Wywiad z GRZEGORZEM KALINOWSKIM

Grzegorz Kalinowski – były dziennikarz TVN i Radia Zet. Sprawozdawca sportowy NC+, dokumentalista, pisarz. Nominowany do nagrody Telekamery „Tele Tygodnia”, Wielkiego Kalibru i Złotego POCISKU w kategorii najlepszy polski kryminał

 

 

Zapraszam do wywiadu z Autorem książki „Załoga”.

„Załoga” to pierwszy polski kryminał rockowy. Proszę powiedzieć, co skłoniło Pana do napisania takiego kryminału i wytyczenia nowej drogi dla tego gatunku?

G.K: Nie sądzę, bym wytyczył nową drogę, raczej wykorzystałem środowisko i czas. Historia zbrodni związana z kapelą rockową z lat osiemdziesiątych wydała mi się ciekawym tematem, a jeszcze ciekawszym odpowiedź na pytanie co zostało po buncie i ideałach? Nieskromnie uważam, że wyszło mi coś wyjątkowego, coś co podyktowane było przez sentyment i nostalgię, a zatem sprawa jednorazowa, niepowtarzalna.

Czytając Pana najnowszy kryminał poznajemy historię mało znanego zespołu Załoga i jego wokalisty Blacka. Ciekaw jestem, czy historia tego zespołu inspirowana jest prawdziwą historią kapeli z lat osiemdziesiątych?

G.K: Inspiracji było mnóstwo, bo zespołów które się nie przebiły, ale po których zostały ciekawe historie, były tysiące. Wykorzystałem parę autentycznych historii, których byłem świadkiem, które przytrafiły się znajomym, lub które znam tylko ze słyszenia. Jest też parę miejskich legend i anegdot z życia znanych muzyków. Całość jest jednak fikcją, choć z pewnością mocno osadzoną w realiach tamtych lat, w tamtej obyczajowości i sposobie w jaki funkcjonowało społeczeństwo.

W Pana książce znaleźć możemy wiele muzycznych akcentów z lat osiemdziesiątych. Proszę powiedzieć, czy kryminał ten nie jest próbą powrócenia wspomnieniami do tamtych lat?

G.K: Ja nie muszę do nich wracać, przynajmniej w sensie muzycznym, bo to muzyka która mnie i wielu moich rówieśników ukształtowała. Nie muszę więc niczego próbować, ja to raczej z siebie wyrzucam. Mam okazję opowiedzieć o tym, o czym rozmawiamy ze znajomymi z tamtych lat, z którymi jeździliśmy pod namiot, piliśmy tanie wina, śpiewaliśmy  przy ognisku, wyprawialiśmy się do Jarocina oraz Róbrege i na koncerty do warszawskich klubów. Nie wszyscy mają z kim o tym porozmawiać i powspominać, więc odbieram dużo pozytywnych komentarzy od tych którym przypomniałem o tamtych czasach. Są też tacy, którzy znają muzykę, ale czekali na taką książkę, która w sposób fabularyzowany oddałaby ducha tamtej epoki i zderzyła ją z naszymi czasami

Czytając Pana książkę odnosi się wrażenie, że jest ona również wyrazem Pana sympatii muzycznych. Proszę powiedzieć ile w historii zapisanej na kartach tej książki zawartej jest biografii Grzegorza Kalinowskiego?

G.K: Nie byłem muzykiem, to jest coś czego żałuję, zabrakło mi wytrwałości, zatem nie jestem nikim z Załogi. Raczej świadkiem, człowiekiem spod estrady, znajomym muzyków. Kumple próbowali grać, ale większość z nich się nie przebiła. Z okresu liceum i studiów mam tylko jednego kolegę, który zrobił karierę, to Wojtek Wojda z grupy Farben Lehre. Widziałem ile trudu i samozaparcia kosztowało go stworzenie bandu, było to dla mnie, jako obserwatora bardzo ważne doświadczenie. Znałem też Rafał Kwaśniewskiego, który chodził do liceum z moimi znajomymi, Kwasek grał w swoich grupach Sstil i PRL, był też muzykiem Dezertera, Kultu, Homo Twist oraz współzałożycielem Elektrycznych Gitar. Na dobrą sprawę poznaliśmy się dopiero kiedy przyszedł do radia w którym pracowałem z nagraniami Elektrycznych Gitar, ale to był już rok 1990. W latach osiemdziesiątych wysłuchałem na żywo pewnie parę setek grup. Każdy tydzień coś przynosił, a wyjazdy do Jarocina czy uczestniczenie w Róbrege to było wchłonięcie w krótkim czasie niepoliczalnej ilości muzyki i poznanie dziesiątek wykonawców.

