Wywiad z MICHAŁEM LARKIEM

17 Października nakładem Wydawnictwa Czwarta Strona, Czwarta Strona Kryminału do księgarń trafi „Fatum” trzecia część „Dekady”. Już dziś miłośników wyjątkowych powieści kryminalnych zapraszam na wywiad z Michałem Larkiem.

MICHAŁ LAREK – pisarz, dziennikarz i wykładowca oraz specjalista od mocnych opowieści. Pracuje w Zakładzie Literatury i Kultury Nowoczesnej IFP UAM.  Z fascynacją zajmuje się storytellingiem, czyli badaniem techniki przyciągania uwagi odbiorcy. W 2014 roku wydał „Martwe ciała”, reportaż o Edmundzie Kolanowskim, seryjnym zabójcy z Poznania, a w 2016 roku powieść kryminalną „Mężczyzna w białych butach”, inspirowaną autentyczną historią (obydwie książki we współpracy z Waldemarem Ciszakiem, adwokatem). Rzesze wiernych fanów gatunku zdobył serią „DEKADA” z której wywodzi się „Furia” oraz „Na Tropie”. Trzecia część zatytułowana „Fatum” do naszych rąk trafi 17 października.

                                                                         Autor zdjęcia: Karol Małolepszy

Michał Larek pisarz, zajmujący się storytellingiem – badaniem technik przyciągania uwagi odbiorcy. Czym zatem storytelling jest dla nas w rozumieniu czytelnika?

M.L: Na początek małe zastrzeżenie – wziąłbym słowo „badanie” w cudzysłów. Bo to jednak kwestia bardziej doświadczenia, intuicji i kreatywności. Najprościej: storytelling to praktyczna wiedza o zarządzaniu emocjami za pomocą opowieści. Ojcem storytellingu jest Allan Edgar Poe. W „Filozofii kompozycji” napisał: opowieść to równanie matematyczne, którego celem jest wytworzenie u czytelników konkretnych emocji. Podobnie zresztą myślał Bolesław Prus. On z kolei uważał, że powieść to machina, która ma „działać na Myśl, Uczucie i Wolę czytelnika”.

Od pierwszych stron czytania powieści „Furia” pierwszej części serii „Dekada” fabuła książki skupiła moją uwagę na najwyższym poziomie. Jakich technik pisarz używa, jakie zabiegi stosuje, by uwaga czytelnika skoncentrowała się aż tak maksymalnie?

M.L: Bardzo się cieszę, dziękuję. Choć to różnie u różnych czytelników wyglądało. Ale rzeczywiście, zależało mi, żeby początek był mocny, gwałtowny. Lubię zaczynać opowieść od ostrego szarpnięcia. W tym wypadku moich wzorem jest Hitchcock… Zadał pan bardzo skomplikowane pytanie, można by całe seminarium poświęcić na opracowanie na nie odpowiedzi. Jeden „myk” zdradzę. Pracując nad drabinką, czyli: listą kolejnych scen tworzących całość, ustalam sobie, jaką reakcję chcę wywołać u czytelnika; to dla mnie bardzo ważne. Każda scena – czy rozdział – musi mieć tzw. adres emocjonalny.

Nie ukrywam, że o storytellingu dowiedziałem się dzięki Pana twórczości. Nie sądziłem, że istnieje coś takiego. Na tyle skupiło to moją uwagę, że postanowiłem przeczytać wszystkie Pana książki. Nie ukrywam nie zawiodłem się, a nawet przyznam więcej – spowodował Pan, że o storytellingu zacząłem myśleć intensywniej. Zatem moim „ojcem storytellingu” jest Pan. Natomiast kto jest ojcem tej dziedziny dla Michała Larka?

M.L: Miło mi. O moim ojcu już powiedziałem – to Poe. Genialny pisarz o duszy marketingowca. Kiedy przed paroma laty przeczytałem jego „Filozofię kompozycji” (1846 r.), byłem zachwycony. Według mnie to właśnie on wymyślił hollywoodzką filozofię opowieści.

                                                                       Autor zdjęcia: Karol Małolepszy

W „Furii” oraz „Na Tropie” często przewijają się wątki związane z amerykańskimi filmami oraz muzyką lat 90. Często odnosiłem wrażenie, że książki te są genialną antologią muzyki i filmów tamtych czasów. Na ile jest to podyktowane tym, że fabuła tych powieści osadzona została w tychże latach, a na ile związane jest to z zamiłowaniami Michała Larka do filmu i muzyki tamtego okresu?

