Trop prowadzący w mrok
Anna Kańtoch za każdym razem zachwyca kunsztem tworzenia historii, która elektryzuje czytelnicze emocje. W tym dziele uczyniła to ponownie. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zdecydowanie zasługują na uznanie. Autorka potrafi prowadzić fabułę w taki sposób, że czytelnik niemal fizycznie czuje rosnące napięcie. Każdy nowy trop zamiast przynosić ulgę, rodzi kolejne pytania. Każdy krok w śledztwie sprawia, że obraz wydarzeń staje się jeszcze bardziej niepokojący.
Niektóre kryminalne historie zaczynają się niepozornie. Jedno zdarzenie, jeden szczegół, jeden drobiazg, który wydaje się przypadkowy. A potem nagle okazuje się, że za tym drobiazgiem kryje się opowieść o wiele bardziej mroczna, niż można było przypuszczać. Tak właśnie działa „Zima pożegnanych” Anny Kańtoch – historia, która zaczyna się od niepokojącego nagrania z lasu, a kończy emocjonalną podróżą przez tajemnice, niedopowiedzenia i ludzkie dramaty.
To już moje kolejne spotkanie z twórczością Anny Kańtoch i po raz kolejny mogę powiedzieć jedno: autorka potrafi elektryzować czytelnicze emocje jak mało kto. Jej powieści nie są tylko kryminałami do przeczytania i odłożenia na półkę. To historie, które wchodzą pod skórę, wywołują niepokój i sprawiają, że trudno oderwać się od kolejnych stron. W „Zimie pożegnanych” autorka ponownie udowadnia, że doskonale rozumie, czym jest napięcie w literaturze i jak prowadzić czytelnika przez historię tak, by ani przez chwilę nie czuł się bezpiecznie.
Czwarty tom z Krystyną Lesińską w roli głównej przynosi historię, która zaczyna się z pozoru niewinnie. Młody sąsiad emerytowanej policjantki, Miłosz Najder, pokazuje jej dziwne nagranie – film przedstawiający kobietę idącą samotnie przez las. Nie wiadomo, kto nagranie wysłał ani dlaczego. Początkowo można pomyśleć, że to głupi żart albo przypadkowa pomyłka. Jednak pojawiają się kolejne nagrania. Ktoś obserwuje tę kobietę. Ktoś ją filmuje. A ktoś inny najwyraźniej chce, by Miłosz – a może właśnie Krystyna – o tym wiedzieli.
I właśnie w tym miejscu Anna Kańtoch pokazuje swój literacki kunszt. Z bardzo prostego pomysłu potrafi zbudować historię, która od pierwszych stron zaczyna oplatać czytelnika coraz ciaśniejszą siecią napięcia. Autorka świetnie rozumie, że w kryminale nie zawsze chodzi o spektakularne sceny czy sensacyjne zwroty akcji. Czasem największe napięcie rodzi się z niepewności. Z pytań, na które nie ma odpowiedzi. Z poczucia, że coś jest nie tak, choć jeszcze nie wiemy co.
Krystyna Lesińska to bohaterka, którą naprawdę trudno nie polubić. Emerytowana policjantka ma w sobie spokój, doświadczenie i charakterystyczną dla ludzi z policyjną przeszłością nieufność wobec zbyt prostych wyjaśnień. Gdy więc po dwóch miesiącach od pierwszych nagrań dochodzi do tragedii, a ofiarami okazują się kobieta z filmu oraz Miłosz Najder, sprawa wydaje się dla policji oczywista. Chłopak zaatakował kobietę, a ona zabiła go w samoobronie. Koniec historii. Tyle że dla Krystyny Lesińskiej to wyjaśnienie brzmi po prostu zbyt łatwo. I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa opowieść.
Anna Kańtoch za każdym razem zachwyca kunsztem tworzenia historii, która elektryzuje czytelnicze emocje. W tym dziele uczyniła to ponownie. Styl, narracja oraz sposób budowania historii zdecydowanie zasługują na uznanie. Autorka potrafi prowadzić fabułę w taki sposób, że czytelnik niemal fizycznie czuje rosnące napięcie. Każdy nowy trop zamiast przynosić ulgę, rodzi kolejne pytania. Każdy krok w śledztwie sprawia, że obraz wydarzeń staje się jeszcze bardziej niepokojący.
