Wywiad z MAGDALENĄ MAJCHER

Wszystkich miłośników dobrej książki Czyt-NIK zaprasza do pierwszego wywiadu.

MAGDALENA MAJCHER – autorka poczytnych i lubianych powieści obyczajowych, recenzentka, blogerka, redaktorka, copywriterka i… mama dwóch synów. Dotychczas na polskim rynku wydawniczym ukazały się „Jeden wieczór w Paradise”, „Stan nie! błogosławiony”, „Matka mojej córki”, „Wszystkie pory uczuć. Jesień”. 17 stycznia 2018 roku miała miejsce premiera najnowszej książki autorki – „Wszystkie pory uczuć. Zima”.

W jednym z wywiadów przytoczyła Pani słowa Konfucjusza „Wybierz pracę, którą kochasz, a nie będziesz musiał pracować nawet przez jeden dzień w swoim życiu”. Proszę powiedzieć, co sprawia Pani większą przyjemność, recenzowanie czy jednak twórczość pisarska?

M.M: Na bloga już tak naprawdę nie mam czasu. Przyszedł taki moment w moim życiu, że musiałam wybrać. Nie jestem w stanie się rozdwoić, na recenzowanie najzwyczajniej brakowało mi czasu. Prowadziłam intensywnie bloga przez kilka lat – to, wbrew pozorom, wcale nie jest łatwe zadanie. Czytanie pod presją czasu w pewnym momencie po prostu przestało sprawiać mi przyjemność. Dzisiaj czytam mniej, ale bardziej wnikliwie. Nie gonią mnie terminy. Sporadycznie publikuję coś na blogu, recenzuję naprawdę niewiele książek, tylko te, na których najbardziej mi zależy i które chciałabym promować. Tworzenie własnych historii jest zdecydowanie tym kierunkiem, w którym pragnę podążać. Jesień, zima, wiosna a może lato. Która pora roku najlepiej opisuje Pani osobę – charakter, upodobania, styl życia? Jestem stworzeniem ciepłolubnym, często powtarzam, że powinnam zapadać w sen zimowy i to wcale nie jest żart! Moją ulubioną porą roku jest wiosna, zawsze niecierpliwie czekam też na wakacyjny urlop. A która pora roku najlepiej opisuje moją osobę? Lato. Jest gorąco, intensywnie, dużo się dzieje.

Skąd zrodził się pomysł na stworzenie cyklu książek w rytmie „Wszystkich pór roku”. Co było inspiracją do stworzenia czterech wciągających historii?

M.M: Jak to zwykle bywa, najlepsze pomysły rodzą się przypadkiem. Początkowo nie planowaliśmy z wydawcą całej serii. Taki pomysł pojawił się, kiedy powieść jesienna była już ukończona i lada moment miała iść do druku.

W najnowszej drugiej części „Wszystkie pory roku. Zima”, dziękuje Pani mężowi za inspirację. Proszę powiedzieć ile w Pani twórczości jest historii pisanych przez samo życie a ile to efekt fikcji literackiej?

M.M: Moje książki w stu procentach są wytworem mojej wyobraźni. Nie inspiruję się ludźmi, ich historiami. Tutaj z tą inspiracją chodziło o samo miejsce, o Zakopane, gdzie Róża i Tadeusz pojechali w podróż poślubną, a gdzie spędziliśmy kiedyś z moim mężem wspaniałe chwile. Jednak ta historia nie ma nic wspólnego z naszym życiem.

Zostańmy jeszcze przy sprawach rodzinnych – czy wsparcie ze strony najbliższych jest ważnym elementem w procesie pisania i w jaki sposób to wsparcie się przejawia? Czy izoluje się Pani od najbliższych na czas przypływu twórczej inspiracji? Czy może jednak obecność bliskich jest motorem napędowym do tworzenia?