M.L: To jest jednak podyktowane przede wszystkim tym, że akcję serii umieściłem w latach 90. Bardzo chciałem, żeby moje powieści przejęły trochę tego klimatu. Było mi o tyle łatwo, że w tamtej dekadzie dojrzewałem – dużo pamiętam, lubię, czuję. Owszem, przyznam: chciałem zagrać na nostalgii moich odbiorców.

We wspomnianych książkach przytacza Pan szczegóły zbrodni lat 90. Sprawa Grzegorza T., Edmunda K. W informacjach o Panu możemy przeczytać – „Obsesyjnie zgłębia szczegóły seryjnych zbrodni i precyzyjnie odtwarza klimat minionych dekad”. Ciekaw jestem co takiego spowodowało, iż właśnie taka tematyka przykuwa uwagę Michała Larka?

M.L: [śmiech] Tekst moich marketingowców. Ale coś w tym jest. Klimat to dla mnie podstawa opowieści. Nie piszę po to, żeby czytelnikowi opadła na końcu  „szczęka na ziemię”. Chcę uzyskać coś innego, może głębszego. Chcę go wciągnąć do swojego świata, i sprawić, że będzie o nim pamiętał jeszcze długo po lekturze. A skąd taka tematyka? Pewnie dlatego, że moją pierwszą książką kryminalną był mroczny reportaż o przerażającym człowieku działającym w latach 80. To doświadczenie pisarskie, ale i dziennikarskie uformowało mnie jako pisarza… Towarzyskie, bo wtedy wszedłem do świata policjantów, którzy w latach 70. zaczynali swoje kariery zawodowe.

Nie ukrywam, że „Furia” oraz „Na Tropie” to dla mnie rewelacyjne powieści, które na mojej liście bestsellerów są bardzo wysoko. Nie ukrywam, że to genialne kryminały, ale również świetny thriller erotyczny. Naprawdę podniecenie sięgało zenitu. Chciałem zapytać czy Michał Larek planuje w przyszłości napisać erotyk?

M.L: Dziękuję za te słowa. Naprawdę… No cóż, mam pewne opory, ale tak, planuję. Mam już trochę notatek, zarys drabinki. To będzie erotyk kryminalny… O kobiecie, która prowadziła podwójne życie, życie żony i matki oraz życie człowieka owładniętego dokumentnie seksem. Rzecz zaczyna się od znalezienia jej trupa. Śledztwo będzie bardzo pikantną rekonstrukcją jej rozpustnego życia… Ostatnio byłem na pewnej imprezie, dość nakrapianej. Kilka koleżanek bardzo usilnie namawiało mnie, żebym koniecznie napisał powieść erotyczną. Błysk w ich oczach wydał mi się rozstrzygającym argumentem [śmiech]

                                                                         Autorka zdjęcia: Beata Orcholska

Harry główny bohater serii „Dekada” – legenda poznańskiej policji to prawdziwy glina z krwi i kości. W swej pracy ociera się o granice prawa, a nawet w pewnych przypadkach ją przekracza. Czy zatem praca policji zaciera granice między światem policyjnym a gangsterskim?

M.L: Tak. Praca w pionie kryminalnym wiąże się z balansowaniem na granicy prawa… Na dylematach moralnych pracy operacyjnej można by zbudować nowe Kino Moralnego Niepokoju.

Po przeczytaniu „Furii” i „Na Tropie” doszedłem do pewnego wniosku, że w swoich powieściach dba Pan o zachowanie pewnej równowagi co do płci bohaterów. Wiele miejsca obok Harrego, Ostrowskiego, Kramerskiego, Dżerego czy Miszcza poświęca Pan na Katię Domagałę jak i również Ulę policjantkę z Buku. Proszę powiedzieć łatwiej, chętniej pisze się Panu bohaterów płci pięknej czy męskiej?

M.L: Łatwiej męskie, ale chętniej kobiece. W „Fatum” pojawi się kolejna mocna postać kobieca, „Berta”, czyli aspirantka Blamowska… Przy okazji powiem coś. Otóż w „Furii” wspomniana przez Pana Katia przechodzi z komisariatu do Komendy Wojewódzkiej.  Pierwszego dnia zostaje wezwana wraz z innymi na miejsce zbrodni. Dostaje wtedy okres, który boleśnie przeżywa. Ten pomysł podpowiedziała mi żona. Ale niektórym czytelnikom i czytelniczkom strasznie się to nie spodobało. Kto to widział, żeby policjantka miała okres? Kto to widział, żeby mężczyzna pisał o okresie!?… To było bardzo zabawne. Przez chwilę czułem się jak Gretkowska czy Filipiak, które na początku lat 90. były atakowane przez szowinistycznych krytyków za opisywanie menstruacji… Doprawdy, uśmiałem się do rozpuku. Życie jest ironiczne.

