...Wydaje mi się, że Czytelniczki i Czytelnicy szukają w książkach emocji, więc zamierzam ich dostarczać. Zresztą ja sama też szukam takich wydarzeń, postaci, procesów w historii, które we mnie wzbudzają żwawsze doznania, bo to jest po prostu ciekawsze. Mogę na Pana pytanie odpowiedzieć konkretnie, bo następny tom „Sagi warszawskiej” jest już gotowy i...
Czyt-NIK: Czy podczas pisania książki "Dwie siostry" zdarzało się Pani odkładać tekst, by „złapać oddech”, tak jak robi to czytelnik?
Katarzyna Maludy: Nowa książka pojawia się w moim umyśle jako zbiór punktów-wydarzeń czy przeżyć. Te punkty są gorące, mają, przynajmniej dla mnie, wyjątkową wagę, a ona często związana jest z emocjami. W „Dwóch siostrach” dotykałam takich rzeczy, które dla mnie w normalnym życiu byłyby trudne do przebrnięcia. Jest tam tego sporo. Na przykład strata ukochanej osoby (Odetta musi przeżyć śmierć Maksa), bierne tkwienie w mieście, kiedy do niego zbliża się straszliwe niebezpieczeństwo (dziadkowie moich bohaterek nic nie mogli zrobić, kiedy pod Warszawę podchodziła bolszewicka armia), reakcja Odetty na widok okaleczonych przez wojnę ludzi. Wyobrażanie sobie i opisywanie takich scen jest wyczerpujące. Muszę potem odpocząć, wypłakać się komuś w ramię, wyskarżyć się.
Czyt-NIK: Wojna i epidemia hiszpanki pokazane są bardzo „po ludzku”. Jak udaje się zachować równowagę między emocjami a historyczną prawdą?
Katarzyna Maludy: Nie widzę sprzeczności między historyczną prawdą a emocjami. Z różnorakich powodów wielu z nas historię widzi jako zbiór dat, terminów, papierowych postaci i to jest nudne, ale nieprawdziwe. Historia buzuje namiętnościami, nieszczęściem częściej niż szczęściem. Weźmy dla przykładu najbardziej znaną datę 1410 rok – bitwa pod Grunwaldem. Jeśli tylko odsłonimy przykurzoną zasłonę, która okrywa to stwierdzenie, zobaczymy mnóstwo emocji. Jakiej wściekłości musiał doświadczać wielki książę Witold, kiedy stał na tyłach swoich walczących wojsk i bykowcem zaganiał do walki wszystkich tych swoich wojów, którzy próbowali czmychnąć z pola walki, jakiej ulgi doznała polska ciężkozbrojna jazda, kiedy okazało się, że Krzyżacy przygotowali na nich pułapkę w postaci wilczych dołów i nie oni w nie wpadli, ale litewska lekka jazda, która potem z łatwością się z nich wydobyła. Jak pohańbiony musiał się poczuć wielki mistrz Urlich von Jungingen, kiedy się zorientował, że ginie z ręki prostego chłopa (tak najprawdopodobniej było, ale pewności nie mamy) i co czuł ten chłop? Przecież musiał opowiadać o tym swoim wnukom i wszystkim innym do końca życia, jeśli oczywiście tę bitwę przeżył. Grubaśną książkę można napisać o emocjach, które kryją się za krótką notatką w kalendarium wydarzeń. I tak pewnie jest z każdym wydarzeniem historycznym.
Czyt-NIK: Proszę zdradzić czy kolejne tomy „Sagi warszawskiej” będą równie emocjonalne, czy szykuje Pani dla czytelników chwilę wytchnienia?
Katarzyna Maludy: Wydaje mi się, że Czytelniczki i Czytelnicy szukają w książkach emocji, więc zamierzam ich dostarczać. Zresztą ja sama też szukam takich wydarzeń, postaci, procesów w historii, które we mnie wzbudzają żwawsze doznania, bo to jest po prostu ciekawsze. Mogę na Pana pytanie odpowiedzieć konkretnie, bo następny tom „Sagi warszawskiej” jest już gotowy i umowa z wydawnictwem podpisana. Inspiracja do napisania tej książki także wzbudziła we mnie wielkie emocje, bo jest nią postać, z którą wiąże się jedna z największych tajemnic przedwojennej Polski. Generał Włodzimierz Zagórski, który zwolniony z więzienia w Wilnie miał stawić się na wezwanie Józefa Piłsudskiego do Belwederu, a zniknął bez śladu. Powiedział swojej obstawie, że musi zażyć kąpieli w publicznej łaźni zwanej „Pod Messalką” przy Krakowskim Przedmieściu, a potem rozpłynął się w powietrzu. Do dziś nie wiadomo, co się z nim stało. Wobec takiego wydarzenia trudno przejść obojętnie, wyobraźnia wyrywa się, by opisać tę sytuację oparzoną własnymi komentarzami, wyjaśnieniami i w swoją wersji. Z racji sensacyjności tego wydarzenia wszystkie moje pomysły też mają swój ładunek emocjonalny. Zresztą sam tytuł te emocje zwiastuje – „Miłość i zbrodnia”.

