Recenzje

Ślub po włosku

Lekka, przyjemna powieść z nutą miłości i niepewności o losy bohaterów. To doskonałe połączenie, które sprawia, że powieść Marty Jednachowskiej czyta się sama. To oczywiście jest zasługa kreatywności autorki, która ukazuje tę historię z perspektywy Sary, Ewy i Moniki. Zastosowanie takiej metody przedstawienia tej historii jeszcze bardziej podsyca naszą ciekawość, sprawia, że z jeszcze większym zaangażowaniem skupiamy się na tym, aby dowiedzieć się, kto jest sprawcą niepomyślnych zdarzeń.

Słuchajcie – Marta Jednachowska zaprasza nas w podróż, której nie można sobie odmówić. Zatem zróbcie sobie gorącą herbatę i weźcie do rąk powieść autorki, która powiedzie Was do Toskanii. Gdy już usadowicie się w swym czytelniczym siedzisku, to nie opuścicie go, aż nie dotrzecie do ostatniej strony tej książki. Książki, która wciąga sekretami i intrygami okraszonymi miłością. A skoro mowa o miłości, to oczywiście „Toskański ślub” jest powieścią, którą pokochacie już od pierwszych stron. Pokochacie miłością wieczną. A w dowód swej fascynacji wobec książki umieścicie ją na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo jakże nie kochać taaakiej historii, która już na zawsze pozostaje w Waszej czytelniczej pamięci. Wszak zakochacie się w niej bez pamięci.

„Toskański ślub” to moje pierwsze spotkanie z twórczością Marty Jednachowskiej. I przyznam szczerze, że jest to miłość od pierwszego zaczytania. Miłość względem pomysłowości autorki w wykreowaniu takich bohaterów i umiejscowieniu ich w fabule, która intryguje. Co więcej, podsyca naszą ciekawość z każdą przekładaną stroną. Bo jak to możliwe, aby najpiękniejszy dzień w życiu Moniki i Lukasa przeobraził się w istne piekło na ziemi? Wszak kameralny ślub w Toskanii jawi nam się niczym najpiękniejszy sen. Zatem jak to możliwe, aby tak nagle zmienił się w koszmar… z którego nie jesteśmy w stanie się wybudzić?

Wspomniani Monika i Lukas postanowili uciec od toksycznej familii, aby w kameralnej i przyjacielskiej atmosferze powiedzieć sobie TAK. Jednak, niestety TAK się nie stało, gdyż jak się okazuje wszystko pójdzie NIE tak. Nagle znika organizator ślubu. Lecz nie sam bowiem zabiera ze sobą całe swoje wynagrodzenie. Ale za to pojawiają się matka i siostra przyszłej panny młodej – osoby, które nie były chętnie widziane na planowanej ceremonii. Sami widzicie, że dzieje się w tej historii, więc możecie być pewni, że nuda nie będzie doskwierać Wam podczas lektury tej książki. Jednak warto zadać sobie pytanie, kto stoi za tym całym ambarasem? Dowiedzcie się sami i sięgnijcie po „Toskański ślub”.

Lekka, przyjemna powieść z nutą miłości i niepewności o losy bohaterów. To doskonałe połączenie, które sprawia, że powieść Marty Jednachowskiej czyta się sama. To oczywiście jest zasługa kreatywności autorki, która ukazuje tę historię z perspektywy Sary, Ewy i Moniki. Zastosowanie takiej metody przedstawienia tej historii jeszcze bardziej podsyca naszą ciekawość, sprawia, że z jeszcze większym zaangażowaniem skupiamy się na tym, aby dowiedzieć się, kto jest sprawcą niepomyślnych zdarzeń, które sprawiają, że nad najpiękniejszy dzień w życiu Moniki i Lukasa nadciągają czarne, gradowe chmury.

Książka „Toskański ślub” ukazała się nakładem Wydawnictwa Novae Res

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…