Wraz z Waldemarem Ciszakiem napisał Pan dwie książki dotyczące prawdziwych zbrodni sprzed lat. „Mężczyzna w białych butach” to powieść inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, które na początku lat 90. wstrząsnęły Polską. Druga książka to „Martwe Ciała” będąca zapisem makabrycznych zbrodni dokonywanych przez Edmunda Kolanowskiego. Czytając te książki zastanawiałem się czy naprawdę człowiek jest zdolny do aż takich czynów? Wreszcie zadawałem sobie pytanie, czy do podobnych zbrodni dochodzi dziś? Czy w tamtych latach miały one miejsce, ponieważ przestępcy czuli się mniej bezkarni, a dziś techniki policyjne ułatwiają wykrycie sprawcy? Czy być może było to związane ze zniesieniem kary śmierci? Po lekturze tych książek pytań rodzi się wiele – czy zasadnym jest przywrócenie kary śmierci? No, ale przecież polskie sądownictwo zna wiele przypadków pomyłek w rozstrzyganiu spraw sądowych.

M.L: Podjął Pan mnóstwo ciekawych i bardzo skomplikowanych wątków. Nie jestem kompetentny, żeby na nie sensownie odpowiedzieć. Powtórzę tylko coś, co sierżant Kowalski mówi do swojego kumpla w „Na tropie”: seryjny zabójca to metafora człowieka opanowanego przez wewnętrzne demony, mniejsze bądź większe. Tak uważam. Dlatego o nich piszę.

Zapewne można doszukać się wielu różnic w pisaniu powieści takich jak „Furia” i „Na Tropie” które są krótko mówiąc fabularyzowane (choć czasami nawiązują do prawdziwych zbrodni) a książkami takimi jak „Mężczyzna w białych butach” czy „Martwe Ciała” które są książkami inspirowanymi prawdziwą historią. Ciekaw jestem jaką decyzję podjąłby Michał Larek stając w obliczu pytania, a raczej wyboru – jaki jeden rodzaj twórczości wybrałby?

M.L: Piekielnie trudne pytanie [śmiech] Ale chyba poszedłbym w fikcję. Chciałbym za parę lat napisać kryminał, który nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. To byłby ukłon w stronę Michaela Manna czy Jean Pierre Melville’a. Kryminał jako piękny amerykański albo francuski sen. Sam klimat. Intensywne emocje. Czyste piękno.

Martwe Ciała” to książką będąca „ciekawą przewodniczką po zakamarkach biograficznych przestępcy”. Poznajemy pełen obraz Edmunda Kolanowskiego. Tak samo jest w przypadku pedofila i mordercy dzieci, którego wizerunek poznajemy w „Mężczyzna w białych butach”. Proszę powiedzieć, dlaczego książki tego typu powinny powstawać, a my powinniśmy poznawać tak brutalne fakty, biografie? Czyżby ku przestrodze?

M.L: Na to pytanie odpowiedziałem już wcześniej. Dobre kryminały to opowieści, które próbują wytłumaczyć, dlaczego ludzie dokonują czasami bardzo złych czynów. W dobrym kryminale jak w soczewce skupiają się złe ludzkie moce. Albo inaczej: kryminał to opowieść o naszych sekretnych motywacjach.

Jest Pan znany nie tylko z powieści kryminalnych, ale również dał się poznać jako pisarz podejmujący tematykę polityczną. Wraz z Jerzym Borowczykiem w książce „Punkty zapalne. Dwanaście rozmów o Polsce i o świecie” przeprowadził Pan ciekawe rozmowy o charakterze geo-politycznym. Można zatem stwierdzić, że Michał Larek to pisarz wszechstronny. Skąd pomysł na taką książkę?

M.L: „Punkty zapalne” to nasza kolejna wspólna książka składająca się z rozmów z ciekawymi ludźmi prezentującymi różne zawody. Chodziło nam o wskazanie źródeł najważniejszych konfliktów… Zaczęliśmy współpracę dokładnie dziesięć lat temu. W 2008 roku wydaliśmy tom rozmów z pisarzami zatytułowany „Rozmowa była możliwa”; to była taka gadana krytyka literacka. Potem przez szereg lat eksperymentowaliśmy z formą rozmowy. Po drodze był wywiad rzeka z wybitnym szczecińskim pisarzem. „Punkty zapalne” – są jednym z epizodów, chyba najbardziej dziennikarskim. Planujemy jeszcze jedną książkę: rozmowy o najważniejszych arcydzielnych powieściach – z różnymi ludźmi, w różnych miejscach, w różnych konwencjach.

