Wywiad z CEZARYM BOROWYM

Cezary Borowy – przed końcem ósmej klasy przeczytał wszystkie książki przygodowe w okolicznych bibliotekach. Chciał to poznać, zobaczyć, dotknąć. „Tak, akurat tam na ciebie czekają!” drwili dorośli. Nie uwierzył. 10 lat później bardzo starannie pakował się na wycieczkę Orbisu do Londynu. Wiedział, że to będzie wyjazd w jedną stronę. Lubił samotność, a strach nauczył się oswajać. Nie zagrzewał miejsca – ciekawość zagnała go do rozklekotanych autobusów Nepalu i cieknących łodzi na Filipinach, przez slumsy Kalkuty po obsesyjnie czyste aleje Singapuru, aż do miejsca, z którego mówili, że wyjedzie już tylko nogami do przodu. Dziś maratończyk, właściciel firmy usługowej w branży finansowej i przewodnik po Azji – po 30 latach wraca do Indii i decyduje się na dwustukilometrową pieszą wędrówkę, by uporządkować wspomnienia, a także zrozumieć, dlaczego tamto życie było możliwe.

Zapraszam do wywiadu z autorem książki „Spowiedź Hana Solo. Byłem przemytnikiem w Indiach”.

„Spowiedź Hana Solo. Byłem przemytnikiem w Indiach” to fascynująca podróż w niezwykłe miejsce. Zastanawiam się dlaczego akurat Indie? Co takiego zauroczyło Pana w tym kraju? Co sprawiło, że właśnie tam podążył Pan w latach młodości?

C.B: To tradycja rodzinna, która przechodzi z pokolenia na pokolenie. Gdy miałem szesnaście lat w Indiach był mój Tata. Przywiózł różne artefakty, foldery, mapy, jak to z dalekiej podróży. Oglądałem je, wpatrywałem się w dziwnie brzmiące nazwy miast na mapach.  Słuchałem egzotycznej, niezrozumiałej muzyki z kaset magnetofonowych które otrzymałem w prezencie i przy tych dźwiękach marzyłem, ze kiedyś tam pojadę. Minęło dziesięć lat i postanowiłem zrealizować swoje marzenie. Obecnie moje dorosłe dzieci zakochały się w Indiach.

Dzięki tej książce polski czytelnik może poznać historię relacji międzyludzkich, które jak to Pan określił „były częścią naszej małej społeczności w Azji Południowej w latach osiemdziesiątych. Co skłoniło Pana, by po trzydziestu latach podzielić się z nami swoimi historiami?

C.B: Bez względu ktoś ocenia naszą aktywność na subkontynencie jest to kawałek nieznanej historii. Bo był to jedyny przypadek gdy Polacy stworzyli kilkuset osobową wspólnotę przemytników pomiędzy dwoma egzotycznymi krajami. Tę bardzo solidarną, wspierającą się społeczność tworzyła tak naprawdę młoda polska inteligencja. Chciałem to utrwalić, zapisać, pokazać jacy byliśmy my Polacy tuż przez upadkiem PRL-u.

W książce pisze Pan o przemycaniu. Czy nie obawia się Pan konsekwencji po upublicznieniu kilku pikantnych faktów ze swojego życia?

C.B: Nie, konsekwencji prawnych się nie obawiam. Minęło 30 lat, wszystko jest przedawnione, nawet gdyby się pojawiły to się z nimi zmierzę. W życiu bardzo często się czegoś obawiamy, ale to nie powinno nas powstrzymywać przed działaniem. Należy przynajmniej starać się zarządzać strachem. Miałbym teraz zwlekać z publikacją dobrze,  napisanej, interesującej książki ?

Gdyby mógł Pan przenieść się w czasie do lat osiemdziesiątych, do dnia podjęcia decyzji o wyprawie do Indii. Patrząc z perspektywy czasu czy też doświadczenia, czy podjąłby Pan tę samą decyzję o wyjeździe do Azji Południowej?

