Wywiad z MARCINEM MICHAŁEM WYSOCKIM

Marcin Michał Wysocki –  urodzony w 1965 roku w Warszawie, absolwent kilku fakultetów na uczelniach krajowych i zagranicznych, doktor nauk humanistycznych UŁ. Był m.in. asystentem oraz tłumaczem Jeffa Goffa i Jacka Wrighta w musicalu „Narzeczona rozbójnika (Teatr Popularny). W Teatrze Ateneum asystował takim osobowościom teatru polskiego jak: Laco Adamik, Krzysztof Zaleski, Wojciech Młynarski czy Janusz Warmiński. Współpracował z TVP w programach „LUZ”, „Sportowa apteka”, „Kawa czy herbata?”. Był autorem muzyki do programu „Mur”, „Sportowa apteka” oraz nagrał autorską płytę „Head”. Próbował swych sił w roli speakera w Radio Zet u Andrzeja Wojciechowskiego. Dotąd wydano cztery pozycje jego autorstwa: pracę naukową „Wyznaczniki tożsamości etnicznej […]”; nagrodzoną monografię żołnierza AK, pt. „Michał Wysocki. Wspomnienia z lat 1921-1955”, impresję historyczną: „Remedium na śmierć – historie prawdziwe”, oraz relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego, pt. „A jednak przeżyliśmy. Niezwykłe wspomnienia”.

Zapraszam do wywiadu z Autorem książki „Baku, Moskwa, Warszawa”.

„Baku, Moskwa, Warszawa” to Pana debiut beletrystyczny. Wcześniej napisał Pan pracę naukową, monografię, impresję historyczną oraz relacje kombatantów z okresu Powstania Warszawskiego. Proszę przyznać, co wpłynęło na podjęcie decyzji, by napisać powieść?

M.M.W: Nosiłem się z tym zamiarem od zawsze. Nawet posiadam kilka popełnionych, a niewydanych dzieł w głębokiej Szuflandii, jednak historie z drugiej wojny światowej dopadały mnie czasem nieoczekiwanie i nie pozwalały zająć się czymś banalniejszym niż one. Tak było z moją ostatnią książką „A jednak przeżyliśmy… (niezwykłe wspomnienia)”, którą napisałem z powodu przypadkowego spotkania  arcyinteresującego kombatanta i jego współtowarzyszy, zamieszkujących Dom Kombatanta w Legionowie. Wciągnęli mnie w wir tamtych bohaterów, tragicznej okupacji i heroicznej walki, przy których każdy zwyczajny temat wydawał się miałki i banalny. Dopiero po trzech książkach historyczno-wspomnieniowych, gdy przetrawiłem w duszy traumę tamtej wojny, poczułem się uwolniony i zdolny do podjęcia innej problematyki.

https://www.facebook.com/MMWysockiAutor/posts/103447851242086

Pana książka jest prawdziwym obrazem życiowej drogi Ajdyna Łazimowa. Co takiego wpłynęło na podjęcie decyzji, by podzielić się historią Azera, którego poznał Pan w Chorwacji podczas rejsu szkoleniowego?

M.M.W: Pierwszym, co mną zawładnęło, to strzępy interesującej biografii – z punku widzenia fabularnego. Egzotyczne miejsca, ciekawe dekoracje, mnóstwo anegdot i niezapomniane przygody. Mówię o strzępach biografii, gdyż jej większą całość poznałem dopiero podczas kilku wywiadów z Ajdynem, na które umówiliśmy się niemal od razu. Jak większość osób piszących, czerpię garściami z okazji jakie przynosi Los. Mam cały czas włączone radary na zajmujące opowieści i bardzo często zapisuję w telefonie pojedyncze zdania, skojarzenia albo myśli, które mogły zniknąć w niebycie. Czasem notuję specyficzne elementy języka moich rozmówców, które mogą w przyszłości posłużyć budowaniu odrębności fikcyjnej postaci poprzez nadanie jej charakterystycznego sposobu wypowiedzi. W tym przypadku nie sądziłem, że to będzie tak bogata i wielowarstwowa opowieść, iż posłuży na odrębną książkę. Dopiero po bliższym poznaniu Łazimowa, zafascynowały mnie jej warstwy pozafabularne – czyli to, co dla mnie jest w literaturze najważniejsze. Poza nielicznymi wyjątkami, typu Lee Child, nie jestem fanem twórczości opartej na akcji, jako głównym atrybucie czy przesłance jej powstania. A tutaj, zupełnie dla mnie niespodziewanie, przyszło mi poznać daleki kraj oraz naród o złożonym, do pewnego stopnia obcym usposobieniu i temperamencie. Zanurzyć się w ich rzeczywistości społecznej i politycznej, a przede wszystkim ekscytującej kulturze. A potem, po przetrawieniu tych informacji i nabraniu dystansu, szerszego spojrzenia poprzez tak zwany reaserch – wyzwaniem stało się przekazanie tego innym. Uprzystępnienie wiedzy, jak mówią socjologowie. Na końcu pochłonęła mnie chęć poznania i przedstawienia perspektywy pojedynczego człowieka, nie tylko na wydarzenia historyczne, lecz po prostu na życie.

„Baku, Moskwa, Warszawa”, to trzy miasta, które odegrały ważną rolę na życiowej mapie bohatera Pana książki. Proszę przyznać, jakie trzy miasta mają takie znaczenie dla Pana?

M.M.W: Dużo podróżuję, jednak moje najważniejsze miejsca na ziemi znajdują się w Polsce. Pierwsze to Warszawa – mimo eklektyzmu i powszechnie panującego socrealizmu. Nie do wiary, z iloma zakątkami tego miasta wiążą się moje osobiste historie. Poza stolicą to na pewno Zamość i Kalisz, w których spędziłem po dwa lata swojej buńczucznej młodzieńczości, a także Kraków, z którym dosyć długo byłem związany zawodowo. A poza krajem? Zafascynował mnie niedawno Lwów, uwielbiam Newport w Nowej Anglii – światową stolicę żeglarstwa, gdzie mógłbym żyć, gdybym nie kochał tak ojczyzny, a także Nowa Zelandia, jeśli poczułbym kiedykolwiek pociąg do strzyżenia owiec, gdyż tamtejsze krajobrazy zrobiły na mnie niezapomniane wrażenie.

Azerbejdżan – Polska. Jakie różnice zauważył Pan w kulturze tych dwóch Państw? Czy są jakieś elementy wspólne, łączące nas?

M.M.W: Różnic, szczególnie kulturowych jest zbyt wiele, aby je tutaj móc wymienić – w mojej powieści zaledwie się o nie ocieramy – nie wspominając o sferze politycznej, religijnej czy gospodarczej. Podobieństwa zaś mają zazwyczaj naturę ogólnoludzką – wszędzie są ludzie dobrzy i źli, mądrzy i głupi; każdy z nas pragnie miłości, wolności, kocha swoją rodzinę i chce dla najbliższych jak najlepiej. W książce jednak śledzę te wątki, które mówią o związkach historycznych, łączących nasze kraje. Wspominam w niej m.in. o bolszewickim współpracowniku, a potem – po zdławieniu azerskiego samostanowienia – najważniejszym opozycjoniście komunistycznym, Mehmedzie Resulzade. W 1931 roku, po uciecze z rąk Sowietów, trafił do wolnej Polski i ożenił się z Wandą… bratanicą marszałka Józefa Piłsudskiego. Taki zaskakujący potrafi być ludzki Los.

„Baku, Moskwa, Warszawa” to Pana podwójny debiut. Pierwszy beletrystyczny. Drugi związany jest z Pana wydawcą – QES Agency, który dotychczas wydawał e-booki. Ta książka w formie papierowej jest pierwszą, sygnowaną ich znakiem jakości. Proszę powiedzieć, jakie emocje towarzyszą w takich momentach?

M.M.W: Och, wydawanie książki papierowej to bardzo złożona sprawa, szczególnie w czasach pandemii, gdy większość wydawnictw wstrzymała swoje produkcje. Skoczyliśmy na głęboką wodę, każdego dnia się uczymy i doświadczamy czegoś nowego, a czy wypłyniemy na powierzchnię, czy nie, to już będzie zależało od przychylności Czytelników. Odpowiadając wprost na pytanie: wydawaniu książki towarzyszą emocje ekstremalne. To na pewno.

Od 16 kwietnia dostępny jest e-book Pana książki. Wersja papierowa pojawiła się 10 maja. Proszę zdradzić czytelnikom, gdzie można nabyć Pana książkę. Czy jest również możliwość nabycia jej z Pana autografem, dedykacją?

M.M.W: Książka papierowa, tak jak i obecnie ebook, będzie dostępna w każdej księgarni internetowej, a po czasach zarazy w sklepach stacjonarnych. Natomiast, aby uzyskać autograf, zapraszam na spotkania autorskie. Podejrzewam, że najbliższe – przynajmniej obiecane przeze mnie w niedawnym wywiadzie internetowym – odbędzie się w Kaliszu, choć w tej pandemicznej dobie trudno jest o konkretną datę.

„Baku, Moskwa, Warszawa” jest książką przemyślaną. Proszę przyznać, jak długo trwały prace przy jej pisaniu?

M.M.W: To jest u mnie dosyć standardowy proces. Koncepcja książki, w tym przypadku były to wywiady z Ajdynem Łazimowem i zbieranie materiałów – ten tak zwany research oraz budowa konstrukcji powieści, to razem około dwóch miesięcy pracy. To sporo, zważając, że niektórym tyle czasu zajmuje napisanie całej książki. Osobiście nie wierzę, że można mieć tyle wartościowego, mądrego i jednocześnie zajmującego do przekazania innym, aby wymagało to kilku powieści rocznie. Chyba, że treść nie jest najistotniejsza dla autora, lecz czysta rozrywka. Obserwując przykłady największych pisarzy widzimy, że zdarza im się wydać jedną publikację na dwa, kilka, czasem nawet na kilkanaście lat, podczas gdy inni popełniają tylko jedną w życiu, za to bardzo dla nas ważną. U mnie w każdym razie, po etapie przygotowawczym następuje okres zasadniczej pracy nad tekstem, który zajmuje około pół roku do dziesięciu miesięcy, a potem potrzebne są jeszcze dwa na poprawki redakcyjne oraz wprowadzenie zmian po konsultacjach z koleżankami i kolegami po fachu. Zwykle napisanie książki zajmuje mi więc około roku do półtora, a takiej bardziej wymagającej nawet kilka lat. Nad taką właśnie, filozoficzną powieścią drogi, równolegle pracuję, pisząc ją po raz kolejny właściwie od nowa.

Pana książka gwarantuje czytelnikom wiele emocji. Jest również zaproszeniem do podjęcia wewnętrznej dyskusji o naszym życiu. Proszę powiedzieć dlaczego jeszcze warto sięgnąć po „Baku, Moskwa, Warszawa”?

M.M.W: Ta książka, w swoim założeniu, zadaje więcej pytań niż daje odpowiedzi. Ma to na celu autorefleksję przez porównanie naszych własnych wyborów życiowych z tymi, które popełnił ktoś inny, bohater powieści. Jego przykład ma nam pokazywać dostępne opcje, poszerzać horyzont, a nie go zawężać do banalnych, czarno-białych morałów. Jeśli ktoś poszukuje konkretnych recept, to niech raczej sięgnie po literaturę popularną, gdzie łatwo szafuje się przepisami na życie. Tutaj, historią tego konkretnego człowieka, ilustruję jak własne decyzje wpłynęły na jego losy po to, abyśmy uczyli się na czyichś błędach, oszczędzając sobie i tak licznych własnych rozczarowań; a jednocześnie, abyśmy czasem nabrali otuchy i motywacji do działania, jeśli okaże się, że strategia życiowej wytrwałości i konsekwentnego działania przynosi efekty. Czy tak jest w tym przypadku, bo wcale nie jest to oczywiste, przekonamy się czytając „Baku, Moskwa, Warszawa”.

Pana książka opisuje prawdziwą historię. Proszę przyznać, czy planuje Pan napisać książkę będącą w całości wyrazem Pana fikcji literackiej? Jeśli tak, to jaki byłby to gatunek literacki?

M.M.W: Nie wiem czy kiedykolwiek oderwę się od rzeczywistości, gdyż nawet wspomniana przeze mnie powieść drogi, nad którą pracuję od kilku lat, jest oparta na prawdziwej historii, choć tym razem mojej własnej. Obecnie mam także na warsztacie zbiór opowiadań, w którym cztery z dziecięciu historii wydarzyły się naprawdę.

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ. ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW.

Dodaj komentarz