Mój pierwszy raz z thrillerem medycznym.

Od pewnego czasu żona namawiała mnie, abym sięgnął po thriller medyczny. Wymieniała kilka nazwisk, które w tym gatunku wiodą prym. Jednak najbardziej proponowała mi twórczość mistrza – Robina Cooka. Zatem wiedziony obietnicą doznania emocjonujących wrażeń sięgnąłem po najnowsze dzieło Autora. „Pandemia” niczym wirus pochłonęła mnie, przeszyła na wskroś, a emocje, które przeżyłem wywołały dreszcze na całym ciele. Autor książki, jest również lekarzem z wykształcenia, więc możemy być pewni, że wszelkie informacje ze świata genetyki nie są wyssanymi z palca fantazjami, lecz mają pokrycie w wiedzy i doświadczeniu jaki Robin Cook posiada. A ja nie posiadam się z radości, że dzięki namowom żony sięgnąłem po „Pandemię”. To kolejny dowód na to, że warto słuchać swojej połowicy. Ta książka jest trzydziestą szóstą w dorobku pisarza, a zaledwie pierwszą, którą przeczytałem. Nie da się ukryć, że mam wiele do nadrobienia.

Ale po kolei. „Pandemia” to kolejna część z Jackiem Stapletonem w roli głównej. Jack jest patologiem, lekarzem medycyny sądowej, zajmującym się sekcjami zwłok. Pracuje w OCME, czyli Inspektoracie Medycyny Sądowej w Nowym Jorku. Jego druga żona, jest jego szefową. Trzeba przyznać, że Jack jak mało kto, lubi pakować się w kłopoty, a jego niewyparzona gębą i ironicznie cięty język nie zjednują mu przyjaciół. Tym razem lekarz uwikłany został w sprawę pojawienia się wirusa niewiadomego pochodzenia. Jego tożsamość nie jest znana, a wszelkie znaki wskazują podobieństwo do wirusa, jaki pojawił się w roku 1918. Ale po kolei. W nowojorskim metrze pewna młoda kobieta traci przytomność. Umiera w karetce wiozącej ja do szpitala. Podejrzewa się, że umarła, ponieważ była nosicielką wirusa. Tożsamość kobiety nie jest znana, a jedyny punkt zaczepienia, to tatuaż z puzzli. Zatem Jack Stapleton zabiera się za sekcję zwłok, podczas której mozolnie składa wszystkie elementy, by poznać prawdę tej tajemniczej sprawy. Lekarz odkrywa, że kobieta miała przeszczepione serce, którego DNA jest identyczne z jej własnym. Jakby tego było mało, umierają kolejne osoby. Jack nie zwlekając ani chwili dłużej musi odkryć przyczynę zgonów zanim śmiercionośny wirus zbierze swoje żniwa. Podążając śladami swojego śledztwa musi stawiać kroki w miejscach, gdzie również i jego życie jest zagrożone. „Pandemia” to nie tylko kawał solidnej dawki najnowszych odkryć genetyki, to również fenomenalnie utkana historia, która kroi nasze emocje niczym chirurgiczny skalpel. Ta książka to genialny thriller medyczny. Śmiało mogę dodać, że „Pandemia” niczym wirus zaraziła moje czytelnicze żądze tym gatunkiem. I już niebawem sięgnę po kolejne książki Robina Cooka. Pytanie, jakie tytuły Autora polecacie, bym przeczytał w pierwszej kolejności, tak by twórczość mistrza gatunku zainfekowała moje emocje solidną dawką ekstremalnych doznań? Czy może jednak powinienem od początku poznać losy Jacka Stapletona? Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu Dom Wydawniczy Rebis https://www.rebis.com.pl/.

P.S. To, co również zapadło mi w pamięć, podczas lektury, to świadomość łączenia się fikcji literackiej z rzeczywistością. A było to za sprawą adresu siedziby OCME, która mieści się na 1st Avenue 421. To wyjątkowe, gdy możemy dzięki googlemaps, jednym kliknięciem dotrzeć w miejsca, o których czytamy.

 

Dodaj komentarz