Czyt-NIK: Skąd wziął się pomysł na historię, w której cisza jest równie ważna jak wydarzenia?
Marta Langowska: Może to brzmi oklepanie, ale większość z nas boi się trwać w ciszy i bywa ona straszniejsza niż jedna scena wartkiej akcji. W ciszy zostajemy sami ze sobą i swoimi demonami. Chciałam pokazać, że ,,cisza” to niby nic, a jednak w tej historii można by ją nazwać antagonistą.
Czyt-NIK: ,,W martwej ciszy” to Pani debiut. Proszę odrzucić skromność i podać dowody na to, że będzie głośno o tym tytule.
Marta Langowska: To nie jest wygodna książka i pozostawia dużo pytań, a daje mało odpowiedzi. Sprawia, że czytelnik nie potrafi zaufać swoim osądom. Poczucie izolacji i obłęd rosnący z każdą stroną mogą uzależniać, ale jednocześnie sprawiają, że chce się odwrócić wzrok. Czynnik psychoaktywny wywołujący silne reakcje emocjonalne zawarty w tej powieści sprawi, że ludzie nie będą umieć przestać o niej mówić. J
Czyt-NIK: Jak wyglądał proces tworzenia przestrzeni – lasu i chaty – które tak mocno wpływają na czytelniczą wyobraźnię?
Marta Langowska: Najpierw była chata i las, potem główny bohater potrzebował złapać oddech i znalazłam mu jakieś hobby. Wtedy powstało jezioro, pomost, brzeg porośnięty drzewami. Jednak zielone liście nie nadawałyby tego dusznego klimatu – musiały pożółknąć, zbutwieć. Naznaczyć okolice zamierającą przyrodą. Na moją wyobraźnię zawsze działa jesienna, ponura aura, szczególnie ta okraszona ulewami i mgłą. Nie widziałam innej opcji niż wilgotna jesień. Moment, gdy natura na chwilę obumiera, jakby się smuciła. A taki właśnie jest bohater – smutny i zawieszony w oczekiwaniu na coś lepszego niż dotychczas otrzymywał od życia. Podczas budowania jego charakteru, powstawał klimat dookoła, tak by dopełniać jego cechy.

