Nie da się ukryć, że Adrian Goldsworthy jak na historyka przystało, wykazał się doskonałą znajomością tematu. Co ważne umiejętnie rozpisał tę historię na kartach swej najnowszej powieści. Najnowszej i nie ostatniej, po którą sięgnę, ponieważ takie książki pragnie się czytać całym czytelniczym sercem. Myślę, że każdy miłośnik powieści historycznych powinien sięgnąć po ten tytuł, a już po lekturze umieścić tę książkę na zaszczytnym miejscu NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Czyt-NIK tak uczynił. Co więcej, zrobił miejsce na kolejne książki autora.
Dom Wydawniczy Rebis doskonale wie, jak uszczęśliwić miłośników powieści historycznych. Bo oto właśnie nakładem tego Wydawnictwa ukazała się najnowsza powieść Adriana Goldsworthy’ego. „Vindolanda” to pierwsza część trylogii. To prawdziwy klasyk gatunku – tak jest napisane na okładce tej książki. I przyznam szczerze, że tak właśnie jest. Ta powieść to doskonała propozycja dla czytelników kochających zgłębiać swą wiedzę historyczną. Zatem koniecznie przeczytajcie tę książkę.
11 września 98 n.e. z północy nadciągnęli jeźdźcy. Tak rozpoczyna się historia zapisana na kartach książki „Vindolanda”. A jak się zakończy – byłbym bezdusznym człowiekiem, gdybym Wam to zdradził. Dodam tylko, że wiele wydarzy się na kartach tej powieści, gdyż Adrian Goldsworthy jak na wytrawnego pisarza i historyka o ogromnej wiedzy przystało, stworzył powieść historyczną z górnej półki, prawdziwą perłę w światowej literaturze historycznej.
Doskonały styl, dbałość o każdy historyczny detal sprawiają, że lektura tej książki jest jak lekcja historii. Lecz nie ta nudna, podczas której belfer w beznamiętny sposób dyktuje w kajet daty i wydarzenia. Ta lekcja to przyjemna, interesująca podróż w zakamarki odległej przeszłości, z której nie będziemy chcieli powrócić. Niesieni tą historią zapomnimy o otaczającym nas świecie, gdyż świat, do którego poprowadzi nas „Vindolanda”, zapewni nam wiele emocjonujących chwil. I przyznam szczerze, że takie lekcje historii, to ja kupuję!
Biorąc do rąk najnowszą powieść Adriana Goldsworthy’ego, znajdziemy się na najdalszych kresach imperium rzymskiego w bazie wojskowej Vindolanda. I to właśnie tutaj głównodowodzący Flawiusz Feroks stanie w pierwszym szeregu w walce o utrzymanie pokoju. A nie będzie to łatwe, gdyż plemiona z całą swoją mocą buntują się przeciwko rzymskiemu panowaniu. Zatem legionowy centurion będzie musiał wykazać się męstwem i żołnierską odwagą.
Nie da się ukryć, że Adrian Goldsworthy jak na historyka przystało, wykazał się doskonałą znajomością tematu. Co ważne umiejętnie rozpisał tę historię na kartach swej najnowszej powieści. Najnowszej i nie ostatniej, po którą sięgnę, ponieważ takie książki pragnie się czytać całym czytelniczym sercem. Myślę, że każdy miłośnik powieści historycznych powinien sięgnąć po ten tytuł, a już po lekturze umieścić tę książkę na zaszczytnym miejscu NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Czyt-NIK tak uczynił. Co więcej, zrobił miejsce na kolejne książki autora.
Powieść „Vindolanda” ukazała się nakładem Domu Wydawniczego Rebis

