśli następne książki będą tej samej energii, to ja już jestem kupiony. Nie będę tego ukrywał ani udawał chłodnego recenzenta – chcę więcej. Bo tutaj czuć pasję, odwagę i radość z opowiadania historii. A to w dzisiejszej literaturze wcale nie jest takie oczywiste.
Największą siłą tej książki jest klimat. Ten świat jest jednocześnie brutalny i groteskowy, przerażający i absurdalny. Z jednej strony mamy realia porewolucyjnej Rosji – chaos, strach, brak zasad. Z drugiej strony pojawiają się elementy niemal baśniowe, surrealistyczne, które sprawiają, że czytelnik nigdy nie czuje się do końca bezpiecznie. Tu wszystko może się wydarzyć. I właśnie to napięcie między realizmem a fantastyką robi robotę.
Podróż bohaterów – ta ucieczka pociągiem przez stepy Azji Środkowej – to coś więcej niż tylko fabularny szkielet. To metafora. To droga przez strach, przez niepewność, przez własne ograniczenia. I choć na początku można odnieść wrażenie, że to przygoda z lekkim, niemal bajkowym tonem, to bardzo szybko robi się poważnie. Coraz mniej w tym śmiechu, coraz więcej desperacji. Brakuje węgla, znikają ludzie, a granica między tym, co realne, a tym, co tylko podszeptem legend, zaczyna się zacierać. I właśnie tutaj Lucyna Grad pokazuje klasę. Bo to nie jest tylko „fajny pomysł”. To jest przemyślana, konsekwentnie budowana historia, która ma rytm, napięcie i emocje.
Styl autorki zasługuje na osobne brawa – jest dynamiczny, obrazowy, momentami wręcz filmowy. Czytając, naprawdę widzi się ten pociąg, czuje kurz stepów, słyszy stukot kół i napięcie wiszące w powietrzu. Narracja płynie naturalnie, bez zbędnego zadęcia, bez udawania „wielkiej literatury”. I za to ogromny plus. Bo to jest książka, która nie potrzebuje akademickich analiz, żeby błyszczeć. Ona działa intuicyjnie, emocjonalnie. Wciąga. Trzyma. Nie puszcza.
Bohaterowie są wyraziści, niejednoznaczni, prawdziwi w swojej niepewności. To nie są papierowe postacie do odhaczenia. Każdy z nich coś wnosi, każdy ma swoje motywacje, swoje lęki. I co ważne – nie zawsze są heroiczni. Czasem są zagubieni, czasem podejmują złe decyzje. Ale właśnie dzięki temu są wiarygodni. W tej historii nie chodzi o idealnych ludzi. Chodzi o ludzi wrzuconych w sytuację, która ich przerasta.
Nie sposób też nie wspomnieć o humorze. Bo choć momentami robi się naprawdę ciężko, to autorka potrafi rozładować napięcie w sposób inteligentny i nienachalny. Ten absurd, ta lekka ironia – to wszystko sprawia, że książka ma swój unikalny ton. To nie jest czysta przygoda, to nie jest czysta fantastyka. To jest mieszanka, która smakuje zaskakująco dobrze.
I teraz najważniejsze – to jest książka, która zostaje. To nie jest historia „na raz”. To nie jest coś, co się czyta i zapomina. „Utajony Front Objazdowy” zostawia ślad. W głowie, w wyobraźni, w emocjach. To jedna z tych opowieści, do których się wraca myślami.
Lucyna Grad stworzyła coś wyjątkowego – historię, której odkrywanie jest prawdziwą literacką podróżą. To czytelnicza uczta pełna smaków, kontrastów i zaskoczeń. Każdy rozdział to kolejny przystanek, na którym nie wiadomo, co się wydarzy. I właśnie dlatego chce się jechać dalej.
„Utajony Front Objazdowy” to książka, którą się pochłania. To opowieść odważna, świeża i bezkompromisowa. Taka, która nie boi się iść pod prąd i dzięki temu zostaje zapamiętana. Bez wątpienia zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. I z czystym sumieniem dokładam ją do czyt-NIKowej biblioteczki jako pozycję obowiązkową. Wszak Czyt-NIK poleca!!! Czyt-NIK patronuje!!!
Jeśli szukasz czegoś, co wyrwie Cię z czytelniczej rutyny, co zaskoczy, rozbawi, a momentami nawet zaniepokoi – wsiadaj do tego pociągu. Tylko pamiętaj: to nie jest podróż, z której wraca się takim samym czytelnikiem. A ja? Ja już czekam na kolejne spotkanie z twórczością Lucyny Grad. I mam przeczucie, że to dopiero początek bardzo dobrej literackiej przygody.
Książka pt. „Utajony Front Objazdowy” ukazała się nakładem Wydawnictwa Brda