„Projekt: Brainstorm” – ręce składają się do czytania… i braw w geście uznania
Bo „Projekt: Brainstorm” to nie jest zwykły kryminał. To opowieść, która zahacza o granice ludzkiego umysłu, o eksperymenty, które nigdy nie powinny mieć miejsca, i o konsekwencje ingerowania w coś, czego do końca nie rozumiemy. Motyw projektu „Brainstorm” został poprowadzony w sposób, który jednocześnie intryguje i niepokoi. To nie jest tylko tło – to serce całej historii, które bije coraz szybciej wraz z rozwojem fabuły.
Pierwsze spotkanie z twórczością Magdaleny Fuss to dla mnie doświadczenie, które trudno porównać z czymkolwiek innym w ostatnich miesiącach czytelniczych. Sięgając po „Projekt: Brainstorm” nie do końca wiedziałem, czego się spodziewać. Opis zapowiadał mroczny kryminał z nutą thrillera psychologicznego, ale to, co dostałem, okazało się czymś znacznie więcej – historią, która nie tylko wciąga, ale wręcz elektryzuje emocje i zostaje w głowie na długo po odłożeniu książki.
To jedna z tych powieści, które zaczynają się mocnym uderzeniem, a potem tylko dokręcają śrubę. Już od pierwszych stron czuć napięcie, które nie opuszcza czytelnika ani na moment. Autorka nie bawi się w długie wprowadzenia – wrzuca nas prosto w sam środek wydarzeń, gdzie trauma, zbrodnia i tajemnica splatają się w jeden gęsty, niepokojący klimat.
Główna bohaterka, doktor Robin Wright, to postać, która od razu przykuwa uwagę. Kobieta naznaczona tragiczną przeszłością, próbująca jakoś funkcjonować mimo bólu po stracie córki. To nie jest typowa bohaterka kryminału – to ktoś, kto balansuje na granicy wytrzymałości psychicznej, a jednocześnie musi stawić czoła czemuś, co wykracza poza zwykłe śledztwo. I właśnie w tej konstrukcji postaci widać ogromną siłę autorki – Robin nie jest papierowa, nie jest jednowymiarowa. Ona żyje, oddycha i cierpi, a jej emocje udzielają się czytelnikowi niemal natychmiast.
Kiedy trafiamy do Green Village – opuszczonej posiadłości, która staje się sceną brutalnych wydarzeń – atmosfera gęstnieje jeszcze bardziej. To miejsce aż pulsuje tajemnicą, a każda kolejna strona odsłania fragment układanki, która zamiast się upraszczać, staje się coraz bardziej skomplikowana. I właśnie tu widać, jak dużą kreatywnością wykazała się autorka w konstruowaniu tej historii.
Bo „Projekt: Brainstorm” to nie jest zwykły kryminał. To opowieść, która zahacza o granice ludzkiego umysłu, o eksperymenty, które nigdy nie powinny mieć miejsca, i o konsekwencje ingerowania w coś, czego do końca nie rozumiemy. Motyw projektu „Brainstorm” został poprowadzony w sposób, który jednocześnie intryguje i niepokoi. To nie jest tylko tło – to serce całej historii, które bije coraz szybciej wraz z rozwojem fabuły.
Szczególnie doceniam to, jak autorka bawi się pamięcią i percepcją bohaterów. Luki w pamięci, niedopowiedzenia, wątpliwości – wszystko to sprawia, że czytelnik sam zaczyna się zastanawiać, co jest prawdą, a co tylko jej złudzeniem. Ten zabieg działa znakomicie, bo wciąga jeszcze głębiej w historię. Nie jesteśmy już tylko obserwatorami – stajemy się częścią tej gry.
Nie można też pominąć relacji między Robin a Johnem McLarenem. Ich współpraca, napięcia, wzajemne wsparcie – to wszystko zostało przedstawione bardzo naturalnie. Nie ma tu przesadnego dramatyzmu ani sztuczności. Jest za to autentyczność, która sprawia, że kibicujemy im w tej nierównej walce z przeciwnikiem, który wydaje się zawsze o krok przed nimi.
Tempo powieści to kolejny element, który zasługuje na uznanie. Nie ma tu dłużyzn, niepotrzebnych opisów czy momentów, w których czytelnik mógłby się znudzić. Wręcz przeciwnie – akcja pędzi do przodu, a każdy rozdział kończy się w taki sposób, że trudno się oderwać. To jeden z tych tytułów, które „czyta się jeszcze jeden rozdział”… aż nagle okazuje się, że jest środek nocy.
Styl i narracja to coś, co w tej książce naprawdę robi robotę. Język jest przystępny, ale jednocześnie na tyle sugestywny, że potrafi budować mocne obrazy. Autorka wie, kiedy przyspieszyć, a kiedy zwolnić, kiedy postawić na akcję, a kiedy na emocje. Ten balans jest trudny do osiągnięcia, zwłaszcza w debiucie, a tutaj działa niemal bez zarzutu.
I właśnie – debiut. Trudno uwierzyć, że mamy do czynienia z pierwszą książką autorki. Bo jeśli to jest dopiero początek, to naprawdę jest na co czekać. „Projekt: Brainstorm” to debiut, który nie tylko broni się sam, ale wręcz wyznacza pewien poziom, do którego inni będą musieli równać. To zapowiedź wielu sukcesów i – co równie ważne – wyraźny powiew świeżości w polskim kryminale. Widać tu odwagę w sięganiu po tematy nieoczywiste, w łączeniu gatunków i w budowaniu historii, która nie idzie utartymi schematami.
To nie jest kolejna książka o policjancie tropiącym seryjnego mordercę według znanego wzoru. To coś znacznie bardziej złożonego, bardziej ambitnego, ale jednocześnie wciąż bardzo przystępnego dla czytelnika.
Nie sposób nie docenić kreatywności autorki w konstruowaniu całej tej opowieści. Pomysł na fabułę, sposób jej prowadzenia, stopniowe odkrywanie kart – wszystko to składa się na historię, która naprawdę działa. Taką, która angażuje emocjonalnie, zmusza do myślenia i zostawia po sobie ślad.Dlatego bez wahania umieszczam tę książkę na półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek. To dla mnie wyróżnienie dla historii, które nie tylko dobrze się czyta, ale które mają w sobie „to coś” – iskrę, która sprawia, że chce się o nich mówić, polecać je innym i do nich wracać myślami.
„Projekt: Brainstorm” to książka, która udowadnia, że polski kryminał ma się dobrze – i że wciąż może zaskakiwać. To historia, która wciąga od pierwszej strony, trzyma w napięciu do samego końca i nie pozwala o sobie zapomnieć. Jeśli lubisz thrillery, które grają na emocjach, które nie boją się zaglądać w mrok ludzkiego umysłu i które potrafią zaskoczyć – to zdecydowanie tytuł dla Ciebie. A jeśli, tak jak ja, trafiasz na twórczość Magdaleny Fuss po raz pierwszy – przygotuj się na bardzo intensywne doświadczenie. Bo są książki, które się czyta. I są takie, które przeżywa się całą sobą. „Projekt: Brainstorm” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Książka pt. „Projekt: Brainstorm” ukazała się nakładem Wydawnictwa Novae Res