„Kurs na śmierć” – mroczna podróż, z której nie da się zawrócić
Największą siłą tej książki jest klimat. Wójcik buduje napięcie powoli, konsekwentnie, bez tanich sztuczek. Akademia policyjna przestaje być miejscem szkolenia, a zaczyna przypominać zamknięty świat pełen sekretów. Każdy coś ukrywa. Każdy może być winny. I to poczucie niepokoju towarzyszy czytelnikowi przez całą książkę. To właśnie tutaj widać największą kreatywność autora. Bo „Kurs na śmierć” nie jest tylko historią kryminalną. To literacka podróż – taka, która prowadzi przez mrok ludzkich decyzji, przez mechanizmy władzy i przez konsekwencje wyborów, które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego.
Już od pierwszych stron „Kurs na śmierć” autorstwa Wojciecha Wójcika daje wyraźny sygnał, że to nie będzie zwykła kryminalna rozrywka na jeden wieczór. To historia, która wciąga bez ostrzeżenia, rozkłada ludzką naturę na czynniki pierwsze i zostawia czytelnika z czymś więcej niż tylko odpowiedzią na pytanie „kto zabił?”. To opowieść, która zostaje w głowie na długo po zamknięciu książki.
To moje kolejne spotkanie z twórczością Wojciecha Wójcika i przyznam wprost – autor po raz kolejny dowodzi swojego kunsztu tworzenia niepowtarzalnych historii. Takich, które nie tylko się czyta, ale które się przeżywa. Takich, które wchodzą pod skórę i zostają tam na długo.
Już sam punkt wyjścia robi robotę. Brutalne morderstwo komendanta na terenie największej szkoły policyjnej w kraju – brzmi jak początek solidnej historii i dokładnie tym jest. Ale Wójcik nie idzie na łatwiznę. To nie jest prosta sprawa z pytaniem „kto zabił?”. To historia o tym, co kryje się pod powierzchnią – o władzy, tajemnicach, układach i grzechach, które prędzej czy później wracają, żeby upomnieć się o swoje.
Do tego dochodzi druga sprawa – śmierć Olgi Burzyńskiej. Niby samobójstwo, ale im dalej w las, tym więcej znaków zapytania. I właśnie w tym miejscu zaczyna się prawdziwa literacka jazda bez trzymanki. Bo te dwie sprawy, pozornie oddzielne, zaczynają się splatać w sposób, który sprawia, że czytelnik co chwilę zmienia zdanie, buduje nowe teorie i… i ciągle jest o krok za autorem.
Na scenę wchodzą bohaterowie – Paweł Łukasik i Agnieszka Jamróz. I tutaj trzeba oddać autorowi jedno: potrafi tworzyć postacie z krwi i kości. Łukasik to nie jest typowy „twardy glina z problemami”. Jasne, ma swoją przeszłość, ma swoje demony, ale nie jest kalką znanych schematów. Jest autentyczny. Czuć, że coś go gryzie, że coś go ukształtowało – i to działa.
Agnieszka Jamróz to świetnie napisana postać. Młoda, ambitna, zdeterminowana, żeby udowodnić swoją wartość. Nie jest idealna, nie jest przerysowana – jest prawdziwa. I właśnie ta autentyczność sprawia, że kibicuje się jej od pierwszych stron.
Największą siłą tej książki jest klimat. Wójcik buduje napięcie powoli, konsekwentnie, bez tanich sztuczek. Akademia policyjna przestaje być miejscem szkolenia, a zaczyna przypominać zamknięty świat pełen sekretów. Każdy coś ukrywa. Każdy może być winny. I to poczucie niepokoju towarzyszy czytelnikowi przez całą książkę. To właśnie tutaj widać największą kreatywność autora. Bo „Kurs na śmierć” nie jest tylko historią kryminalną. To literacka podróż – taka, która prowadzi przez mrok ludzkich decyzji, przez mechanizmy władzy i przez konsekwencje wyborów, które miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Odkrywanie tej historii to proces. To stopniowe odsłanianie warstw, które prowadzą do finału… i jaki to jest finał!
Nie będę zdradzał szczegółów, ale przyznam jedno – warto sięgnąć po tę książkę. Bo to nie jest zakończenie, które się tylko „czyta”. To takie, które zostaje w głowie. Takie, które sprawia, że po zamknięciu książki jeszcze przez chwilę siedzisz i myślisz: „no dobra… tego się nie spodziewałem”.
Styl autora zasługuje na osobne wyróżnienie. Jest lekki, ale jednocześnie konkretny. Nie ma tu zbędnego lania wody, nie ma sztucznego przeciągania. Każda scena ma sens, każda coś wnosi. Narracja jest dynamiczna, ale nie chaotyczna – wszystko jest na swoim miejscu. Wojciech Wójcik potrafi też świetnie operować emocjami. Są momenty napięcia, są momenty refleksji, są momenty, które po prostu uderzają czytelnika swoją szczerością. I to właśnie sprawia, że ta historia zostaje w psychice. Bo to nie jest tylko „kto zabił?” – to jest „dlaczego?” i „co z tego wynika?”.
Nie sposób też nie docenić sposobu budowania intrygi. Autor nie podaje wszystkiego na tacy. Zmusza czytelnika do myślenia, do łączenia faktów, do analizowania. Ale robi to w taki sposób, że nie frustruje – wręcz przeciwnie, wciąga jeszcze bardziej. „Kurs na śmierć” to książka, która pokazuje, że polski kryminał ma się naprawdę dobrze. I że można pisać historie, które nie tylko trzymają w napięciu, ale też zostawiają ślad.
Bez wątpienia ta książka zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To pozycja, która nie tylko dostarcza emocji, ale też realnie wzbogaca czyt-NIKową biblioteczkę. To jedna z tych książek, do których się wraca – choćby myślami.
Książka pt. „Kurs na śmierć” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka