Wywiad z MAXEM CZORNYJEM

Max Czornyj – rocznik 1989. Adwokat, praktykował prawo w Polsce i we Włoszech. Autor mrocznej, bestsellerowej serii o Eryku Deryle, komisarzu z Lublina, „Ślepca”, „Najszczęśliwszej”, „Innej” oraz „Rzeźnika” – powieści inspirowanej prawdziwą historią seryjnego mordercy Józefa Cyppka, Rzeźnika z Niebuszewa. „Grób” to druga część z Lizą Langer i Orestem Rembertem. Pisarza pasjonuje broń czarnoprochowa – rewolwery Colta i Remingtona.

 

 

 

 

Zapraszam do wywiadu z Autorem najnowszego kryminału „Grób”.

Pamiętam, jak w październiku 2017 roku, przy okazji premiery Twojej pierwszej książki pisaliśmy ze sobą na Faceboku. Pisałeś wówczas o swoich emocjach związanych z tym debiutem. Dziś, gdy pojawia się Twoja dziesiąta książka (nie licząc antologii), ciekaw jestem jakie teraz towarzyszą Ci emocje? Masz ugruntowaną pozycję na rynku. Czy emocje nadal są te same?

M.Cz: Tak mocno tkwię w świecie kolejnej fabuły, że gdyby nie całe zamieszanie medialne w związku z premierą “Grobu” chyba całkowicie bym ją przegapił. To zasadnicza zmiana względem początków. Wtedy bacznie śledziłem wszystko, co się dzieje, bo musiałem podjąć decyzję jaką drogę w życiu obrać. Teraz to pisanie jest moim światem i nie mam dylematów.  Muszę tylko sumiennie robić swoje.

„Grób” to kolejna książka, w której ukazujesz swój kunszt pisarski. Czy z kolejną książką jest Ci trudniej sprostać wymaganiom czytelnika? Czy jednak łatwiej jest dotrzeć do Twoich miłośników, którzy mogą spodziewać się w Twoich książkach mnóstwa krwi i mięsa?

M.Cz: Sam zawieszam sobie poprzeczkę coraz wyżej. Nie potrzebuję żadnej zewnętrznej mobilizacji. W tym co robię staram się niezmiennie być coraz lepszy. Mnóstwo czasu poświęcam na redakcję, korekty et cetera… Jednak przede wszystkim kieruję się zasadą, że moje emocje będą emocjami czytelników. Jeżeli fabuła mnie nie pobudza usuwam ją i wyrzucam z umysłu. Zaczynam od początku licząc, że adrenalina będzie towarzyszyła mi aż do końca. To się sprawdza.

„Grób” dotyka wydarzeń z historii ekspedycji Ernsta Schafera do Tybetu. Z zawodu jesteś adwokatem. Zastanawiam się, czy w Twoich książkach w przyszłości trzonem fabuły będzie sprawa z wokandy, którą prowadziłeś?

M.Cz: Nie. Sprawy, które prowadziłem nasączyły mnie i mogą po odpowiednim przefiltrowaniu przez tajemnicę adwokacką stanowić irrelewantne tło. Natomiast staram się ich nie dopuszczać na pierwszy plan.

„Pewne jest, że żadnym czasom nie brakuje szaleńców”. Ciekaw jestem, kto według Ciebie w historii ludzkości był największym szaleńcem, o którym na myśl jeży się włos na głowie nawet Maxowi Czornyjowi?

M.Cz: Czymż jest szaleństwo? Czy szaleńcem był ten, który pragnął oddać królestwo za konia? Czy Dżingis Chan, z którego rozkazu ponoć wymordowano najwięcej ludzi w historii? Mao, Pol-Pot, Kimowie, Hitler, Stalin, Lenin… To komunały. Wydaje mi się, że największe szaleństwo może tkwić w człowieku, o którym ani ty, ani ja nie usłyszymy w wiadomościach lub programach historycznych. Weźmy na przykład Józefa Cyppka, bohatera “Rzeźnika” – ponoć opisy wystarczyły by nieźle namieszać w głowach czytelników. Gdy trafię na kolejny taki temat zabiorę się za niego. A wtedy sam na jakiś czas niemal utożsamię się z tym szaleńcem…

Nie da się ukryć, że w Polsce jesteś rozpoznawalnym pisarzem mrocznych kryminałów oraz thrillerów psychologicznych. Przyznaj proszę, po jaką literaturę sięgasz w zaciszu domowym? Jaki gatunek literacki uwielbiasz najbardziej?

