Agnieszka Olejnik bardzo umiejętnie prowadzi emocje czytelnika. Są momenty wzruszające, są chwile pełne ciepła, ale pojawia się też humor, który naturalnie rozładowuje cięższe fragmenty. Dzięki temu książka nie przytłacza smutkiem, choć przecież dotyka trudnych tematów. Wręcz przeciwnie — daje poczucie nadziei. I właśnie za tę nadzieję polubiłem tę historię najbardziej. Bo „Zakochaj mnie” przypomina, że nawet po największej życiowej burzy można jeszcze odnaleźć siebie.
Czasem człowiek sięga po powieść obyczajową z myślą o chwili relaksu, lekkiej historii i kilku spokojnych godzinach z książką. Tymczasem już po kilku rozdziałach okazuje się, że trafia na opowieść, która uderza prosto w emocje, zostawia w sercu ciepło i przypomina, że nawet po największej stracie życie potrafi jeszcze zaskoczyć czymś dobrym. Właśnie tak działa „Zakochaj mnie” autorstwa Agnieszka Olejnik.
To książka, która nie próbuje być na siłę dramatyczna ani przesłodzona. Nie epatuje tanimi wzruszeniami i nie wciska czytelnikowi gotowych recept na szczęście. Zamiast tego dostajemy historię bardzo ludzką, pełną bólu, tęsknoty, zagubienia, ale też nadziei i powolnego odnajdywania siebie na nowo. I właśnie ta naturalność sprawia, że czyta się ją z ogromną przyjemnością.
Sandra nie jest bohaterką, która od pierwszych stron zdobywa świat. Wręcz przeciwnie — poznajemy kobietę złamaną przez stratę. Po utracie ukochanej osoby zamyka się w sobie, pogrąża w apatii i właściwie przestaje żyć naprawdę. Egzystuje bardziej siłą rozpędu niż z własnej woli. Myślę, że wielu czytelników odnajdzie w niej kawałek siebie, bo przecież każdy z nas miał moment, kiedy świat nagle przestawał mieć kolory. Na szczęście obok Sandry jest siostra — ktoś, kto nie pozwala jej całkowicie utonąć w smutku. I właśnie od tego zaczyna się podróż, która staje się czymś znacznie więcej niż zwykłym wyjazdem do Peru. To wyprawa przez emocje, wspomnienia, lęki i marzenia, które gdzieś po drodze zostały zapomniane.
A Peru w tej książce? Cudowne. Naprawdę cudowne. Autorka nie robi z niego folderu reklamowego biura podróży, ale potrafi stworzyć klimat miejsca tak sugestywnie, że podczas czytania niemal czuć zapach tamtejszego powietrza, słyszeć uliczny gwar Limy i patrzeć na majestatyczne Machu Picchu razem z bohaterami. To jedna z tych książek, które budzą ochotę, by spakować walizkę i ruszyć przed siebie, nawet jeśli miałaby to być podróż bardziej w głąb siebie niż na drugi koniec świata.
Bardzo spodobało mi się również to, że „Zakochaj mnie” nie jest wyłącznie romansem. Oczywiście miłość odgrywa tutaj ważną rolę, ale równie mocno wybrzmiewają relacje rodzinne, siostrzeństwo i przyjaźń. To opowieść o ludziach, którzy próbują być dla siebie wsparciem mimo własnych problemów i słabości. I właśnie dzięki temu historia nabiera autentyczności.
Nie ma tutaj bohaterów idealnych. Każdy niesie własny bagaż emocjonalny — czasem cięższy niż ten zagubiony między Amsterdamem a Limą. I chyba właśnie dlatego tak łatwo uwierzyć w tę historię. Czytając, miałem wrażenie, że to nie są papierowe postacie stworzone tylko po to, by odegrać role w romantycznej opowieści. To ludzie z krwi i kości.
Agnieszka Olejnik bardzo umiejętnie prowadzi emocje czytelnika. Są momenty wzruszające, są chwile pełne ciepła, ale pojawia się też humor, który naturalnie rozładowuje cięższe fragmenty. Dzięki temu książka nie przytłacza smutkiem, choć przecież dotyka trudnych tematów. Wręcz przeciwnie — daje poczucie nadziei. I właśnie za tę nadzieję polubiłem tę historię najbardziej. Bo „Zakochaj mnie” przypomina, że nawet po największej życiowej burzy można jeszcze odnaleźć siebie. Że człowiek czasem musi wyjechać bardzo daleko, żeby znów poczuć coś prawdziwego. I że miłość nie zawsze pojawia się wtedy, kiedy jej szukamy. Czasem przychodzi wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy, by ktoś wyciągnął do nas rękę.
Bardzo doceniam też styl autorki. Lekki, swobodny, bez niepotrzebnego zadęcia. To jedna z tych książek, które czyta się płynnie i z autentycznym zainteresowaniem. Rozdziały wręcz same uciekają, a czytelnik szybko orientuje się, że „jeszcze tylko jeden rozdział” nagle zamienia się w kilkadziesiąt kolejnych stron.
Co ważne, mimo lekkości narracji książka nie jest pusta emocjonalnie. Pod warstwą podróżniczo-romantycznej historii kryje się opowieść o żałobie, o próbie pogodzenia się z przeszłością i o tym, jak trudno czasem pozwolić sobie na nowy początek.
Autorka pokazuje, że proces leczenia ran nie wygląda jak w bajkach. Nie dzieje się nagle. Nie wystarczy jeden piękny widok ani jedno przypadkowe spotkanie. To powolna droga, pełna zawahań i emocjonalnych zakrętów. I właśnie dlatego ta historia działa.
Nie ukrywam też, że ogromnie spodobał mi się klimat całej powieści. Jest w niej coś kojącego. Coś, co sprawia, że po skończonej lekturze człowiek siedzi jeszcze chwilę w ciszy i po prostu myśli o życiu. O ludziach, których kocha. O stratach, które bolą mimo upływu czasu. I o tym, że czasem warto zrobić krok naprzód, nawet jeśli serce nadal boi się kolejnego zranienia.
„Zakochaj mnie” to książka idealna dla czytelników, którzy lubią obyczajówki z emocjami, ale bez przesadnego melodramatu. Dla tych, którzy chcą poczuć ciepło historii, a jednocześnie dostać bohaterów z prawdziwymi problemami. Dla osób, które wierzą, że podróże mogą zmieniać człowieka. I wreszcie — dla wszystkich, którzy potrzebują opowieści przypominającej, że po ciemności naprawdę może przyjść światło.
To jedna z tych powieści, które zostawiają po sobie emocjonalny ślad. Nie krzyczą dramatem, nie próbują na siłę szokować. Po prostu opowiadają historię, w którą łatwo uwierzyć. I właśnie dlatego książka „Zakochaj mnie” zdobywa moje czytelnicze uznanie. To piękna, ciepła i pełna emocji opowieść o stracie, nadziei i odnajdywaniu siebie na nowo. A skoro mowa o historiach, które naprawdę warto poznać — ta powieść bez najmniejszego problemu znajduje należne miejsce na półce NIK — Najlepszych Interesujących Książek.
Książka pt. "Zakochaj mnie" ukazała się nakładem Wydawnictwa Filia