M.M: Piszę w chaosie. Świat może się walić, a ja się odcinam i pogrążam w rzeczywistości moich bohaterów. Po prostu mam książkę i muszę ją napisać, nie zważając na okoliczności. Gdybym miała się izolować, nie napisałabym ani jednego tekstu, bo w moim przypadku nie ma na to szans. Mam dwoje dzieci, dwupokojowe mieszkanie i męża pracującego w niestandardowych godzinach. No, i to szczęście, że mąż bardzo dobrze ogarnia sprawy domowe, gotuje, sprząta, odbiera starszego syna ze szkoły. Mam w nim ogromne wsparcie, można powiedzieć, że umożliwia mi pracę.

Laptop czy specjalny notes – na czym wygodniej pisze się Pani książki?

M.M: Zdecydowanie laptop. Chociażby z prozaicznej przyczyny – do wydawnictwa muszę dostarczyć książkę w pliku. Gdybym miała pisać ręcznie, a potem przepisywać na komputerze… cóż, dołożyłabym sobie niepotrzebnej pracy.

Jak wygląda sam proces tworzenia postaci danych powieści. Czy każda z nich ma na tablicy korkowej przypięte kartki z cechami charakteru lub historiami jakie doświadcza bohater?

M.M: Nie, ja tak nie pracuję. Nie notuję, nie rozpisuję książki. Wszystko mam w głowie. Potem tylko, kiedy zaczynam pisać, otwieram dwa pliki – jeden z tekstem książki, drugi z notatkami. W tym drugim zapisuję ważne szczegóły, jak, na przykład, wiek postaci, zawód, szczegóły ich wyglądu.

Czy istnieje jakiś klucz, metoda, złoty środek na napisanie ciekawej i wciągającej książki? Jakie rady ma Pani dla początkujących autorów?

M.M: Nie istnieje żaden złoty środek. Pisać, pisać, pisać i jeszcze raz pisać. Szlifować warsztat, doskonalić się – to jedyna metoda.

Czy po ostatniej części „Wszystkich pór roku”, czytelnicy dostaną do rąk powieść opisaną na faktach z zagadką rodzinną w tle? Czy ma Pani pomysł na rozwinięcie historii związanej z Pani pradziadkiem?

M.M: Faktycznie, wspomniałam kiedyś o tym, że chciałabym napisać powieść inspirowaną historią mojego pradziadka, ale na tę chwilę nie mam jej w najbliższych planach. Zapewne wrócę kiedyś do tego pomysłu, ale musi on swoje „odleżeć” w mojej głowie.

Gdyby miała Pani wyjechać na wczasy na bezludną wyspę – jaką książkę (oprócz swojej) spakowałaby Pani do walizki?

M.M: I to jest właśnie plus czytnika, z którego korzystam. Nie musiałabym wybierać.

Czy doświadczenie prowadzenia bloga, recenzowania książek jest ułatwieniem czy może jednak utrudnieniem dla pisarki?

M.M: Czy ja wiem? Na pewno, żeby dobrze pisać, trzeba dużo czytać. Należy obcować ze słowem pisanym, to niezbędne. No, i nie oszukujmy się, podczas prowadzenia bloga miałam nieocenioną możliwość doskonalenia pióra, mogłam się rozwijać.

Mentalnie bliżej Pani do Hani Szydłowskiej głównej bohaterki „Wszystkich pór roku”, czy może jednak do Edyty Zielińskiej dyrektorki szkoły do której uczęszcza Daria?

M.M: Rzeczywiście, te dwie postacie są kompletnie różne. Prawdę mówiąc, nigdy nie identyfikuję się z żadną z moich bohaterek, ale gdybym miała wybierać między tymi dwoma kobietami, postawiłabym na Edytę Zielińską. Hania jest wycofana, biernie zgadza się na wszystko, co przynosi jej los. A ja zawsze walczę o swoje.

Główna bohaterka pierwszej części Pani cyklu zaprzyjaźniła się z Renatą – wróżką. Czy korzystała Pani z porady wróżki? Czy taka pomoc może odwrócić bieg wydarzeń, czy jednak pozwoli godnie przyjmować to, co daje nam los?

