Wywiad z PRZEMYSŁAWEM BORKOWSKIM

Weekend z Przemysławem Borkowskim trwa na dobre. Zapraszam do wywiadu z autorem wciągających kryminałów. Poznamy kulisy pracy twórczej pisarza, który intrygującą fabułą swych powieści uczynił nas miłośnikami (żeby nie powiedzieć ZAKŁADNIKAMI) swojej twórczości.

               Autorka zdjęcia: Anika Nojszewska

PRZEMYSŁAW BORKOWSKI jest absolwentem Wydziału Polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim. Od 1996 roku jest jednym z współtwórców, aktorów i autorów tekstów piosenek Kabaretu Moralnego Niepokoju. W roku 2000 wraz z Mikołajem Cieślakiem i Robertem Górskim wydał tomik wierszy „Zeszyt w trzy linie”. W 2009 roku zadebiutował powieścią „Gra w pochowanego”, a w 2011 zbiór opowiadań „Opowieści Cental Parku”. Dwa lata później na rynku wydawniczym pojawiła się książka „Hotel Zaświat” ukazująca kolejny talent pisarski Przemysława Borkowskiego. W 2017 roku nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona, Czwarta Strona Kryminału wydany został „Zakładnik” czyli pierwsza część cyklu kryminałów z psychologiem Zygmuntem Rozłuckim na czele. Kontynuacją wciągającego kryminału jest „Niedobry Pasterz”. Trzecia część zatytułowana „Festiwal” w przygotowaniu.

Autor zdjęcia: Arkadiusz Stankiewicz

Ludzkość od wieków trapi pytanie „jajko czy kura – co było pierwsze”? Wielu Pana czytelników zastanawia się nad tym co pierwsze zakiełkowało w głowie Przemysława Borkowskiego „kabaret czy kryminał”?

P.B: W tej parze zdecydowanie kabaret. Kryminały piszę dopiero od niecałych dziesięciu lat, a z Kabaretem Moralnego Niepokoju jestem już związany ponad dwadzieścia. Ale gdyby pan spytał szerzej, o literaturę, to tym razem bezapelacyjnie ona wygrywa. Literatura jest moją pierwszą miłością i to w pewnym sensie jej zawdzięczam to, że występuję w kabarecie. Poszedłem bowiem na Polonistykę w Warszawie, bo chciałem zostać pisarzem, a to właśnie tam poznałem kolegów, z którymi potem założyliśmy KMN.

Jest Pan bez wątpienia pisarzem wszechstronnym. Wraz z kolegami z Kabaretu Moralnego Niepokoju w 2000 roku wydał Pan tomik wierszy „Zeszyt w trzy linie”. Następnie samodzielnie napisał kryminał „Gra w pochowanego” osadzony w klimacie fantasy, science fiction. Skąd pomysł na tak genialne połączenie kryminału z tymi dwoma gatunkami?

P.B: U mnie zawsze zaczyna się wszystko od pomysłu na fabułę, a wtedy właśnie taki pomysł przyszedł mi do głowy. Nie myślałem o gatunkach i ich łączeniu. Wyobraziłem sobie po prostu wielkie miasto przyszłości, w którym w niewytłumaczalny sposób znikają ciała ofiar jak najbardziej realnych zabójstw. Oraz morderców przerażonych tym znacznie bardziej niż samymi zbrodniami i perspektywą kary za nie.

„Gra w pochowanego” to niezwykle intrygująca książka, będąca niejako zestawieniem walki ciała z umysłem. „Historia ludzkości to próba okiełznania ciała przez umysł”. Nie będę pytał po której ze stron opowiada się Przemysław Borkowski. Ciekawi mnie jednak czym bardziej kieruje się Pan w swoim życiu twórczym – sercem czy rozumem?

P.B: Pisanie jest zawsze pracą bardzo intelektualną, angażującą w bardzo dużym stopniu rozum. Przypomina układanie wielkiej mozaiki. Trzeba naprawdę zaprząc do pracy wszystkie siły swojego umysłu, żeby zapanować nad tym ogromem szczegółów i plątaniną wątków. Ale wzór tej układanki, jej postaci i przekaz – to wszystko musi być „narysowane” sercem. Bez tego to wszystko nie miałoby sensu.

