Co ciekawe, przy tej książce przypomniałem sobie coś prostego: lekcje historii to świetna zabawa. Nie dlatego, że uczymy się dat, ale dlatego, że możemy zobaczyć, jak bardzo przeszłość i wyobraźnia potrafią się ze sobą splątać. I jak bardzo można się tym cieszyć, jeśli tylko pozwoli się sobie na odrobinę luzu.
Jedne historie prowadzą czytelnika spokojnie, niemal jakby znały każdy krok z góry i nie chciały wychodzić poza wyznaczone ścieżki. Inne od pierwszych zdań łamią ten porządek, wyrywają z komfortu i od razu ustawiają poprzeczkę wysoko. "(O)błędny Rycerz" zdecydowanie wpisuje się w tę drugą grupę.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Daniela Jurkiewicza i muszę przyznać, że wchodząc w ten świat, nie wiedziałem, że aż tak szybko dam się w niego wciągnąć. A jednak. Kilka stron i już byłem nie tylko czytelnikiem, ale trochę towarzyszem podróży, trochę przypadkowym giermkiem, który nie do końca wie, co się właśnie dzieje, ale absolutnie nie chce wysiadać z tej opowieści.
To książka, która bierze klasyczne średniowieczne fantasy, wrzuca je do worka z humorem, lekkością i autoironią, a potem potrząsa tak długo, aż wypada z tego zupełnie nowa historia. I właśnie to „nowe” jest tutaj najbardziej uzależniające. Główny bohater – tytułowy rycerz – to postać, która balansuje gdzieś pomiędzy wielkością a kompletnym zagubieniem. Obłędny w pomysłach, błędny w wyborach, a jednocześnie dziwnie konsekwentny w tym, żeby brnąć dalej. I może właśnie dlatego tak łatwo go polubić. Bo nie jest pomnikiem bohatera. Jest kimś, kto się myli, gubi drogę, podejmuje dziwne decyzje… a mimo to idzie dalej przez lasy, góry i zamki, które żyją własnym życiem. A te miejsca! To nie są tylko tła. Lasy w tej książce szumią inaczej niż się spodziewasz, zamki mają swoje tajemnice, a góry nie są tylko przeszkodą – one potrafią być niemal postacią samą w sobie. Czuć, że autor bawi się przestrzenią, że nie traktuje świata jak dekoracji, tylko jak żywy organizm, który reaguje na bohatera i jego wybory.
I właśnie ta żywość świata zrobiła na mnie największe wrażenie. Bo czytelnik nie dostaje tu „opisów”, tylko doświadczenia. Idziesz razem z bohaterem i nagle orientujesz się, że coś cię zaskakuje, coś rozśmiesza, coś lekko niepokoi – i nawet nie wiesz, kiedy w to wszedłeś.
Humor jest tu osobnym bohaterem. Nie nachalny, nie wymuszony, ale taki, który pojawia się w najmniej oczekiwanych momentach. Czasem w dialogu, czasem w sytuacji, a czasem w samej logice wydarzeń. Zdarzało mi się czytać fragmenty dwa razy, nie dlatego, że były trudne, tylko dlatego, że łapałem się na uśmiechu i chciałem jeszcze raz poczuć ten moment.
Co ważne – pod tą lekkością kryje się też coś więcej. To nie jest tylko zabawa konwencją. To również opowieść o drodze, o błędach, o tym, że nie zawsze trzeba wiedzieć, dokąd się idzie, żeby iść dalej. I choć brzmi to poważnie, książka nie przytłacza tym przekazem. Ona go przemyca. Niby mimochodem, między kolejną sceną, kolejnym spotkaniem, kolejnym absurdem, który nagle okazuje się mieć sens.
To było moje pierwsze spotkanie z tym światem i mam wrażenie, że nie ostatnie. Bo „(O)błędny Rycerz” ma w sobie coś z zaproszenia – nie zamyka historii, tylko ją otwiera. Jakby autor zostawiał czytelnikowi furtkę, przez którą można wrócić, kiedy tylko się zechce.
Jako Czyt-NIK, który nie raz widział już książki próbujące być „inne”, mogę powiedzieć jedno: ta naprawdę to robi, ale bez zadęcia. Bez udawania. Bez napompowanego „patrzcie, jak jestem oryginalna”. Ona po prostu taka jest. I właśnie dlatego trafia na swoją półkę. Na półkę Czyt-NIK – NIK – Najlepszej Interesującej Książki. Bo to jedna z tych historii, które nie tylko się czyta, ale które się pamięta w drobnych scenach, w pojedynczych dialogach, w uśmiechu, który wraca znienacka w środku dnia.
Co ciekawe, przy tej książce przypomniałem sobie coś prostego: lekcje historii to świetna zabawa. Nie dlatego, że uczymy się dat, ale dlatego, że możemy zobaczyć, jak bardzo przeszłość i wyobraźnia potrafią się ze sobą splątać. I jak bardzo można się tym cieszyć, jeśli tylko pozwoli się sobie na odrobinę luzu.
"(O)błędny Rycerz" to książka, która nie próbuje być wszystkim naraz. Ona po prostu zabiera czytelnika w drogę – czasem krętą, czasem zabawną, czasem niepokojącą – ale zawsze żywą. A ja, po tym pierwszym spotkaniu, mogę tylko powiedzieć: chcę jeszcze raz wsiąść do tego samego wozu i sprawdzić, dokąd tym razem mnie zawiezie.
Książka pt. „(O)błędny Rycerz" dostępna jest tutaj

