Wywiad z PIOTREM WILCZYŃSKIM

Piotr Wilczyński – urodzony w 1986 roku w Nowej Rudzie. Pisarz, autor powieści „Próba Samobójcza Magdaleny Synockiej”, która jest jego debiutem na rynku literackim. Pasjonat opowieści (literatury, kina) i psychologii.

 

 

Zapraszam do wywiadu.

„Próba samobójcza Magdaleny Synockiej” to bardzo odważny i mocny debiut. Zastanawiam się skąd pomysł na zadebiutowanie tak trudnym tematem? Przyznam, że odważny to krok, który się powiódł.

P.W: Powiódł się, to prawda i za to jestem mega wdzięczny 🙂 Dlaczego taki temat? To są moje emocje, moje traumy, z którymi musiałem się zmierzyć. Początkowo „Próba samobójcza…” miała być inną historią, to miała być opowieść o prostytutce z mroczną przeszłością i tajemnicą, którą zaczyna się interesować jej klientka i poprzez tą relację jej trauma wychodzi na powierzchnię. Taki trochę mroczny homoseksualny romans (śmiech). Synocka jednak wymyśliła sobie coś innego:) Powiem tak: to, co jest opisane w Synockiej to historia wprawdzie zmyślona, ale emocje w niej opisane są jak najbardziej prawdziwe. Pod tym względem to opowieść na faktach:) Tym bardziej, że emocje są tam głównym tematem.

Ta książka porusza bardzo ważny temat. Proszę powiedzieć, co było inspiracją do napisania książki podejmującej takie właśnie kwestie?

P.W: Jak zaczynałem, to miałem zamiar pisać coś w rodzaju dziennika własnych emocji i z czasem to zaczęło chcieć być regularną pełnoprawną opowieścią, za pomocą której z jednej strony chciałem pokazać, co się dzieje w głowie człowieka, nad którym trauma przejmuje kontrolę i to przejmuje ją całkowicie, tak, że z samego człowieka nie zostaje wiele. Chciałem pokazać cierpienie, wytłumaczyć może trochę, że krzywdzące zachowanie nie wynika z samolubstwa, ale z cierpienia, z desperackiej chęci ratowania siebie, bo podczas przeżywania silnych traum, człowiek czuje, że umiera, to są emocje zwiastujące nadchodzącą śmierć i tak to się czuje, a jak czujesz, że umierasz to się chcesz ratować. Jak pójdziesz na kurs ratowania tonących to pierwsza rzecz, jaką tam usłyszysz, to żebyś nigdy nie próbował ratować kogoś, kto się topi jeżeli nie masz umiejętności, bo jak podpłyniesz to ten ktoś cię po prostu utopi i nie zrobi tego dlatego, że jest dupkiem, tylko dlatego, że próbuje ratować siebie i takie dylematy moralne jak twoje dobro nie przychodzą mu do głowy. Tak samo jest z cierpieniem psychicznym, emocjonalnym. Chciałem to pokazać.

Problem dotyczący zaburzeń psychicznych zdaje się nadal być tematem tabu. Proszę powiedzieć na co chciałeś zwrócić uwagę pisząc tę książkę?

P.W: Właśnie na to, o czym powiedziałem wyżej, ale jest jeszcze coś. Pomimo mrocznej treści powieść ma bardzo pozytywny wydźwięk, jeśli wytrwasz do końca (śmiech), bo wiem, że niektórzy mają z tym problem i nie dziwię się. Chciałem coś powiedzieć ludziom cierpiącym w tym kontekście, żeby się nie poddawać, że jest wyjście, nadzieja, przysłowiowe światło w tunelu, że warto żyć, bo to cierpienie, te emocje nie są tobą, to jest coś, co dostałeś, co ci dali inni straumatyzowani i możesz ten prezent oddać, sklep jest czynny całą dobę, musisz tylko znaleźć paragon, a na pewno go masz, gwarantuję ci, odpowiedź zawsze leży wewnątrz:)

„Próba samobójcza Magdaleny Synockiej” skierowana jest bardziej do osób z zaburzeniami psychicznymi, czy dla każdego z nas?

P.W: Jeżeli mówiąc „każdego z nas” masz na myśli ludzi, którzy chcą się dowiedzieć, co siedzi w głowie człowieka, który zachowuje się jak drama queen to tak, dla każdego z nas. Powieści tej przyświeca taki cel, żeby cierpiącym dać nadzieję, a obserwatorom pozwolić zrozumieć. Na ile ten cel został osiągnięty to już nie mi oceniać.

