Wywiad z AGNIESZKĄ KAZAŁĄ

W Dzień Kobiet zapraszam na wywiad z Agnieszką Kazałą – Kobietą wielu pasji i talentów.

 

 

 

 

AGNIESZKA KAZAŁA – autorka książek dla dzieci „Zegar z Miaukułką”, „Zegar z Miaukułką. O kotku, który szukał w życiu celu”, „Nietoperz Leon”,„Karate Lemur”, „Tofik i przyjaciele”, „Kram z marzeniami”. Jest współautorką „Apetyt na życie”, „Instrumenty dęte, blaszane…fraszkami przyodziane”, „Kwiatki znane i nieznane…fraszkami przyodziane”. Pani Agnieszka maluje, fotografuje oraz wydaje wiele ciekawych książek w Wydawnictwie Literackim Białe Pióro.

Pani Agnieszko, pisze Pani książki, prowadzi Wydawnictwo Literackie Białe Pióro, a ponadto maluje, fotografuje. Sporo ma Pani pasji. Zatem w tej materii jest Pani kobietą spełnioną. Proszę powiedzieć co było pierwsze – chęć pisania, malowania, fotografowania czy wydawania książek?

AK: Stanowczo najpierw było rysowanie i malowanie. Malarstwo sztalugowe było moją pasją. W dorobku mam ponad 60 obrazów, przede wszystkim olejnych, które wiszą na wielu ścianach w kraju i nie tylko. Potem były ilustracje do książek. Później moja pierwsza książka „Zegar z Miaukułką, wydanie nie do końca po mojej myśli i stąd pomysł, że sama zrobię po swojemu i tak, żeby w 100 procentachbyć autorem zadowolonym ze swojej książki.

 

Ilustruje Pani swoje książki, a także powieści innych autorów, często robi do nich okładki. Łatwiej jest zilustrować własną książkę, czy może jednak kolegów po piórze?

AK: Własną oczywiście łatwiej, ponieważ pisząc, wymyślając różne historie, właściwie w głowie mam już obrazy. Tu głowa musi się porozumieć z ręką 😉 Bywa, że najpierw jest w głowie jakiś obraz, a potem słowo. Robiąc cokolwiek dla kogoś trzeba wziąć pod uwagę jego gust, to co sobie wymarzył, czego by się oczekiwał, najpierw trzeba go wysłuchać. Jednak większość osób, które zamawiają u mnie ilustracje to osoby, które zapoznały się z moją twórczością i ją akceptują, którym podoba się moja kreska, stylistyka i często – poczucie humoru.

Zostańmy jeszcze w sferze malarstwa. Do jakiego obrazu, czyjego autorstwa
chciałaby Pani napisać wiersz bądź opowiadanie. Jaka byłaby to tematyka?


AK: Nie podejmuje takich wyzwań, nie lubię. Malarstwo mistrzów chłonę, napawam nim oczy; twórczość innych może mi się podobać lub nie, mogę się zachwycić lub przejść obojętnie, zrozumieć lub nie. Wiersze piszę z wewnętrznej potrzeby, by zatrzymać ulotność chwili, przeżyć. Uważam, że nie ma po co opisywać wierszem obrazu, obraz jest do kontemplowania wzrokiem i nie ma sensu zaprzątać nim uszu.

Pośród szumiących liści i traw
przemierzam życie ukradkiem
tu stworzę obraz tam rzucę wiersz
lecz nie zupełnie przypadkiem

Każdego ranka wita mnie
moje kochane miasto
wrzawą ulic pośpiechem serc
i wolną ławką w parku

Przechodzę przemijam uśmiecham się
do psa trawnika do sąsiadki
próbując dostrzec w działaniu sens
przeglądam wspomnień kartki



Jest Pani wydawcą książek. Zatem niejednokrotnie spotyka się Pani z debiutantami, którzy nadsyłają swoje książki. Proszę powiedzieć jakie wskazówki, dobre rady przekazałaby Pani osobom próbującym swoich sił w pisaniu książek?

