3 Szoty z Aleksandrem Sową
…Są momenty, które pisałem kilkanaście razy, bo dla mnie to nie jest tylko fikcja literacka — to echo rozmów, które prowadziłem, spojrzeń, które widziałem, i poczucia bezsilności, które czasem zostaje na zawsze…
Czyt-NIK: W drugiej części SERII ASTRONIMICZNEJ pt. „Czas Wagi” ukazuje Pan historię najgłośniejszego porwania w historii III RP. Proszę zdradzić, co skłoniło Pana do podjęcia tego tematu i czy trudno było podczas pisania oddzielić osobiste emocje od tej sprawy?
Aleksander Sowa: Jako policjant widziałem różne tragedie. Są jednak sprawy, które zostają pod skórą. I „Czas Wagi” opowiada właśnie o jednej z takich historii — o zaginięciu, które przeradza się w tragedię, która obnaża mechanizmy władzy i mediów. Wciąż zbyt łatwo zapominamy o ofiarach, skupiając się na sensacji, a przecież są ci, którzy zostają w cieniu — rodziny i policjanci, którzy walczą o prawdę mimo presji i błędów. Nie chodziło o odtworzenie konkretnej sprawy z kronik kryminalnych, ale o pokazanie, co taka sytuacja wywołuje — w psychice, relacjach, w systemie. Czy trudno było oddzielić emocje? Bardzo. Są momenty, które pisałem kilkanaście razy, bo dla mnie to nie jest tylko fikcja literacka — to echo rozmów, które prowadziłem, spojrzeń, które widziałem, i poczucia bezsilności, które czasem zostaje na zawsze.
Czyt-NIK: Emil Stompor to policjant z krwi i kości. To bohater, którego widziałbym na szklanym ekranie. A kryminał „Czas Wagi” jest doskonałym materiałem na adaptację filmową. Którego aktora widziałby Pan w adaptacji filmowej? A może widziałby Pan siebie w tej roli? Chyba nikt inny nie oddałby ducha pracy policji jak najlepszy policjant wśród autorów kryminałów i najlepszy autor kryminałów wśród policjantów?
Aleksander Sowa: Emil Stompor to postać bardzo bliska sercu. Ma w sobie wszystko, co mieć powinien: intuicję, doświadczenie, ale też blizny, które nie zawsze widać. Tworząc Emila czerpałem z ludzi, z którymi pracowałem — z ich zmęczenia, czarnego humoru, podejścia do systemu, ale też lojalności i odwagi. „Czas Wagi” to historia, która aż się prosi o ekran. Marcin Dorociński ma tę chropowatą intensywność i spojrzenie człowieka, który wiele widział, ale jeszcze mu się chce. Czy widziałbym w tej roli siebie? Wolę zostać autorem, który wie, jak czasem nie można zasnąć z powodu tego, co się poczuło, przeżyło… I dać namiastkę tego czytelnikowi w powieści kryminalnej. Nie takiej z ładnymi mundurami, ale z prawdziwym potem, gniewem, smutkiem i prawdą, która nie zawsze jest oczywista i łatwa.
Czyt-NIK: Nigdy nie będę Aleksandrem Sową, bo nigdy nie napiszę tak genialnego kryminału. Nigdy nie będę Emilem Stomporem, bo nie mam takich śledczych umiejętności. Pozostaje mi zostać czytelnikiem sięgającym po Pana twórczość. Proszę zdradzić sekret pisania NIK – Najlepszych Interesujących Książek.
Aleksander Sowa: Dobre książki nie rodzą się z porównań, tylko z odwagi mówienia własnym głosem. Należy być sobą. Czytelnik wyczuje każdą fałszywą nutę. Konieczny jest bohater, trzeba wrzucić go w konflikt z całym światem, zabrać wszystko, dać wybór bez dobrych opcji. Niech czytelnik bohaterowi kibicuje, lubi, kocha i… nienawidzi tego drugiego – nieważnie kogo, ale wróg musi być zły, wkurzający, wredny, a przy tym silny i niebezpieczny. Ważne, żeby budził emocje. One są w książce niezmiernie ważne. Język ma być jak ulica — prosty, czasem chropowaty, ale prawdziwy. Dialog musi brzmieć jak rozmowa, nie jak oratorski popis. Dialogów powinno być dużo, opisów mało. Czytelnik nie może się nudzić, ma być zaskoczony tym, o czym przeczytał. Niech dostanie historię, którą zapamięta. I powinien wierzyć, że mogła naprawdę się zdarzyć. Dobry kryminał to nie bajka o złych ludziach. To prawda o nas.
Fot. Maciej Zienkiewicz