Nie ukrywam, że moje zamiłowanie do kryminałów zrodziło się po przeczytaniu trylogii Stiega Larssona. Na okładce książek z serii „Dekada” oraz na stronie Wydawnictwa Czwarta Strona czytamy o Panu m.in. „…uzależniony od amerykańskich seriali i klasycznych szwedzkich kryminałów”. Ciekaw jestem jaka książka wywołała u Pana miłość do tej właśnie literatury?

M.L: Odpowiedź jest krótka. Książki Henninga Mankella! To on mnie na nowo wprawił w zachwyt kryminalny.

                                                                          Autor zdjęcia: Karol Małolepszy

Michał Larek to nie tylko pisarz poczytnych kryminałów, lecz również adiunkt w Zakładzie Literatury i Kultury Nowoczesnej Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Michał Larek prowadzi również kursy storytellingu. Jest Pan zatem pisarzem spełnionym. Proszę podzielić się z nami emocjami, jakie towarzyszą człowiekowi spełnionemu w realizacji swoich pasji?

M.L: Ależ ja z całą pewnością jestem niespełnionym pisarzem! Uważam, że jestem jeszcze na etapie twórczych poszukiwań. Nie wiem nawet, czy literatura to moje medium. Ciągnie mnie do obrazów…

Jak już wspomniałem prowadzi Pan kursy storytellingu dla adeptów sztuki pisania. Proszę powiedzieć jakie emocje towarzyszą Panu widząc na półkach księgarń książki Pana absolwentów?

M.L: Jeszcze ich nie widziałem. Wie pan, co? Te kursy są bardzo pouczające i dla mnie. Dlaczego? Dlatego, że pokazują mi jedną bardzo istotną rzecz. Jeśli ktoś chce zostać pisarzem, scenarzystą itd., musi być szalenie konsekwentny. A większość ludzi odpuszcza, dość szybko.

Główni bohaterowie Pana powieści to postaci bardzo charakterystyczne. W takich sytuacjach często zastanawiam się, kto zagrałby głównych bohaterów w adaptacji filmowej? Zatem pobawmy się we wróżkę. Reżyserem filmu na podstawie „Dekady”, odtwórcą roli Harrego i Katii Domagały byli by…?

M.L: Rozumiem, że mówimy o polskich twórcach? Przychodzą mi do głowy trzy nazwiska reżyserów. Pasikowski, Smarzowski i Vega. Jedna z recenzentek tak zdefiniowała „Furię” albo „Na tropie”: „kiedy Smarzowski spotyka Krajewskiego”, zachowując miarę – to jednak wybitni artyści – chcę powiedzieć, że coś w tym równaniu jest trafnego. A co do aktorów… Nie mam pojęcia. Ale spróbuję coś zasugerować. Harry – może Fabijański, ale za dziesięć lat [śmiech]; Damięcki, jeśli się go troszkę oszpeci. Dorociński? Idealny byłby Benicio del Toro [śmiech].  Katia – najczęściej przychodzi mi do głowy Olga Bołądź.

Storytelling jak już wiemy, to badanie techniki przyciągania uwagi odbiorcy. Chciałem zapytać jako bloger o „storytelling blogowy”. Jakie techniki zaleciłby Pan Czyt-NIKowi by jeszcze lepiej przyciągał uwagę odbiorców wszczepiając jeszcze większą miłość do książek?

M.L: Musiałbym dokładnie przeanalizować Pana bloga, żeby sprawdzić, jaka jest „przylepność” zamieszczonych tam tekstów. Przeczytałem kilka wpisów i muszę powiedzieć, że ma Pan angażującą frazę… Może w leadach poszczególnych artykułów opłaciłoby się zadać czasem sprytnie skonstruowane pytanie?… Na pewno zalecałbym założenie konta na Instagramie- tam się uprawia teraz skuteczniejszy storytelling.

Niebawem do księgarń trafi „Fatum” trzecia część „Dekady”. W wywiadzie dla poznańskiego oddziału Gazety Wyborczej przyznał Pan, że „chciałbym napisać dziesięciotomową serię”. Przyznam, że te słowa wywołały we mnie ogromne zadowolenie. Zatem nie sposób zapytać – jakie pisarskie plany na przyszłość ma Michał Larek? Czym wyjątkowym Michał Larek uraczy swoich miłośników?

M.L: Szykują się niespodzianki, ale nie chcę zapeszać.  Powiem tylko, że poza pisaniem pracy habilitacyjnej o storytellingu, piszę konspekty kilku mrocznych kryminałów.

      Zdjęcie pochodzi z archiwum Czyt-NIKa. Wykonano podczas spotkania na Warszawskich Targach Książki – 20.05.2018

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ I ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW LITERACKICH.

Dodaj komentarz