...Myślę, że podobnie jak atmosfera małego miasteczka czy kościoła, sam Stefan buduje klimat tej książki i sprawia, że czytelnik zaczyna patrzeć na świat jego oczami. To również postać, do której nie chciałem ograniczać się tylko w jednej książce. Od pewnego momentu wiedziałem, że jego historia będzie rozwijana także w kolejnych tomach...
Czyt-NIK: Skąd wziął się pomysł na „Ciszę przed dzwonem” i co było pierwszym impulsem do napisania tej historii?
Irek Woliński: Na początku nie było jeszcze konkretnej historii. Od dawna chodziło mi po głowie napisanie własnej książki, ale nie wiedziałem, jak się za to zabrać. Wiedziałem tylko, że chcę stworzyć coś z tajemnicą, napięciem i bohaterami, którzy nie są oczywiści. Początkowo chciałem opowiedzieć historię z perspektywy człowieka, który robi złe rzeczy i sam usprawiedliwia swoje działania. Pierwszym prawdziwym elementem tej układanki był Stefan Zawada. Od początku miał być kimś, kto nie jest jednoznacznie dobry ani zły. Człowiekiem, który miesza własne poczucie dobra z przekonaniem, że pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. Z perspektywy czasu widzę też, jak bardzo ta historia zmieniała się podczas pisania. Na początku była znacznie prostsza. Z czasem pojawiały się kolejne wątki, bohaterowie i pytania, które nadały jej większą głębię. Zmieniała się również sama fabuła i niektóre wydarzenia potoczyły się zupełnie inaczej, niż zakładałem na początku. Myślę, że książka tylko na tym zyskała.
Czyt-NIK: Stefan Zawada to bohater bardzo niejednoznaczny. Czy od początku wiedział Pan, kim będzie, czy odkrywał go Pan w trakcie pisania?
Irek Woliński: To chyba postać, nad którą spędziłem najwięcej czasu. Miałem ogólny zarys tego, kim ma być, ale w trakcie pisania poznawałem go coraz lepiej. Wiedziałem, że nie chcę stworzyć ani klasycznego bohatera, ani typowego czarnego charakteru. Stefan jest główną postacią tej historii, a jednocześnie często pozostaje trochę z boku. Myślę, że podobnie jak atmosfera małego miasteczka czy kościoła, sam Stefan buduje klimat tej książki i sprawia, że czytelnik zaczyna patrzeć na świat jego oczami. To również postać, do której nie chciałem ograniczać się tylko w jednej książce. Od pewnego momentu wiedziałem, że jego historia będzie rozwijana także w kolejnych tomach.
Czyt-NIK: W „Ciszy przed dzwonem” napięcie budowane jest bardzo powoli i konsekwentnie. Czy taki sposób prowadzenia historii był świadomym wyborem od początku?
Irek Woliński: Tak, był to świadomy wybór. Na początku chciałem przede wszystkim wprowadzić czytelnika do tego świata i pozwolić mu pobyć obok bohaterów. Poznać ich codzienność, relacje i miejsce, w którym żyją. Dzięki temu napięcie mogło narastać stopniowo, zamiast pojawić się od razu. Lubię historie, które nie spieszą się za wszelką cenę i dają czytelnikowi czas, żeby naprawdę wejść w opowiadaną historię.