AK: O, to zbyt szerokie pytanie. Jest wiele kursów, które pomimo swej obszerności nie wyczerpują tematu. Trudno doradzić coś hurtowo. Na pewno trzeba wiedzieć co się ma do powiedzenia czytelnikowi, wiedzieć dla kogo się pisze, dostosować język przekazu do konkretnej grupy odbiorców i przede wszystkim włożyć w tekst całe serce i nie bać się pracy nad nim – poprawiania, słuchania uwag, zmieniania dobrego na lepsze. Wiele rzeczy może poprawić redakcja i korekta, ale przecież nikt nie napisze niczego za nas od początku. To jak poprowadzona jest akcja, jak wyraziści są bohaterowie – zależy od autora. Ja oceniam teksty bardzo subiektywnie, jak czytelnik. Jeśli po szybkim przeczytaniu kilku fragmentów tekst mnie wciągnie na tyle, że chciałabym wiedzieć: co dalej, jeśli podczytując zapominam, że miałam iść coś zjeść i spędzam nad nim więcej czasu niż zaplanowałam – proponuję wydanie, jeśli mi się nie podoba, to dziękuję, wyjaśniam z grubsza czemu i tyle. Nie podejmuję się wydania czegoś czego nie czuję, bo zwyczajnie nie umiałabym tego sprzedać. A sprzedaż książki jest w tym wszystkim najtrudniejsza.



Swoją twórczość pisarską kieruje Pani do najmłodszych miłośników książek. Książkę „Nietoperz Leon”, dedykuje Pani swoim synom. Proszę powiedzieć skąd czerpie Pani inspirację do tworzenia bajek?

AK: Kiedy moi synowie byli mali, chodziliśmy na długie spacery i wymyślaliśmy przeróżne historyjki, pioseneczki, rymowanki. Uwielbialiśmy zwierzęta, nawet te najmniejsze. Pewnego późnego, letniego wieczoru mój młodszy syn wyciągnął mnie przed blok i kazał nasłuchiwać, pokazał mi nietoperze w mieście. Kiedy podrośli i przestali słuchać bajek czegoś mi zabrakło. Tych opowieści właśnie, podzielenia się z bardzo młodym człowiekiem moją wiedzą i spostrzeżeniami. I wtedy zaczęłam to zapisywać. Nietoperz Leon powstał pod wpływem widoku nieżywego zwierzątka jakie znalazłam na trawniku, idąc do pracy. W wielkim mieście jest tak niebezpiecznie, a przecież żyje tu wiele zwierząt, które mają trudno, a jednak dają radę. Powinniśmy to wiedzieć i chcieć im pomagać. Wlicza się w to również dbanie o środowisko. A od kogóż zacząć jak nie od wrażliwych dzieci. Jak to mówią: czym skorupka za młodu 😉 Można więc śmiało powiedzieć, że inspirację czerpię z życia, z naszego otoczenia. A przy okazji mogę troszkę pofantazjować.


Bajki to Pani specjalność, wydawanie książek również. Zatem zna się Pani na wielu gatunkach literackich. Proszę powiedzieć z doświadczenia – jaki odbiorca jest bardziej wymagający dzieci czy może miłośnicy książek obyczajowych?

AK: Nie powiedziałabym specjalność, raczej pasja. Czytelnik ma dziś ogromny wybór pozycji książkowych. Dlatego mam wrażenie, że każdy wymaga coraz więcej, każdy chciałby czytać najlepsze książki, najciekawsze, najlepiej opracowane. Dorośli chwytają
książkę, szukając odskoczni od szarości i pędu dnia codziennego, czasem skrytykują, czasem powiedzą, co oni sami napisaliby inaczej (oczywiście, gdyby tylko umieli pisać), często szukają w niej wypoczynku, dłużej lub krócej przeżywają opisane historie. Częściej skrytykują wydawcę, że nie dopilnował korektorów i zostawił literówkę, ale jeśli opowieść im się podoba… to sięgają po następną tego samego pisarza. Zdarza się, że napiszą słowo pochwały na portalu społecznościowym i wtedy nasze serducha rosną. Natomiast zachęcić dzieci do czytania… o, to już jest wyzwanie! Jeśli opowieść im się nie spodoba, to zaraz to wygarną autorowi i to bez owijania w bawełnę. Moim zdaniem dzieci to najbardziej wymagający odbiorca. I dla nich książkę napisać jest trudno, ale warto.