Jedną z największych zalet tej powieści jest sposób, w jaki autorka konstruuje napięcie. Nie opiera go wyłącznie na dynamicznej akcji. Zamiast tego buduje atmosferę niepokoju. Czytelnik stopniowo zaczyna rozumieć, że sprawa Miłosza i tajemniczej kobiety jest znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. A kiedy pojawiają się kolejne elementy układanki, emocje rosną z każdą stroną.
Właśnie tutaj widać prawdziwy kunszt Anny Kańtoch. Autorka potrafi dozować informacje z ogromną precyzją. Nie zdradza wszystkiego od razu. Zamiast tego prowadzi czytelnika przez historię krok po kroku, pozwalając mu samodzielnie próbować odgadnąć prawdę. To sprawia, że lektura staje się czymś więcej niż tylko czytaniem – staje się uczestnictwem w śledztwie.
Dużą rolę odgrywa także klimat powieści. „Zima pożegnanych” to książka, w której chłód nie jest tylko metaforą. Czuć go w atmosferze historii, w relacjach między bohaterami, w tajemnicach, które powoli wychodzą na światło dzienne. Autorka potrafi stworzyć nastrój, który towarzyszy czytelnikowi od pierwszej do ostatniej strony.
Na szczególne uznanie zasługuje również sposób prowadzenia bohaterów. Postacie w tej historii nie są papierowe ani jednowymiarowe. Każda z nich ma swoje motywacje, swoje sekrety i swoje emocje. Dzięki temu cała opowieść nabiera wiarygodności. Czytelnik nie ma poczucia, że ogląda literacką konstrukcję – raczej ma wrażenie, że obserwuje prawdziwy dramat ludzi uwikłanych w wydarzenia, których nie da się już cofnąć.
Ważnym elementem tej historii jest także współpraca Krystyny z poznanym niedawno pisarzem zainteresowanym tematyką true crime. Ten wątek dodaje opowieści dodatkowej perspektywy i w ciekawy sposób poszerza spojrzenie na całą sprawę. Pokazuje też, jak bardzo prawda potrafi być skomplikowana i jak łatwo można uwierzyć w wersję wydarzeń, która tylko pozornie wydaje się logiczna.
Czytając tę książkę, miałem niejednokrotnie wrażenie, że Anna Kańtoch prowadzi czytelnika przez labirynt. Labirynt pełen ślepych zaułków, pozornych tropów i nagłych zwrotów. I choć wydaje się, że już jesteśmy blisko rozwiązania, autorka potrafi w ostatniej chwili zmienić kierunek i ponownie podkręcić napięcie.
Właśnie dlatego lektura tej powieści jest tak emocjonująca. To historia, która nie pozwala czytelnikowi pozostać obojętnym. Z każdą stroną rośnie ciekawość, niepokój i potrzeba poznania prawdy. A kiedy ta prawda w końcu się pojawia, zostawia po sobie nie tylko satysfakcję z rozwiązanej zagadki, ale także refleksję nad ludzkimi wyborami i konsekwencjami, które potrafią być naprawdę tragiczne.
„Zima pożegnanych” zdobywa moje czytelnicze uznanie i zdecydowanie zasługuje na miano NIK – Najlepszej Interesującej Książki. To kryminał, który pokazuje, jak wiele można osiągnąć dzięki dobremu pomysłowi, świetnie poprowadzonej narracji i umiejętnemu budowaniu napięcia.
Anna Kańtoch ponownie udowadnia, że jest mistrzynią w konstruowaniu historii, które trzymają czytelnika w permanentnym napięciu. Jej opowieści elektryzują emocje, nie pozwalają oderwać się od lektury i potrafią sprawić, że nawet spokojny wieczór z książką zamienia się w prawdziwą literacką przygodę. A „Zima pożegnanych” jest tego najlepszym dowodem. To kryminał, który nie tylko mrozi krew w żyłach, ale także pokazuje, jak wielką siłę ma dobrze opowiedziana historia. I właśnie dlatego tak bardzo warto po nią sięgnąć.
Książka pt. „Zima pożegnanych” ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy