...Zdaję sobie sprawę, że kończąc „Projekt 1002”, mogłem pozostawić czytelnika w jeszcze większej rozterce, niż miało to miejsce przy „Rzeźbiarzu kości”. Ale spokojna głowa, cała fabuła wybrzmi, wszystkie strzelby Czechowa wypalą. Choć… sprytny autor zawsze zostawia sobie nieco uchyloną furtkę…
Czyt-NIK: „Projekt 1002” to druga część cyklu CIENIE W MROKU. Jakie emocje towarzyszyły Panu podczas pisania tej odsłony? Czy różniły się, a jeśli tak to czym, od emocji związanych z pisaniem pierwszej części pt. „Rzeźbiarz kości”? Czy kołatała Panu taka myśl, „czy sprostałem wysoko podniesionej poprzeczce w pierwszej odsłonie?”. Moim zdaniem - tak.
Wojciech Kulawski: Dziękuję za miłe słowa. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że „Rzeźbiarzem kości” postawiłem sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Bardzo lubię tę powieść, czytelnikom również się ona spodobała, co niezmiernie mnie cieszy. Kłopot w pisaniu „Projektu 1002” był związany głównie z wiarygodnym uzasadnieniem wydarzeń z tamtej części, co bynajmniej nie było łatwe (choć mam nadzieję, że się udało). O ile dobrzy bohaterowie byli od początku prowadzeni, że się tak wyrażę: z właściwym feelingiem, to profil psychologiczny złoczyńcy był w „Rzeźbiarzu kości” tylko delikatnie zarysowany, przez co niepełny. „Projekt 1002” miał tę lukę wypełnić. Samo śledztwo również miało ulec przeobrażeniu z małomiasteczkowego kryminału w ogólnopolską sprawę na wysokim szczeblu.
Czyt-NIK: „Projekt 1002” to horror, kryminał, thriller dla czytelników o stalowych nerwach. Na kartach tej książki zaserwował Pan swym czytelnikom historię mocną jak stal. Skąd Pan czerpie pomysły na takie historie i czy zawsze u Pana będzie tak brutalnie, bez znieczulenia?
Wojciech Kulawski: Te wszystkie gatunki są w sferze moich zainteresowań, dlatego je mieszam. „Rzeźbiarz kości” jest typowym kryminałem, jednak już „Projektowi 1002” bliżej do thrillera, a w obu powieściach od czasu do czasu wyziera również horror. Dla niektórych czytelników taka mieszanka może być trudna w odbiorze, bo niestety, ale nie potrafię się trzymać wytycznych danego gatunku. Zbyt często balansuję w moich powieściach na granicy wiarygodności, ocierając się czasem niemal o fantastykę. To celowy zabieg, bo surowy, formalny kryminał, w którym wszystko jest do bólu realistyczne, nudzi mnie już od trzeciego rozdziału i tracę wówczas zainteresowanie i przyjemność tworzenia (wychowałem się na komiksach). Pewnie dlatego nigdy nie zdobędę żadnej nagrody gatunkowej, bo zawsze wychodzą mi takie miksy 😊 (Ci, którzy czytali inne moje powieści, wiedzą, o co chodzi).
Wracając jednak do pytania, historie zbieram latami, obracam je w głowie, aby we właściwym momencie wykorzystać. „Cienie w mroku” zaczęły się od opowiadania napisanego dawno temu, potem dodawałem kolejne pomysły. Mniej więcej wraz z epidemią COVID-19 i lockdownem usiadłem i zacząłem wszystko spisywać, co zajęło mi dwa lata 😉. Co do brutalności, to od samego początku takie było założenie. Miał to być środek stylistyczny, tworzący duszny klimat, poczucie beznadziei i przygnębienia, które ciągną się przez całą serię „Cieni w mroku”. Moja wcześniejsza seria z prokuratorem Suskim nie była tak brutalna.
Czyt-NIK: Kiedy pojawi się trzecia, finałowa odsłona, cyklu „Cienie w mroku” i co może Pan zdradzić na temat tego, co się w niej wydarzy?
Wojciech Kulawski: Plany są na październik 2025. Tekst jest napisany, trzeba go zredagować i poddać korekcie. Zdradzę tylko tyle, że część trzecia ma podobną konstrukcję jak tom drugi. Duża część wyjaśnia wydarzenia z „Projektu 1002” i „Rzeźbiarza kości”, tyle że obserwujemy wydarzenia oczami złoczyńców. Reszta to dokończenie historii, która nabieram międzynarodowego rozmachu i oczywiście rozwiązanie wszystkich wątków. Zdaję sobie sprawę, że kończąc „Projekt 1002”, mogłem pozostawić czytelnika w jeszcze większej rozterce, niż miało to miejsce przy „Rzeźbiarzu kości”. Ale spokojna głowa, cała fabuła wybrzmi, wszystkie strzelby Czechowa wypalą. Choć… sprytny autor zawsze zostawia sobie nieco uchyloną furtkę…

