Recenzje

Meteoryt, tajemnica i adrenalina

Styl autora zasługuje na duże uznanie. Narracja jest dynamiczna, obrazowa i bardzo filmowa. Czytając, miałem wrażenie, jakbym oglądał wysokobudżetowy thriller – z pościgami, tajemnicami i bohaterami, których losy potrafią zmienić się w jednej chwili. Zdecydowanie Wojciech Kulawski doskonale wie, kiedy przyspieszyć akcję, a kiedy na moment ją spowolnić, by napięcie mogło jeszcze bardziej narastać.

„Meksykańska hekatomba” to thriller, który czyta się jednym tchem Nie każda przeczytana książka zostawia po sobie trwały ślad. Jedne towarzyszą nam tylko przez chwilę – przez kilka godzin czy dni spędzonych z lekturą – a potem powoli rozpływają się w pamięci, ustępując miejsca kolejnym tytułom. Jednak od czasu do czasu trafia się opowieść, która działa zupełnie inaczej. Po zamknięciu ostatniej strony wciąż powraca w myślach, przypomina o sobie scenami pełnymi napięcia i emocji, a jej bohaterowie jeszcze długo zdają się żyć własnym życiem gdzieś w naszej wyobraźni. Właśnie takie wrażenie pozostawia „Meksykańska hekatomba” autorstwa Wojciecha Kulawskiego – powieść, która nie tylko dostarcza czytelniczej adrenaliny, ale również na dobre zapisuje się w pamięci każdego miłośnika mocnych, sensacyjnych historii.

To drugi tom przygód Tima Mayera i jednocześnie moje kolejne spotkanie z twórczością Wojciecha Kulawskiego. I muszę przyznać jedno: pisarz ponownie zachwycił mnie swoją pomysłowością, która zdaje się nie znać żadnych granic. Autor potrafi tworzyć historie, które nie tylko wciągają, ale też rozpalają czytelnicze emocje do czerwoności. Już sam punkt wyjścia tej powieści brzmi jak zapowiedź literackiej jazdy bez trzymanki.

Dziesięciometrowej średnicy meteoryt spada w pobliżu meksykańskiego miasta Ciudad Juárez, w okolice kompleksu wypoczynkowego. Przypadek? Być może. Jednak bardzo szybko okazuje się, że to dopiero początek lawiny wydarzeń. W miejscu katastrofy przebywa na wakacjach znany archeolog Tim Mayer. I choć początkowo wszystko wygląda jak dramatyczny, ale jednak naturalny kosmiczny incydent, sytuacja zaczyna się komplikować w tempie, które przypomina eksplozję kolejnych petard. Uszkodzone urządzenia elektryczne w promieniu kilku kilometrów, tajemnicza podziemna baza wojskowa, eksperymenty prowadzone na dzieciach, ucieczka cudownego chłopca Jana Matjasa i jego opiekuna… A to dopiero początek.

Autor z niezwykłą sprawnością splata wątki sensacyjne, kryminalne i niemal science-fiction, tworząc historię, która przypomina prawdziwy rollercoaster. Największą siłą tej książki jest jednak sposób, w jaki Kulawski buduje napięcie. To nie jest historia, która rozwija się powoli. Tutaj wszystko pulsuje energią – akcja gna do przodu, zwroty fabularne pojawiają się w najmniej spodziewanych momentach, a kolejne rozdziały kończą się tak, że odłożenie książki na później staje się niemal niemożliwe.

Styl autora zasługuje na duże uznanie. Narracja jest dynamiczna, obrazowa i bardzo filmowa. Czytając, miałem wrażenie, jakbym oglądał wysokobudżetowy thriller – z pościgami, tajemnicami i bohaterami, których losy potrafią zmienić się w jednej chwili. Zdecydowanie Wojciech Kulawski doskonale wie, kiedy przyspieszyć akcję, a kiedy na moment ją spowolnić, by napięcie mogło jeszcze bardziej narastać.

Nie sposób też nie docenić kreatywności autora w konstruowaniu całej historii. Pomysł z meteorytem, który uderza dokładnie w to samo miejsce co identyczny kosmiczny obiekt dwadzieścia pięć lat wcześniej, budzi ogromną ciekawość i sprawia, że czytelnik niemal obsesyjnie próbuje odkryć prawdę razem z bohaterami. A kiedy wreszcie zaczynają pojawiać się odpowiedzi, okazuje się, że fabularna układanka jest znacznie bardziej złożona, niż mogło się wydawać na początku.

Nie bez powodu w opisie książki pojawia się nazwisko Alfred Hitchcock – mistrza suspensu. Oczywiście nie chodzi o bezpośrednie porównanie, ale o poziom zaskoczenia i napięcia, jakie towarzyszą odkrywaniu kolejnych tajemnic. Wojciech Kulawski świetnie bawi się oczekiwaniami czytelnika i potrafi podrzucać tropy, które prowadzą w zupełnie nieoczywistych kierunkach.

Co ważne, mimo ogromu akcji i wielu wątków, historia pozostaje czytelna i spójna. Autor nie gubi bohaterów ani czytelnika. Wręcz przeciwnie – prowadzi nas przez tę fabularną dżunglę pewną ręką, sprawiając, że każda kolejna scena wydaje się naturalną konsekwencją poprzedniej. „Meksykańska hekatomba” to książka, która nie ulatuje wraz z ostatnim zdaniem. To jedna z tych historii, które zapisują się w czytelniczej pamięci na długo. Gdy przewraca się ostatnią stronę, w głowie wciąż krążą pytania, obrazy i emocje, jakie towarzyszyły tej niezwykłej przygodzie. Dlatego bez wahania przyznaję jej szczególne miejsce na mojej półce NIK – Najlepszych Interesujących Książek.  To wyróżnienie dla historii, które naprawdę robią wrażenie – a thriller Kulawskiego zdecydowanie na nie zasługuje.

Książka pt. „Meksykańska hekatomba” ukazała się nakładem Wydawnictwa CM

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…