Kupując Pana książkę wspieramy Fundację Rak’n’Roll. Pana twórczość jest zatem cegiełką pomagającą osobom chorującym na raka. Proszę powiedzieć dlaczego warto wspierać takie inicjatywy?

G.K: Warto, bo polski system ochrony zdrowia nie jest w stanie pomóc wszystkim potrzebującym, a zwłaszcza tym, którzy mierzą się z chorobą nowotworową. Z rakiem się walczy, a w walce potrzebne jest wsparcie, sojusznicy, dobre słowo i uczynek, a nawet gest, choćby symboliczny. Chorzy potrzebują naszego wsparcia, muszą wiedzieć, że nie są sami, to bardzo ważne.

„Załoga” to druga po „Grze w oczko” książka z komisarzem Arturem Koniecznym i redaktor Joanną Becker. Proszę powiedzieć, czy ta dwójka bohaterów powróci?

G.K: Powrócą oni oraz sierżant Wiśnia (może go w końcu awansują), nie zabraknie też „Miśka” Misiewicza. W każdej z książek inaczej rozkładają się akcenty, w tej ostatniej liderem był Misiek, w kolejnej…

Jak już wspomniałem „Załoga” to pierwszy kryminał rockowy, który wytacza nową drogę. Proszę powiedzieć jaką nową drogę w swej twórczości obierze Pan w przyszłości?

G.K: Nową drogę starej kontynuacji, czyli kolejna powieść z udziałem bohaterów znanych z „Załogi” oraz czytelnicy by mi tego nie wybaczyli, czwarta cześć trylogii „Śmierć Frajerom”. Zupełną nowością będzie powieść sensacyjno-wojenna „Granatowy’44” w której podejmę niezwykle trudny do oceny temat funkcjonariuszy służących w Policji Polskiej Generalnego Gubernatorstwa. Z zupełnie innej beczki będzie też powieść „Melanż”, polskie Anty-Californication, obyczajowa satyra na światek pokolenia 40+. To temat, który miałem gotowy od dwóch lat, ale szukałem odważnego wydawcy. Znalazłem!

Na okładce Pana książki widnieje gitara m.in. z wizerunkiem pacyfki i anarchii. Proszę powiedzieć bliżej Panu do pacyfisty, czy anarchisty?

G.K: Do Godżlilli. Na futerale jest także Godżilla!

W latach osiemdziesiątych zauważalny był zgrzyt między fanami Republiki i Lady Pank. Ciekaw jestem, z którym „obozem” muzycznym sympatyzował Pan bardziej?

G.K: Pierwsze słyszę! Chyba że na poziomie licealnych kłótni na długiej przerwie. Prawdziwe konflikty były między punkami i poppersami. Ci drudzy kibicowali Republice, mimo że ta grała muzykę zbliżoną do nowofalowej, a nie do tego czego słuchali poppersi z Zachodu. Z kolei punkowe załogi nie mogły zrozumieć czemu ich idole z grupy UK Subs kumplują się z muzykami z Republiki i nawet wspólnie grają numery na scenie. To było idiotyczne, podobnie jak wojna między punkami i metalami. Byli jeszcze skinheadzi, którzy mieli ochotę natłuc wszystkim. W tym akurat nie było młodzieńczego idiotyzmu tylko najczęściej czysty bandytyzm i faszyzm.

„Załoga” to Pana pierwsza książka w tym roku. Proszę powiedzieć, co szykuje Pan jeszcze na ten rok dla swoich czytelników?

G.K: Wspomniany „Granatowy’44” ma się ukazać 1 sierpnia, zaś „Melanż” jak deklaruje wydawca jesienią. Cały czas pracuję nad kolejną częścią przygód Heńka Wcisły, ale w tym przypadku nie można jeszcze mówić o jakichkolwiek terminach.

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ. ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW.

guest
2 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Rozmowa z autorem kryminałów Grzegorzem Kalinowskim o jego najnowszej książce zatytułowanej “Załoga” […]