3 Szoty z Katarzyną Kuśmierczyk
…Bardzo bliski jest mi realizm magiczny, czyli takie opowiadanie historii, w którym świat realny i ten z pogranicza legend czy dawnych wierzeń istnieją obok siebie i wzajemnie się przeplatają i uzupełniają. Na Suwalszczyźnie to zresztą przychodzi zupełnie naturalnie, bo lokalne opowieści często balansują właśnie gdzieś pomiędzy tym, co racjonalne, a tym, co tylko przeczuwane i nieuchwytne rozumem…
Czyt-NIK: Suwalszczyzna w książce „Majak” niemal żyje własnym życiem. Czy to region szczególnie Pani bliski?
Katarzyna Kuśmierczyk: Tak, i to nawet bardzo, chociaż mieszkam tu dopiero piąty rok. Suwalszczyzna ma w sobie coś, co trudno opisać komuś, kto tu nie był.
To nie jest tylko krajobraz, mam wrażenie, że to miejsce żyje i samo wybiera, kogo do siebie przyciągnie. To cisza, która potrafi być wieloznaczna, klangor żurawi o poranku, świerszcze grające wieczorne koncerty i jeziora z brzegiem porosłym turzycą. I historie, które wciąż krążą między ludźmi, choć rzadko mówi się o nich głośno.
Może to zabrzmi dziwnie, ale uważam, że to miejsce ma własną pamięć. Wystarczy trochę uważności, żeby ją poczuć. W „Majaku” ta pamięć po prostu przesiąka do opowieści. Krajobraz nie jest tłem, raczej bywa świadkiem, a czasem nawet uczestnikiem wydarzeń.
Czyt-NIK W „Majaku” kobiece bohaterki są silne, niezależne i zakorzenione w tradycji. Czy tworząc je, miała Pani konkretny przekaz dla czytelniczek?
Katarzyna Kuśmierczyk: Nie myślałam o przekazie. Raczej o prawdzie. Na pograniczu północno-wschodnim, w małych miejscowościach, kobiety bardzo często były i są strażniczkami tego, co najważniejsze, pamięci, tradycji, domostwa, dawnych wierzeń i historii.
To nie jest siła, która potrzebuje poklasku. Większość z nich jest cicha, uparta i bardzo odporna na przeciwności. Takie kobiety znam z życia i takie pojawiają się w moich książkach. Mają w sobie coś z dawnych opowieści, są twarde i niosą w sobie światło, ale też i trochę mroku.
Czyt-NIK: „Majak” wymyka się jednoznacznym klasyfikacjom gatunkowym. Czy to świadoma strategia, czy naturalny efekt Pani stylu pisania?
Katarzyna Kuśmierczyk: To chyba bardziej naturalny efekt niż strategia. Trudno jest mi zamknąć opowieść w jednym gatunku, bo historie, które przychodzą do głowy, rzadko są tak uporządkowane. W życiu też przecież wszystko się przenika, realizm, strach, medycyna, ludowe wierzenia…
Bardzo bliski jest mi realizm magiczny, czyli takie opowiadanie historii, w którym świat realny i ten z pogranicza legend czy dawnych wierzeń istnieją obok siebie i wzajemnie się przeplatają i uzupełniają. Na Suwalszczyźnie to zresztą przychodzi zupełnie naturalnie, bo lokalne opowieści często balansują właśnie gdzieś pomiędzy tym, co racjonalne, a tym, co tylko przeczuwane i nieuchwytne rozumem.
Dlatego w „Majaku” obok wątku kryminalnego czy medycznego pojawia się też mrok wyrastający z dawnych podań i pamięci miejsca. Te historie trochę same się piszą, ja tylko próbuję za nimi nadążyć.