„Opowieści Central Parku” to ciekawy zbiór opowiadań będących pastiszem filmów gangsterskich lat trzydziestych i czterdziestych XX wieku. Co było dla Pana inspiracją do napisania pewnego rodzaju powieści zamkniętej w odcinkach? Skąd taki pomysł?

P.B: Znowu – wszystko zaczęło się od pomysłu, pewnej wizji. A konkretnie od jednego, krótkiego opowiadanka, które napisałem w tym stylu i które na tyle mi się spodobało i dostarczyło tyle satysfakcji, że postanowiłem dopisać do niego jeszcze parę. Potem pomyślałem sobie, że to doskonałe ćwiczenie pisarskie. Byłem już wówczas po napisaniu mojej debiutanckiej powieści – „Gry w pochowanego” – ale napisałem ją trochę na zasadzie spontanicznej szarży na przeważające siły wroga – bez planu, bez specjalnej znajomości pisarskich reguł i bez żadnego doświadczenia. Po prostu krzyknąłem „hurra!” i rzuciłem się do przodu. Podczas pisania jednak zrozumiałem, jak wielu rzeczy jeszcze nie wiem i nie umiem. Potrzebowałem poligonu doświadczalnego, miejsca, gdzie mógłbym doskonalić swój warsztat. Te krótkie, komiczne opowiadanka, przez które przewijało się takie mnóstwo postaci przeżywających tak wiele przygód, idealnie się do tego nadawały.

„Opowieści Central Parku” można określić mianem groteski. Znajdziemy tu wiele śmiesznych elementów. Proszę powiedzieć czy myślał Pan o napisaniu komedii kryminalnej? W polskiej literaturze ten gatunek również cieszy się popularnością?

P.B: Szczerze powiedziawszy nie. W kryminale interesują mnie znacznie mroczniejsze klimaty.

Autor zdjęcia: Arkadiusz Stankiewicz

„Hotel Zaświat” to kolejny Pana kryminał. Tym razem utrzymany w mocnym, gęstym klimacie grozy. Czytając tę powieść nie sposób odnieść wrażenia, że Krzysztof Rozkroczny – główny bohater to Pan. Akcja powieści rozgrywa się w pod olsztyńskiej wiosce. Pochodzi Pan z Olsztyna. Proszę wybaczyć, ale Krzysztof przez kolegów z klasy nazywany był „Najwyższym chłopakiem we wsi”. Pana wzrost wynosi 1,90 cm. Czy zatem to Pan jest głównym bohaterem powieści?

P.B: Tak, to powieść w dużej mierze autobiograficzna. Nie w tym sensie, że opisuję w niej moje prawdziwe doświadczenia i przygody, ale w tym, że dzieje się ona w krainie mojej młodości. Opisałem w niej swoją rodzinną miejscowość dosyć dokładnie, choć jej nazwa nie pada ani razu. Z jej bohaterem łączy mnie też to, że tak jak on wyjechałem ze swojego „kraju lat dziecinnych”, lecz, również jak on, ciągle w pewien symboliczny sposób nie przestałem w nim mieszkać.

„Hotel Zaświat” to powieść, którą nie sposób zakwalifikować do jednego gatunku. Jest to połączenie, kryminału z thrillerem z domieszką grozy oraz powieści obyczajowo-psychologicznej. Już na początku można odczuć klimat baśniowy, gdy główny bohater prowadzony przez leśne zwierzęta odnajduje pewną część ludzkiego ciała. Proszę powiedzieć w którym z tych gatunków Przemysław Borkowski czuje się najlepiej?

P.B: Teraz zdecydowanie w kryminale, dlatego ostatecznie wybrałem właśnie ten gatunek. Ale bardzo też lubię warstwę psychologiczno-obyczajową, więc takich wątków jest zawsze dość sporo w moich powieściach. Od dłuższego już czasu też myślę, żeby wpleść w akcję którejś z moich książek jakieś elementy grozy. Może uda się przy okazji następnej pozycji cyklu z Rozłuckim?

