Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują tu na wyraźne uznanie. To literatura, która nie boi się niedopowiedzeń, a jednocześnie potrafi z nich uczynić swoją największą siłę. I co najważniejsze – to książka, która nasyci apetyty wszystkich czytelników złaknionych wyjątkowych czytelniczych wrażeń. Nie tych szybkich i jednorazowych, ale takich, które zostają w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony. Bo Śródziemie Tolkiena nie kończy się nigdy. Ono po prostu czeka na kolejny rozdział w wyobraźni czytelnika.
Śródziemie nie kończy się tam, gdzie zapada cisza ostatniego rozdziału znanych opowieści. Ono trwa dalej – w miejscach niedopowiedzianych, w wersjach szkicowych, w fragmentach, które wyglądają jak urwane zapisy kronikarza złapanego w pół zdania. „Niedokończone opowieści Śródziemia i Númenoru” J.R.R. Tolkiena właśnie tam kierują czytelnika. To nie jest pozycja „do odhaczenia” na liście lektur. To raczej wejście do archiwum, w którym każdy pergamin otwiera nową bramę do świata, który – mimo że dobrze znany – wciąż potrafi zaskakiwać.
To moje kolejne spotkanie z twórczością Tolkiena. I za każdym razem mam wrażenie, że ten autor nie tyle opowiada historie, co buduje całe cywilizacje z języka, mitów i emocji. Tym razem jednak wchodzimy jeszcze głębiej – w miejsca, gdzie opowieści nie zostały wygładzone, dopowiedziane i domknięte w klasyczną narracyjną klamrę. Dostajemy teksty surowe, fragmentaryczne, ale właśnie przez to niezwykle autentyczne. I powiem wprost – to działa.
Ta książka nie udaje, że wszystko musi być podane czytelnikowi na tacy. Wręcz przeciwnie: zmusza do czytania między wierszami, do składania historii z okruchów, do podążania za komentarzami Christophera Tolkiena, który niczym przewodnik po starożytnym archiwum podsuwa tropy, ale nigdy nie odbiera czytelnikowi satysfakcji samodzielnego odkrywania sensów. To właśnie dzięki temu „Niedokończone opowieści Śródziemia i Númenoru” mają w sobie coś wyjątkowego – są literackim szkicem świata kompletnego.
Najmocniej uderza tutaj kreatywność samego Tolkiena w konstruowaniu narracji. To nie są proste historie. To wielowarstwowe zapisy mitów, legend, kronik i relacji, które wzajemnie się przenikają, czasem uzupełniają, a czasem pozostawiają pytania bez odpowiedzi. I paradoksalnie – to brak pełnej domkniętej formy sprawia, że emocje czytelnicze są jeszcze silniejsze. Bo kiedy coś jest niedopowiedziane, wyobraźnia zaczyna pracować na pełnych obrotach. I właśnie tutaj Tolkien pokazuje swoją największą siłę: nie w opowiadaniu historii, ale w tworzeniu świata, który żyje nawet wtedy, gdy akurat nie patrzymy na jego głównych bohaterów.
W tej książce znajdziemy opowieści, które rozciągają się od Dawnych Dni aż po wydarzenia znane z zakończenia Wojny o Pierścień. Są tu fragmenty o Gandalfie i jego intrygujących działaniach jeszcze zanim Śródziemie poznało pełnię zagrożenia. Jest historia Ulma i Tuora, która ma w sobie coś niemal mistycznego – jakbyśmy czytali zapis wizji, a nie klasyczną narrację. Mamy też szczegółowe opisy Rohanu, które pozwalają spojrzeć na ten lud nie tylko jako na wojowników, ale jako na społeczeństwo z własną strukturą i tradycją.
Szczególne wrażenie robią fragmenty dotyczące Czarnych Jeźdźców i ich poszukiwań Pierścienia. To nie jest tylko dopowiedzenie znanej historii – to rozszerzenie perspektywy, które sprawia, że znane wydarzenia nabierają nowej głębi. Nagle okazuje się, że to, co wydawało się jedną linią fabularną, w rzeczywistości jest skomplikowaną siecią działań, decyzji i przypadków.
Nie można też pominąć rozdziałów o Númenorze – jedynej ocalałej opowieści o jego wielowiekowej historii przed upadkiem. To materiał, który działa jak mit założycielski i jednocześnie tragiczna kronika cywilizacji, która przekroczyła własne granice. Tolkien nie moralizuje wprost, ale w tych fragmentach czuć ciężar pytań o pychę, władzę i nieuchronność końca.
Ogromną wartością tej książki jest również praca Christophera Tolkiena. Jego komentarze nie są dodatkiem „technicznym”. To raczej próba uporządkowania świata, który z natury jest nieuporządkowany. Dzięki nim czytelnik nie gubi się w gąszczu wersji, wariantów i alternatywnych narracji. Można powiedzieć, że pełnią rolę mapy w świecie, który sam w sobie jest mapą.
To książka, która nie próbuje się przypodobać współczesnemu tempu czytania. Ona raczej wymaga od czytelnika zatrzymania się, wejścia głębiej i zaakceptowania tego, że nie wszystko musi być natychmiast jasne. I właśnie w tym tkwi jej siła.
Nie sposób nie docenić kreatywności pisarza – tej niezwykłej zdolności do tworzenia świata, który nie kończy się na jednej książce ani nawet na całej trylogii. Dlatego z pełnym przekonaniem umieszczam „Niedokończone opowieści Śródziemia i Númenoru” na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. Bo to pozycja, która nie tylko rozszerza znane uniwersum, ale też pokazuje, jak można opowiadać historie w sposób absolutnie unikalny.
Styl, narracja oraz sposób budowania historii zasługują tu na wyraźne uznanie. To literatura, która nie boi się niedopowiedzeń, a jednocześnie potrafi z nich uczynić swoją największą siłę. I co najważniejsze – to książka, która nasyci apetyty wszystkich czytelników złaknionych wyjątkowych czytelniczych wrażeń. Nie tych szybkich i jednorazowych, ale takich, które zostają w głowie na długo po zamknięciu ostatniej strony. Bo Śródziemie Tolkiena nie kończy się nigdy. Ono po prostu czeka na kolejny rozdział w wyobraźni czytelnika.
Książka pt. „Niedokończone opowieści Śródziemia i Númenoru” ukazała się nakładem Wydawnictwa Zysk i S-ka