Nie ukrywam, że Twoją książkę mimo podejmowanego trudnego tematu czyta się „łatwo”. Czuć na jej stronach lekkość pióra. Czy jest to zasługą talentu, czy może jednak warsztatu szkoleniowego?

P.W: Zawsze miałem tak zwane lekkie pióro. Jest w powieści taki fragment, w którym Magda opowiada, jak na lekcjach polskiego dostawała zawsze najwyższe noty za wypracowania pomimo szczątkowej znajomości tematu, na który pisała, a było to zasługą tej właśnie lekkości pióra, tego talentu. Ten fragment jest z mojego życia, tak było u mnie. Od każdego polonisty słyszałem, że powinienem pisać. Uważam, że mam talent pisarski, a jako że nawet gwoździa nie potrafię wbić prosto, to się bardzo cieszę, że go mam (śmiech).

Jesteś debiutantem, któremu udało się zaistnieć. Proszę powiedzieć, jakie masz dobre rady dla początkujących pisarzy? Na czym się skupić tworząc fabułę i jej bohaterów?

P.W: Są tylko dwie naprawdę dobre rady. Przede wszystkim pisać, pisać codziennie, to ma być nawyk, pisz cokolwiek, jak skrajnie nie masz czasu, to napisz choć akapit siedząc w toalecie (śmiech). Druga rada to czytać, pisarz ma pisać i czytać. Jeżeli chodzi o fabułę, to rodzi się ona niejako sama. Ja skupiam się na bohaterach, tworzę ich w swojej głowie bardzo wyraźnie, siedzą tam i dojrzewają, a kiedy są już gotowi, sami prowadzą fabułę, zaczynają niejako żyć własnym życiem, snują swoją opowieść, którą ja tylko spisuję. Synocka pojawiła się w mojej głowie kiedy miałem chyba siedemnaście lat, dojrzewała tam przez prawie dwanaście lat zanim zacząłem cokolwiek o niej pisać. Tworzę bohaterów, oni sami znajdą drogę, chociaż oczywiście metod jest tyle ilu jest pisarzy. Myślę, że to ważne, żeby znaleźć swoją, nie kopiować metod, ale poprzez codzienne pisanie odkryć własną, poczuć ją.

Twoją książkę można zaliczyć do gatunku literatury obyczajowej? Zastanawiam się po jakie książki do czytania sięga Piotr Wilczyński?

P.W: Uwielbiam Stephena Kinga. Jak czytasz jego powieść, to tak jakbyś oglądał dobrze zrobiony film, zauważyłeś to kiedyś? Uśmiecham się do Winstona Grooma, a konkretnie do Forresta Gumpa, zwłaszcza drugiej części. Rewelacyjny jest Chuck Palahniuk, świetny warsztat, niesamowite historie. Lubię bardzo „Buszującego w Zbożu” Salingera, „Paragraf 22” Hellera, „Statek” Waldemara Łysiaka czy „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa. Teraz czytam Johna Greena. Kiedyś miałem taki okres, że czytałem tylko Bukowskiego Z pisarzy polskich moim ulubionym jest Jerzy Pilch i Witold Gombrowicz. Z nowych trendów lubię Jakuba Żulczyka.

Co było dla Ciebie najtrudniejszym etapem w pisaniu tej książki?

P.W: Szukanie wydawcy (śmiech). A tak poważnie to sam teraz nie wiem, chyba rewrite, usuwanie scen, akapitów, zdań, które nie pasowały, a do których już się przywiązałem.

Czy polski czytelnik usłyszy jeszcze o Piotrze Wilczyńskim? Proszę zdradzić jakie masz plany na kolejną książkę?

P.W: Nie zdradzę;) Ale już się dzieje, już się manifestuje, niebawem będzie.

Pytanie od laureatki zabawy Agaty Sobańskiej:

Czy napisanie tej książki było zwieńczeniem Pana poszukiwań i zgłębiania wiedzy na temat chorób psychicznych, problemów emocjonalnych, czy też napisanie jej podyktowane było próbą zrozumienia tego krzyku, który czasem rodzi się w każdym z nas?

P.W: To była chyba trochę próba zrozumienia tego, co się działo, dużo też przy tym poszukiwałem, czytałem, oglądałem nagrania z wykładów, rozmawiałem z ludźmi. Pisanie jest poniekąd terapeutyczne, pozwala względnie uporządkować chaos i spojrzeć na wszystko z nieco innej perspektywy.

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ. ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW.

Dodaj komentarz