„Stalker” to kolejna książka Jolanty Bartoś, choć pierwsza tak blisko historii, która dotknęła samej autorki. Historia, którą poznajemy wydarzyła się naprawdę. Jak przyznaje sama autorka „w powieści zawarte są autentyczne maile, SMS-y i posty zamieszczane na portalach społecznościowych”. To, co czytamy, nie jest w stu procentach wynikiem kreatywności autorki, lecz odzwierciedleniem tego, co doświadczyła sama. Teraz dzieli się z nami przeżyciami sprzed siedmiu lat, które wprost zatrważają. Muszę przyznać, że książkę czyta się nieco inaczej niż inne kryminały czy thrillery. W „Stalkerze” jak na dłoni widać emocje autorki. Czytając książkę, nie raz odnosiłem wrażenie, że czytam pamiętnik, lub też uczestniczę w spowiedzi pisarki. Pytanie tylko, dlaczego Pani Jolanta jako ofiara stalkingu musi się tłumaczyć, spowiadać? Czy to właśnie osoba, po drugiej stronie monitora nie powinna bić się w pierś?! Jednak z każdą wertowaną stroną, uzmysłowiłem sobie, że taka forma przekazu jest doskonała, gdyż ukazuje nam dokładnie to, co czuje ofiara stalkingu – strach, niepewność, gniew, które z czasem rodzą brak zaufania do ludzi po drugiej stronie monitora.
Dla Jolanty Bartoś wydanie debiutanckiej powieści było spełnieniem marzeń. Nie spodziewała się jednak, że będzie ono również początkiem piekła jakie zgotowała jej osoba z internetowej sieci. Powrócił koszmar sprzed lat, a prześladowca uderzył ze zdwojoną siłą. Niestety, jak pokazuje życie, to, czego doświadczyła Jolanta Bartoś, to również życiorysy tysiąca osób nękanych każdego dnia przez internetowych prześladowców. Co nimi kieruje – zawiść, zazdrość, chęć panowania? Tylko oni to wiedzą, lecz co im to daje? Niech „Stalker” da im do myślenia, a tym, którzy są ich ofiarami niech będzie pomocą w poradzeniu sobie w takich sytuacjach. Dla osób, które jeszcze (na szczęście) nie padły ofiarą stalkingu, niech będzie przestrogą, zanim nawiążemy kontakt z osobą po drugiej stronie, by nie dać wciągnąć się w sieć stalkera i być pożywką dla jego chorych fascynacji o dominacji. Bardzo dobrze stało się, że książka ta ujrzała światło dziennie. Różni się ona od wcześniejszych kryminałów Pani Jolanty i nacechowana jest emocjami, które wylewają się praktycznie z każdej stronicy. Być może jest to próba swoistego katharsis. Pani Jolanto, życzę, by była to próba udana. A tak ode mnie – proszę pamiętać, że najlepszą metodą na stalkera jest nieodpowiadanie na jego zaczepki, ponieważ, gdy to czynimy, karmimy jego próżność. Gdy nie odpisujemy, dajemy mu do zrozumienia, że jego czyny i słowa po nas spływają. W tym przypadku brak odpowiedzi jest najlepszą odpowiedzią.
Czyt-NIK poleca! Czyt-NIK patronuje. A tymi słowami o książce, na jej okładce się rozpisuje: „Bolesny, brutalny, wirtualny, a co najgorsze realny – taki jest dziś świat. Internet niczym sieć pająka, oplata nas swymi mackami. Tak samo jest ze „Stalkerem” najnowszą książką Jolanty Bartoś. Dokąd doprowadzi nas ten świat? Niech ta książka będzie próbą refleksji. Tylko czy nie jest już za późno?!”