„Hotel Zaświat”, „Zakładnik” oraz „Niedobry Pasterz”. Czytając te książki natrafiamy na pewne wydarzenia rozgrywające się nieopodal rzeki. Co ciekawe zawsze w rejonie Olsztyna, skąd jak wiemy Pan pochodzi. Czyżby umieszczenie akcji w tych rejonach to lokalny patriotyzm, reklama Mazur, Olsztyna? A może próba propagowania stylu życia w myśl hasła „wsi spokojna, wsi wesoła”?

P.B: Lokalny patriotyzm na pewno. Mimo że mieszkam w Warszawie już ponad dwadzieścia lat i bardzo ją lubię, moją ojczyzną pozostały tak naprawdę Warmia, Olsztyn i podolsztyńskie Dywity. Tam jest ciągle mój – używając terminologii kryminalistycznej – „psychologiczny rewir działania”, dlatego tam umieszczam akcję swoich książek.

„Zakładnik” to pierwsza część cyklu kryminałów z psychologiem Rozłuckim w roli głównej. To co niezmiernie przykuło moją uwagę to precyzyjna i dogłębna analiza psychologiczna. Początkowo myślałem, że studiował Pan psychologie. W drugiej części „Niedobry Pasterz” dziękuje Pan Karolinie Rabendzie za pomoc i konsultacje z dziedziny psychologii. Pokazuje to, że jest Pan umiejętnym słuchaczem, który precyzyjnie przekuł tę wiedzę na fabułę powieści. Proszę powiedzieć, która część pracy pisarza jest dla Pana bardziej absorbująca – zbieranie informacja, reserch, rozmowy ze specjalistami, czy już tworzenie postaci oraz fabuły na podstawie zebranych informacji?

P.B: Jestem pisarzem leniwym z jednej strony, a z drugiej dość zajętym, dlatego staram się umieszczać akcje swoich powieści w miejscach i sytuacjach, które nie wymagają specjalnego reserchu. Wolę skupiać się na pisaniu. Psychologią zaś interesowałem się od dawna, przeczytałem na ten temat parę książek, więc jakąś wiedzę na jej temat już posiadałem. Wystarczyło tylko ją trochę pogłębić, no i znaleźć kogoś, kto skoryguje jakieś ewidentne głupoty.

Zygmunt Rozłucki główny bohater „Zakładnik” i „Niedobry Pasterz” jest również znawcą oraz smakoszem wszelkich trunków. Wina czy whisky nie mają przed nim żadnych tajemnic. Czy tak bogata wiedza na ten temat jest wynikiem zamiłowania czy też rezultatem skrupulatnie przeprowadzonego researchu?

P.B: Tu znowu – nie potrzebowałem żadnego reserchu. Jakiś czas temu miałem w swoim życiu okres dość silnej fascynacji dobrymi (i niestety dość drogimi) słodowymi whisky. To mi na całe szczęście trochę przeszło, ale została mi z tamtych czasów dość spora, choć zapewne ciągle powierzchowna, wiedza na temat różnych gatunków, smaków, stylów, destylarni i regionów produkcji whisky single malt. Wszystkie gatunki i roczniki whisky opisane w moich książkach istnieją naprawdę i sam je próbowałem. Opisy ich smaków i zapachów są więc również dość wiarygodne.

Autorka zdjęcia: Anika Nojszewska

Nie jest tajemnicą, że trzecia część kryminalnej serii z psychologiem Rozłuckim pojawi się na półkach księgarń. W dwóch wcześniejszych częściach został on przez Pana szczególnie mocno doświadczony życiowo. Proszę uchylić rąbka tajemnicy. Co ciekawego szykuje Pan w kolejnej części dla swoich czytelników? Czy będą również kolejne części?

P.B: Tak. Oprócz części trzeciej, która będzie nosiła tytuł „Festiwal” i którą już właśnie zaczynam powoli kończyć, planuję już pomału część czwartą. Czy będzie piąta, na razie nie wiem. Sporo zależy od Rozłuckiego. W „Festiwalu” nie będę już nim tak mocno poniewierał jak w „Niedobrym pasterzu”, więc może da radę. A „Festiwal” będzie powieścią osadzoną mocno w realiach teatralnych. Jego akcja toczyć się będzie wokół teatru w Olsztynie i rozgrywającego się w nim festiwalu teatralnego. Będzie więc sporo spektakularnych wydarzeń i parę dość widowiskowych zbrodni. Krótko mówiąc: będzie się działo.