M.Cz: Memuary, dawną literaturę podróżniczą, powieść gotycką… Czytam mnóstwo, przenosząc się do dawnych wieków i nasiąkając ich atmosferą. Z tego świata wyciągnąć mnie może jedynie ciekawość, co los przyniesie tworzonym przeze mnie bohaterom.

Jak już wspomniałem kryminały i thrillery to Twoja domena. W jakim innym gatunku literackim moglibyśmy w przyszłości poznać pisarską twarz Maxa Czornyja?

M.Cz: Nie widzę granic. Nie zabrałbym się jedynie za fikcję naukową, gdyż to kompletnie nie mój świat. Jako człowiek nie mający większego pojęcia o współczesnej technologii i nie odróżniający tabletu od laptopa nie poważyłbym się pisać o gwiezdnych wojnach.

Żadnemu rodzicowi nie powinno zadawać się pytania „które ze swoich dzieci kocha najbardziej?”. Ciekaw jestem, których bohaterów darzysz większą sympatią? Czy Lizę Langer i Oresta Remberta czy jednak Eryka Deryło i Tamarę Haler?

M.Cz: Teraz, po kilkuset godzinach spędzonych z Lizą i Orestem mam ich serdecznie dość. Przez cały ten czas byli nie tyle obok mnie, co we mnie. Często powracałem myślami do Deryły zastanawiając się, co słychać u niego i Haler. Operując nowoczesną nomenklaturą pisanie o duetach można przyrównać do swingowania. Po znudzeniu się jedną parą pragnę przerzucić się na kolejną… A w między czasie może się wymienimy.

W posłowiu przyznajesz, że „Ślepiec miał stanowić tylko pojedyncze spotkanie z Lizą i Orestem”. Na szczęście przyszłość zmieniła Twoje plany, gdyż pojawiła się druga część. Czy „Grób” nie będzie końcem historii Langer i Remberta? Czy możemy spodziewać się kontynuacji?

M.Cz: Nie mam pojęcia. Jak wspomniałem na razie mam dość tej dwójki. Jednak po tak intensywnym pisaniu to całkowicie normalne. Potrzebuję separacji. A za jakiś czas zapewne znów zaczną się dobijać do mojej podświadomości. Wtedy tylko od ich determinacji będzie zależało, czy w momencie, gdy zacznę tworzyć kolejną fabułę to Langer i Rembert zjawią się wśród ociekających krwią ścian…

Większość swoich książek, w tym „Grób” kończysz słowami „Fade to black”. Przyznaj proszę, jaki to ma cel, jakiś ukryty znak? A może po prostu uwielbiasz tę piosenkę zespołu Metallica?

M.Cz: Nie chodzi o piosenkę Metalliki. Chyba nawet jej nie kojarzę. “Fade to black” to określenie procesu, który zachodzi na ekranach po zakończeniu filmu – owe zaciemnienie, “zaczornyjenie” obrazu. Dokładnie taki efekt występuje w moim umyśle, gdy spisuję ostatnie zdania. To kwestia tego, że w umyśle swoje książki widzę właśnie niczym pokazy filmowe.

Rok 2020 dopiero się rozpoczął. Jakie są Twoje plany twórcze na ten rok? Czy będą kontynuacje Twoich serii, czy może pojawi się thriller psychologiczny lub książka oparta na faktach? A może Max Czornyj zaskoczy nas czymś nowym?

M.Cz: Mogę tylko zdradzić, że kalendarz wydawniczy już teraz pęka w szwach. A fabuły wciąż każą mi pisać i poznać co będzie dalej. Poza tym za bardzo zżyłem się z Deryło i Haler, aby ich porzucić. Choć może się okazać, że tym razem żurawie origami to zwiastun śmierci.

To, czego doświadczyła Tatiana Kwiatkowska vel. Trixie zwala z nóg. Czytając o torturach jakim była poddana jeży się włos na głowie. Zastanawiam się skąd czerpiesz pomysły na takie historie i czy można posunąć się jeszcze dalej?

M.Cz: Epatowanie okrucieństwem czy makabrą nie jest moim celem. Jednak gdy jakaś scena pojawia się w moim umyśle nie cenzuruję się. Opisuję wszystko, co widzę. Dzielę się swoimi emocjami, bo wiem, że one pobudzą również czytelnika. Stworzymy nasz koherentny świat i wypełnimy go tożsamymi obrazami. Dlatego relacja czytelnika i autora jest na pewnym poziomie tak silna jak w sektach. Lecz o ileż przyjemniejsza!

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ. ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW.

Dodaj komentarz