Zawsze ciekawi mnie warsztat pracy każdego pisarza. Proszę powiedzieć jak to wygląda w Pani przypadku. Czy izoluje się Pani od świata, okopuje w swojej wyspie wyobraźni, czy też szuka inspiracji wśród ludzi?

AK: Zawsze się śmiałam, że działam jak typowa „Matka Polka Ośmiornica”, robiąc tysiąc rzeczy na raz. Mnóstwo rzeczy zapisuję na kartkach, szkice tekstu i rysunki robię, gdy do głowy wpadnie pomysł, niezależnie gdzie się wtedy znajduję. Wiersze do książki „Pieszki Agnieszki” pisałam na kolanie w metrze, pod wpływem opowieści moich koleżanek o ich małych pupilach. Czasem zdarza mi się zrywać nocą, by zapisać myśli. Do rana mogłyby przecież czmychnąć. Tak powstaje czasem wiersz, a czasem bajka.„Karate Lemur” pisałam latem, na wyjeździe, ale pomysł był trenera, który twierdził, że jest mało takich publikacji, a przydałyby się nawet jako pomoce naukowe dla trenujących maluchów. Natomiast materiały do książki „Apetyt na życie” były najpierw relacjami z podróży, notatkami do albumów (ku pamięci) oraz krótkimi artykułami prasowymi (Magazyn Podróże, Nowa Gazeta Praska). Potem przez kilka miesięcy zbierałam je i przerabiałam rozbudowując i rozbijając na dialogi. To było jeszcze inne doświadczenie, gdyż zaprosiłam do współpracy koleżankę po piórze i chyba z tysiąc razy przesyłałyśmy sobie tekst mailami, dopisując na zmianę kolejne fragmenty. Odkupiłam od niej prawa do jej części tekstu, gdyż mojego jest w książce 2/3, więc więcej. Potem i tak musiałam opracować całość po swojemu, żeby czytelnik nie do końca wiedział, które fragmenty kto pisał, żeby całość się płynnie czytała. Było to trudne ze względu na to, że ja piszę bajki, a ona romanse, mamy inny język i styl, zupełnie inne osobowości. Kiedy pracuję nad tekstem, wtedy może się walić i palić, a ja zatapiałam się w pracy i nie ma mnie dla nikogo. To dotyczy nie tylko moich powieści, ale ogólnie książek. Czasem moi autorzy sprawdzają czy mi się coś nie stało i czy jeszcze żyję, bo znikam im z pola facebookowego widzenia 🙂 gdy dostaję SMS-a: „wydawco, żyjesz?” cieszę się jak dziecko.


Wydawnictwo Literackie Białe Pióro wydaje wiele ciekawych i interesujących książek. Zanim jednak zostaną one wydane przechodzą „weryfikację”, podczas, której książkę się akceptuje bądź „odrzuca”. Czy prawdą jest, że obecnie więcej
ludzi pisze niż czyta?


AK: Dziękuję za tak miłe podsumowanie. Staram się, żeby wydawane u nas książki były ciekawe. Zdarzyło mi się niejednokrotnie odmówić wydania, gdy materiał wydał mi się nieciekawy lub niestosowny. W Pana stwierdzeniu, że więcej osób pisze niż czyta jest wiele prawdy, ale zawsze tak było, niemal każdy młody, zakochany człowiek pisał wiersze, dawniej pisało się listy, dziś maile, starsi piszą wspomnienia. Dziś jest tylko większa łatwość wydania czy to za pomocą wielu istniejących wydawnictw czy też samodzielnego, w wersji papierowej bądź elektronicznej. Internet wiele ułatwia. No i są też blogi 🙂



Ostatnio wyczytałem w senniku, że białe pióro jest symbolem oczyszczenia honoru, oznaką radości. Proszę powiedzieć jaką największą radość daje pisanie książek, wydawanie, czytelnictwo w ogóle? Ciekaw jestem również skąd pomysł na taką nazwę dla Wydawnictwa.