M.M: Przyznaję, że się zdarzyło. Jako młoda dziewczyna kilka razy korzystałam z porad wróżki, ale teraz mocniej stąpam po ziemi. Nie potrafię nawet dzisiaj powiedzieć, czy cokolwiek się sprawdziło, wszystkie „wróżby” były bardzo ogólne, śmiało mogły dotyczyć życia mojego i dziesięciu zupełnie innych osób. Dziś sceptycznie podchodzę do tej instytucji. Nie mam potrzeby. Co nie znaczy, że nie tworzyłam tej postaci z szaloną przyjemnością.

Jak długo dorastała Pani do myśli, że może jednak warto spróbować swoich sił jako autorka? Czy był taki kluczowy moment, wydarzenie, które spowodowało, że na dobre zaowocowała myśl: „Tak, to teraz-moje pięć minut”?

M.M: Długo. Szukałam sposobu, w jaki mogę wyrazić siebie, swoje myśli. Słowo pisane towarzyszyło mi praktycznie od zawsze, ale miałam wrażenie, że napisanie i wydanie swojej książki jest wydarzeniem na miarę lotu w kosmos. Takim zwrotnym momentem w moim życiu były narodziny drugiego syna. Wiedziałam, że po macierzyńskim nie chcę wracać na etat, że chcę mieć więcej czasu dla dzieci, być tuż obok, ale równocześnie spełniać marzenia, realizować się zawodowo. I wtedy się odważyłam.

Pani literatura w głównej mierze skierowana jest do kobiet. Osobiście jestem jednak przekonany, że mężczyzna również jest w stanie wiele zyskać dla siebie po sięgnięciu do Pani książek. Proszę powiedzieć, w jaki sposób najlepiej zachęcić mężczyzn do Pani twórczości?

M.M: Mężczyźni z reguły wolą literaturę faktu czy sensacyjną, ale rzeczywiście, otrzymuję pełne sympatii sygnały od czytelników, nie tylko od czytelniczek. Jak mogłabym zachęcić? Nie wiem, nigdy nie byłam w tym dobra. Powiem jedynie, że moje powieści na pewno nie są romansami. To historie z gatunku tych trudniejszych, refleksyjnych, wzbudzających niekoniecznie same dobre i pozytywne emocje. Samo życie.

Czym dla Pani byłoby życie bez książki, bez twórczości literackiej? Czy znalazłaby Pani jakiś substytut?

M.M: Nie, nie wyobrażam sobie. Robię to, co kocham i nie zamierzam z tego zrezygnować.

W drugiej części „Wszystkie pory roku. Zima”, przybliża nam Pani dalsze losy pani Róży – dyrektorki domu dziecka, z którego pochodzi Hania, Joanna i Monika. Czy zatem trzecia część poświęcona będzie historii Joanny i Maćka a czwarta Renaty i jej miłości sprzed lat…?

M.M: Nie, to byłoby zbyt proste, a ja nie lubię oczywistych rozwiązań. Na razie jednak nie mogę zdradzić więcej. Proszę śledzić zapowiedzi.

Na koniec proponuję zabawić się we wróżkę. Co odpowiedziałaby wróżka Renata na pytanie „Jakie plany po ukazaniu się czwartej części Wszystkie pory uczuć?” ma Magdalena Majcher? Może erotyk, kryminał, powieść historyczna?

M.M: Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, co jeszcze w swoim życiu napiszę, ale wiem, czego nie napiszę – erotyku. To numer jeden na mojej liście. Znajduje się na niej jeszcze kilka gatunków. A co po „Wszystkich porach uczuć”? Coś, czego jeszcze u mnie nie było. Myślę, że moi czytelnicy będą po raz kolejny zaskoczeni. Już „Zima” ich zaskoczyła, a teraz szykuję jeszcze coś innego.

Autorką zdjęć jest Weronika Smieszek

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ I ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW LITERACKICH

Dodaj komentarz