C.B: Zdecydowanie tak, jeszcze raz tak. Tamte doświadczenia ukształtowały mnie jako człowieka, jako mężczyznę, wzmocniły mnie. Po powrocie miałem poczucie, że skoro w tamtych okolicznościach dałem sobie radę to już zawsze sobie poradzę. Tak mocne przeżycia w tak wczesnym wieku dają poczucie siły.

W książce dzieli się Pan barwnymi historiami. Jest to pewnego rodzaju spowiedź. Zastanawiam się, czy jest jakaś historia, nad którą długo myślał Pan, czy umieścić ją na łamach książki? Czy może jest również taka, której nie umieścił Pan z różnych obaw?

C.B: Tak, zastanawiałem się czy opisać fakt, że w pewnym momencie zaczęliśmy posługiwać się podrobionym, kupionymi na czarnym rynku paszportami. Spowiedź to spowiedź pomyślałem i ujawniam ten fakt. Niemożliwe było opisać wszystko w jednej książce, mnóstwo historii się nie zmieściło, czekają na swoją kolej.

Zastanawiam się czy istniało coś takiego jak dekalog przemytnika – spis norm i zasad jakim podlegał?

C.B: Na pewno nie sformalizowany 😊 . Ale można powiedzieć, że istniał pewien kodeks zachowania i dotyczył naszych wzajemnych relacji. Byliśmy zgraną zbiorowością młodych ludzi która wzajemnie się wspierała. Podstawową zasadą było to, że nie zostawiamy swoich. Ktokolwiek z nas wpadł w kłopoty, mógł liczyć na wsparcie kolegów, również finansowe. Druga zasada to wzajemna uczciwość i respektowanie ustnych ustaleń. Między sobą zawieraliśmy wiele umów dotyczących wspólnych przedsięwzięć, pożyczaliśmy sobie duże pieniądze. Wszystko na słowo. Ktoś kto by nie dotrzymał takich ustaleń tracił wiarygodność. A w pojedynkę niewiele można tam było zdziałać.

Zew przygody, pulsujący poziom adrenaliny, czy może jednak tylko i wyłącznie chęć zysku. Co Was nakręcało? Dlaczego zdecydowaliście się na taką działalność?

C.B: Odpowiadając na to pytanie muszę przypomnieć o kontekście, o czasie PRL-lu. Pensja nauczyciela wynosiła 20 dolarów miesięcznie, lekarz zarabiał 70 dolarów. Szczytem marzeń był wyjazd do Niemiec czy Anglii i podjęcie pracy na czarno bez zezwolenia. Nie było żadnych możliwości aby pracować tam legalnie. Po roku takiej pracy i oszczędzaniu  na wszystkim można było wrócić do kraju kilkuletnim samochodem. To był szczyt marzeń, to był szklany sufit powyżej którego nie sięgały nawet marzenia większości ludzi w Polsce. Ale byli tacy którzy chcieli ten szklany sufit przebić, zarabiać więcej niż ludzie na zachodzie, odbywać dłuższe i ciekawsze podróże niż rówieśnicy z Anglii, USA czy Australii. Takie niepokorne dusze, które nie akceptowały ograniczeń. Kilkuset młodych ludzi z biednego PRL-u rozbiło w pył ten szklany sufit i zrealizowało swoje marzenia. O tych ludziach jest ta książka.

„Spowiedź Hana Solo. Byłem przemytnikiem w Indiach” to Pana debiut literacki. Jak dla mnie udany. Przyznam, że ciekaw jestem dalszej Pana działalności pisarskiej? Proszę przemycić nam swoje plany na przyszłość.

C.B: Minęło zaledwie cztery tygodnie od premiery a dostałem już tyle sympatycznych, ciepłych słów zarówno od starszych jak i młodszych czytelników, że bardzo, bardzo mnie to buduje jako autora. Dodaje mi to pewności, że sposób w jaki opisuję rzeczywistość może być interesujący dla szerszego czytelnika. Tak, powstanie kolejna część „Przemytników”.

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ. ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW.

Dodaj komentarz