Cała historia porusza, zadaje pytania. A im dalej wczytujemy się w jej przebieg czuć „wiszące w powietrzu napięcie”. Nie chcę za dużo zdradzać Wam fabuły, lecz proszę mi wierzyć w tej historii dzieje się wiele. A Mariusz Kanios doskonale połączył wszystkie elementy tej fabuły czyniąc swój debiutancki kryminał godnym polecenia.
Ostatnio znajomy, który na książkach zna się jak mało kto, polecił mi lekturę debiutanckiego kryminału Mariusza Kaniosa. Po przeczytaniu książki „Uczynkiem i zaniedbaniem” mogę stwierdzić, że błędem z mojej strony byłoby nie zwrócenie uwagi na tę propozycję.
Autor zadbał o każdy szczegół fabuły, czyniąc tę historię intrygującą. Temat, któremu poświęcił tę książkę jest delikatny. W dzisiejszych czasach spotykamy się z nim niemalże każdego dnia. Temat pedofilii wywołuje społeczne potępienie.
Aż trudno uwierzyć, że Mariusz Kanios debiutuje, gdyż jak na początkującego pisarza, wykazał się nie tylko kreatywnością, lecz zwinnym zastosowaniem zwrotów akcji, które przykuwają naszą uwagę.
Jednym z głównych bohaterów powieści jest ksiądz Piotr Ostrowski. I muszę przyznać, że nie chciałbym być w jego skórze. Ostrowski to według mnie kapłan z powołania, których niestety spotykamy coraz rzadziej. Mimo oskarżeń, nie cofnął się przed próbami wyjaśnienia sprawy, w której był jednym z głównych podejrzanych. Sprawy, która kosztowała go tak wiele.
I tutaj pojawi się pytanie, dotyczące tego jak często ferujemy niesłuszne wyroki, w oparciu o pogłoski czy też niejasne dowody. Owszem ta grupa społeczna w kwestii pedofilii jest na świeczniku. Jednak nie staram się jej usprawiedliwiać, czy też wybielać, lecz historia księdza Ostrowskiego pozwala nam zastanowić się nad tym z jaką łatwością osądzamy ludzi.
Mariusz Kanios zarysował ciekawą historię, w której miejscowy komisarz – Paweł Sudoł wraz z przydzieloną mu do pomocy aspirant Zuzanną Nowacką prowadzą sprawę uprowadzenia siedmioletniego chłopaka z domu dziecka w Durdach. Do pomocy oprócz Nowackiej przydzieleni zostali również Bogdan Kulesza oraz Grzegorz Chmielny.
Autor w poznawanie historii wtajemnicza nas w momencie spowiedzi. Do księga Ostrowskiego przychodzi tajemniczy mężczyzna wyznając, że dokonuje właśnie zbrodni. Uprowadził człowieka. Ksiądz ma związane ręce. Tajemnica spowiedzi nie pozwala mu zgłosić tej sprawy. Dlatego też na własną rękę próbuje rozwikłać tę zagadkę. Kolejne okoliczności sprawiają, że sam staje się podejrzanym. Porywacz wyznaje, że czekają księdza trudne czasy.
To, co zaskoczyło mnie również w tej historii, to brak zainteresowania pracowników domu dziecka tym, co działo się z siedmioletnim podopiecznym. Nie interesowali się tym, że co kilka dni samodzielnie taksówką opuszczał środek opiekuńczy. Tajemniczy mężczyzna choć nazwany tu porywaczem, spędzał z chłopakiem czas opiekując się nim, starając się zapewnić mu namiastkę domu.
Cała historia porusza, zadaje pytania. A im dalej wczytujemy się w jej przebieg czuć „wiszące w powietrzu napięcie”. Nie chcę za dużo zdradzać Wam fabuły, lecz proszę mi wierzyć w tej historii dzieje się wiele. A Mariusz Kanios doskonale połączył wszystkie elementy tej fabuły czyniąc swój debiutancki kryminał godnym polecenia. I choć finał nie jest stuprocentowym happy endem to fakt ten czyni tę książkę jeszcze bardziej realną, gdyż jak sami dobrze wiemy, jak to w życiu bywa nie wszystko zawsze kończy się po naszej myśli.
A ja po przeczytaniu tej książki myślę, że Tomek, który polecił mi tę książkę utwierdził mnie w przekonaniu, że potrafi upolować prawdziwe książkowe perełki.
Za egzemplarz książki wraz z dedykacją serdecznie dziękuję autorowi Panu Mariuszowi Kaniosowi dołączając prośbę, o napisanie kolejnej książki, która zapewni nam prawdziwą czytelniczą ucztę.
Kryminał „Uczynkiem i zaniedbaniem” ukazał się nakładem Wydawnictwa Piąte Marzenie.
