3 Szoty z Radosławem Golcem
…Pomysł na fabułę pojawił się, kiedy przy okazji pisania mojej pierwszej książki natknąłem się na informację na temat tajnej berlińskiej misji bliskiego współpracownika polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Niestety, jej przebieg pozostaje do dziś tajemnicą. Postanowiłem zatem wypełnić tę lukę wprowadzając do niej elementy ryzykownej gry dyplomatycznej i szpiegowskiej…
Czyt-NIK: Podczas lektury powieści historycznej pt. „Orzeł czy Reszka” zadajemy sobie pytania – czy do II wojny światowej musiało dojść? Czy wśród elit ktoś nie mógł krzyknąć dość! Jakie jeszcze pytania cisną się na usta, gdy czytamy Pana najnowszą książkę?
Radosław Golec: Niestety z różnych powodów w 1939 roku było już za późno na powstrzymanie drugiej wojny światowej. Pytaniem otwartym pozostaje natomiast, czy Polska musiała paść jej ofiarą jako pierwsza? Tak nie musiało wcale być. Wśród polskich elit byli ludzie, którzy wołali o opamiętanie i dogadanie się z Niemcami. Stanowili jednak margines i nie mieli realnego wpływu na politykę zagraniczną.
Nieliczni dyplomaci zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa i próbowali porozumieć się z Niemcami. Niestety przed wybuchem wojny ci nie byli już zainteresowani rozmowami o pokoju. Polska ambasada była izolowana, a każdy Polak był persona non grata na berlińskich salonach. Panowała klaustrofobiczna atmosfera paranoi i strachu, którą opisałem w książce. Kontrastowała ona z napinaniem muskułów w kraju liczącym na odstraszenie Hitlera.
Warto dodać, że byli też Niemcy, którzy nie chcieli wojny, tacy jak Herman Goering oraz członkowie nielicznej opozycji w wojsku. Dyskretnie ostrzegali o toczących się negocjacjach niemiecko-sowieckich, które jak wiadomo miały na celu dogadanie się w sprawie rozbioru Polski. Myślę, że ten temat nie został dostatecznie zbadany przez historyków. Czy naprawdę chodziło im o zatrzymanie wojny? Czy zostali wysłani przez Hitlera, aby „zmiękczyć” Polaków i zmusić do ustępstw w sprawie żądań przyłączenia Gdańska do Trzeciej Rzeszy, korytarza i zawarcia sojuszu wymierzonego w Sowietów?
Czyt-NIK: Zdecydowanie „Orzeł czy Reszka” to doskonała powieść historyczna z domieszką thrillera. Skąd pomysł na takie połączenie?
Radosław Golec: Kiedy zdecydowałem się spróbować swoich sił w beletrystyce, wiedziałem, że najlepiej poczuję się właśnie w tym stylu. Jestem wielkim fanem inteligentnych thrillerów historycznych Roberta Harrisa i pomyślałem sobie, że w Polsce nie ma zbyt wielu autorów próbujących łączyć oba gatunki.
Dotąd pisałem książki historyczne, których proces tworzenia wygląda inaczej niż powieści. W przypadku tych ostatnich trzeba przede wszystkim liczyć na swoją wyobraźnie. Jeżeli ma to być powieść historyczna, niezbędny jest porządny „risercz”, a więc trzeba poznać realia minionej epoki.
Pomysł na fabułę pojawił się, kiedy przy okazji pisania mojej pierwszej książki natknąłem się na informację na temat tajnej berlińskiej misji bliskiego współpracownika polskiego ministra spraw zagranicznych Józefa Becka. Niestety, jej przebieg pozostaje do dziś tajemnicą. Postanowiłem zatem wypełnić tę lukę wprowadzając do niej elementy ryzykownej gry dyplomatycznej i szpiegowskiej.
Czyt-NIK: Książka „Orzeł czy Reszka” jest świadectwem tych wydarzeń, które odcisnęły piętno na losach naszej cywilizacji, pokazując nam, że nie jesteśmy jednak cywilizowani. Ok, postępy w nauce są wyrazem, że jednak coś dobrego czynimy. Lecz wojna, jak pokazuje nam historia, niszczy wszystko, nawet dobra, które pozyskaliśmy w nauce. A nauka historii od zarania dziejów niestety idzie w las. Dlaczego tak jest?
Radosław Golec: Wynika to z dwóch elementów: ludzkiej natury, a także sposobu w jakim nauczamy historię. Czy tego chcemy, czy nie wojna jest częścią naszej cywilizacji. Chciwość jest rzeczą naturalną, a na każdej wojnie ktoś zarabia pieniądze. Gdy do tego dodamy ludzkie pragnienie posiadania władzy i dominacji nad innymi – mamy gotowy przepis na wojnę.
Może to zabrzmi brutalnie, ale wojna z jednej strony niszczy, a z drugiej przyczynia się do postępu w nauce i pcha ludzkość ku rozwojowi technologicznemu. Większość współczesnych wynalazków powstała w wojskowych ośrodkach i laboratoriach.
Jeśli chodzi o drugi element, to w nauce historii dominują romantyczne mity. Brakuje natomiast realizmu. Ktoś mądry kiedyś powiedział, że fałszywa historia jest matką fałszywej polityki. Spojrzymy jak nauczana jest historia w polskich szkołach i mediach: gloryfikowanie klęsk i ewidentnych błędów takich jak Powstanie Warszawskie. Celebrując błędy z przeszłości jesteśmy skazani na ich powtarzanie.