Muszę przyznać, że Anna Rozenberg utkała niezwykle misterną, kryminalną zagadkę. Oblekając ją w mroczne szaty, sprawiła, że klimat „Masek pośmiertnych” nabierał na sile z każdą przekładaną stroną. Każda z nich naszpikowana była emocjami, które jeszcze długo buzować będą w naszych czytelniczych sercach. Tę książkę warto wziąć sobie do serca i zaprosić do swojej domowej biblioteki.
Co jakiś czas w polskiej literaturze dochodzi do spektakularnego debiutu. Ten czas nastał właśnie dziś. A to za sprawą powieści kryminalnej Anny Rozenberg. „Maski pośmiertne” długo będą żyć w umysłach czytelników, którzy sięgnęli po książkę sygnowaną wydawniczym znakiem jakości Wydawnictwa Czwarta Strona Kryminału.
Bez wątpienia Pani Anna tą książką nie tylko zawiesiła wysoko poprzeczkę debiutantom, lecz również czołowym pisarzom polskich jak i światowych kryminałów. Nie da się oprzeć wrażeniu, że „Maski pośmiertne” to kryminał na światowym poziomie. Przemyślany, skonstruowany z dbałością o każdy detal fabuły, w pełni oddaje kryminalną atmosferę.
I przyznam szczerze, że powinienem czytać tę książkę z poziomicą u boku, ponieważ podczas wchodzenia w szczegóły śledztwa prowadzonego przez inspektora Davida Redferna trudno było mi trzymać się w pionie. Ta książka totalnie mną wstrząsnęła, zagarnęła moje emocje i trzyma nawet do teraz, gdy piszę tę recenzję. Napisać recenzję takiej książki, to szukanie słów określających arcydzieło najwyższej jakości.
Pani Anna w podziękowaniach napisała, że podczas tworzenia tego dzieła rwała włosy z głowy. A ja mogę poradzić Wam, abyście jak najszybciej sięgnęli po tę książkę, ponieważ gdy w księgarniach będą ostatnie egzemplarze, to wyrywać będziecie je sobie z rąk. Do czasu, aż nie nastąpi dodruk. A ten myślę, jest kwestią dni.
Zapytacie, co sprawiło, że tak obszernie i pozytywnie rozpisuję się na temat książki Pani Anny? Otóż nie tylko kryminalna intryga i postać Davida Redferna, lecz również gęsta, mroczna atmosfera wokół całej historii, uczyniła tę powieść wyjątkową. Natomiast styl autorki dopełnił dzieła tak bardzo, że chłonąłem tę książkę wszystkimi zmysłami. Przyznam, że nigdy nie byłem w Wielkiej Brytanii, lecz dzięki autorce czułem się jakbym przechadzał uliczkami Woking.
A wszystko rozpoczęło się w lipcu 2013 roku, gdy inspektor Redfern wezwany zostaje do akcji udaremnienia zamachu w katedrze w Guildford. David podczas interwencji orientuje się, że zamachowcem jest Adrian Bones, jego dawny przyjaciel i zarazem partner. Niestety przebieg wydarzeń zmusza go do oddania śmiertelnego strzału. Nie potrafiąc poradzić sobie z wyrzutami sumienia wyjeżdża z miasteczka. W Woking zamierza na nowo poukładać swoje życie. Jednak i tu inspektor będzie miał ręce pełne roboty. I jak się okazuje, nie spodziewał się takiego scenariusza, ponieważ przeszłość powrócić w najczarniejszych koszmarach.
David podejmie się trudnego śledztwa dotyczącego odnalezienia zmasakrowanych zwłok polskiej turystki. Sprawę komplikuje zaginięcie męża zamordowanej. Dodatkowo nieufność współpracowników nie ułatwia Redfernowi zadania. Na domiar złego w Dover wyłowiono ciało zastrzelonego Adriana Bonesa.
Muszę przyznać, że Anna Rozenberg utkała niezwykle misterną, kryminalną zagadkę. Oblekając ją w mroczne szaty, sprawiła, że klimat „Masek pośmiertnych” nabierał na sile z każdą przekładaną stroną. Każda z nich naszpikowana była emocjami, które jeszcze długo buzować będą w naszych czytelniczych sercach. Tę książkę warto wziąć sobie do serca i zaprosić do swojej domowej biblioteki. A ja na swej półce przygotowałem miejsce na kolejne książki autorki, ponieważ jestem przekonany, że pojawienie się ich jest kwestią czasu.
Pani Anno gratuluję debiutu, życząc wielu sukcesów. Jestem przekonany, że drzwi z takim właśnie napisem stoją przed Panią otworem!
Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona Kryminału.