Jak już wspomniałem jest Pan pisarzem wszechstronnym. W swoim dorobku ma Pan kryminały wszelakiej maści. Science fiction, fantastyka, groza, thriller, klimaty obyczajowo-psychologiczne. Proszę przyznać, że szeroki to wachlarz i co ważne spotkał się on z pozytywną akceptacją wśród czytelników. Proszę powiedzieć czy jest jeszcze jakiś gatunek literacki w jakim będziemy mogli Pana poznać? Ciekawi mnie również, czy jest też i taki gatunek z którym nie jest po drodze z Przemysławem Borkowskim?

P.B: Chyba już nie powtórzę swojej przygody z literaturą science fiction. Fajnie było, ale to jednak nie moje klimaty. Wolę zdecydowanie współczesność i realizm. W najbliższym czasie skupię się raczej na normalnych, pełnokrwistych kryminałach. To mi najlepiej wychodzi i sprawia największą frajdę. Z innych gatunków (ale to już zupełnie innych) napisałem ostatnio sztukę teatralną. Została nawet nagrana w Teatrze Polskiego Radia. I to, muszę przyznać, mi się spodobało. Także bardzo możliwe, że to nie ostatnia moja sztuka …

Uważa Pan, „że pisarzem zostaje się po opublikowaniu co najmniej trzech powieści”. Pan jest autorem pięciu (plus tomik wierszy oraz najnowsza). Proszę mi wierzyć, nie raz trudno napisać choć jedną. Jakie wskazówki przekazałby Pan osobom, które stawiają pierwsze kroki w sztuce pisania? Czym powinni oni kierować się by móc tak jak Pan zafascynować ciekawą fabułą i nietuzinkowymi postaciami?

P.B: Dla debiutantów najlepsza jest metoda, którą sam zastosowałem pisząc swój debiut, czyli „Grę w pochowanego”. Po prostu trzeba zacząć i nie przestawać, aż się skończy. Najważniejsze jest bowiem zacząć, po prostu. Potem wystarczy dać się ponieść akcji i bohaterom. Przy drugiej i kolejnych książkach można konstruować jakieś plany, pisać drabinki, przy pierwszej najlepiej pójść na żywioł.

Każda Pana książka odkrywa zawsze coś nowego. Zawsze ofiaruje Pan czytelnikom nowe doznania. Nie szufladkuje się Pan w ściśle określonym gatunku. Co prawda jest to kryminał, lecz każdy inny. Proszę powiedzieć, gdzie i w jaki sposób szuka Pan inspiracji do kolejnych powieści?

P.B: To zabrzmi banalnie, ale w życiu. We wszystkich tych rzeczach, które mi się przydarzają i które mnie fascynują. Nauczyłem się też opisywać konkretnych ludzi, zmieniając oczywiście odpowiednio szczegóły. Niektórzy z nich to żywe, chodzące opowieści. Wystarczy je tylko spisać. Każdy pisarz to wampir narracyjny, ja też. Wszystko, co nam mówicie, może być opisane i wykorzystane do budowy naszych książek.

Jakie plany twórcze na przyszłość ma Przemysław Borkowski?

P.B: Jak już mówiłem, myślę powoli o kolejnej części kryminalnych przygód Rozłuckiego. Mam parę pomysłów, chociaż na razie nie od końca łączą się one w spójną całość. Myślę na przykład o mordercy, który zostawia na miejscach swoich zbrodni wiersze, a Rozłucki próbuje na ich podstawie go odnaleźć. Mam w szufladzie parę takich, które by się nadały. Dlaczego więc by ich nie wykorzystać? Ludzie teraz raczej nie czytają wierszy, gdyby jednak opakować je w kryminał, niczym szczepionkę dla lisów w kulkę tłuszczu… Fajny pomysł, nie?

Zdjęcie pochodzi z archiwum Czyt-NIKa. Wykonano podczas spotkania na Warszawskich Targach Książki – 20.05.2018

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ I ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW LITERACKICH.

Dodaj komentarz