AK: Pisanie to zaspokojenie wewnętrznej potrzeby, chęci podzielenia się czymś z innymi, wydanie – to radość spełnienia marzeń, ziszczenia ich, przekształcenia czegoś nierealnego w konkretną rzecz tak pięknie pachnącą farbą drukarską. Ale największa radość jest wtedy, gdy książka idzie do czytelnika, gdy ktoś ją kupi, przeczyta, pochwali. Gdy sięgnie po następną. W momencie, gdy ktoś kupuje nasze książki – docenia trud włożony w ich powstanie, przede wszystkim autora, ale i ludzi ją współtworzących: korektorów, redaktorów, grafików, drukarzy. To już nie tylko satysfakcja, ale namacalny dowód, że warto robić to co się robi. A nazwa… Hmm, to była burza mózgów. Chcieliśmy by sugerowała nasze uczciwe zamiary (stąd kolor biały) i radość z pisania (stąd pióro – atrybut pisarzy).

Wydawnictwo Literackie Białe Pióro wydaje książki w różnych gatunkach literackich. Czy myślała Pani o wydaniu antologii opowiadań kilku autorów piszących dla WLBP. Taki miks mógłby być ciekawy. Jaki byłby to wówczas gatunek literacki?

AK: W 2015 roku przeprowadziliśmy ogólnopolski konkurs na opowiadanie o miłości. Nadeszło ponad 100 tekstów, z których wspólnie z osobami zaproszonymi do Jury (blogerami, osobami związanymi z radiem i prasą oraz prywatnymi) wybraliśmy 40 najciekawszych i wydaliśmy antologię pt. „Miłość na każdą porę roku”. Było to niezwykłe przeżycie i duże wyzwanie. Jednak opowiadania sprzedają się znacznie gorzej niż powieści, przy czytaniu których jest szansa na zżycie się z bohaterami. Na razie więc kolejnych nie planuję. Nasi autorzy natomiast mają bardzo zróżnicowane zainteresowania literackie, a antologia opowiadań powinna mieć raczej wspólny mianownik, np. kryminał. O taki byłoby na razie trudno. Ale… nigdy nie mów nigdy 😉

Jest Pani kobietą sukcesu. W dniu kobiet jakie wskazówki przekazałaby Pani początkującym pisarkom. Jaka jest Pani recepta na sukces?

AK: Jest Pan niezwykle miły. Myślę, że do sukcesu w pełnym tego słowa znaczeniu jest jeszcze daleko. Chociaż wydanie setnej książki to już było coś. Powiedziałabym, że jestem kobietą pracującą 🙂 A dzięki mojej pracy, mam szansę i niewątpliwy zaszczyt poznać wiele ciekawych osób, których w innych okolicznościach nie mogłabym spotkać –pisarzy, blogerów, czytelników, panie z bibliotek. Mieszkamy przecież od siebie wiele kilometrów. Internet to jednak okno na świat, które ten świat i ludzi przybliża. Za sukces poczytuję sobie zaufanie jakie pokładają we mnie nasi autorzy.
Czego życzyć początkującym? Żeby nie rezygnowały z marzeń, żeby dawały swoje teksty do czytania najpierw osobom mniej przychylnym, żeby ocena była szczera, a nie tylko pełna zachwytów. Żeby dużo czytały, bo tak się uczymy. Ja uczę się cały czas: z każdej opracowywanej książki i od każdego pisarza. I może jeszcze, żeby nie używać wypunktowania do robienia dialogów – nie wie Pan jak często się to zdarza, a ja potem: klik, klik i już nie ma wyróżnienia i nie wiadomo kiedy kto co mówi. Prostego przepisu na
sukces nie ma.

Agnieszka Kazała wraz z autorkami wydającymi w Wydawnictwie Literackim Białe Pióro – Magdaleną Ludwiczak, Ewą Woźniak-Ostrowski i Grażyną Kamyszek podczas WTK 2017.

DZIĘKUJĘ BARDZO ZA ROZMOWĘ I ŻYCZĘ DALSZYCH SUKCESÓW LITERACKICH.

Dodaj komentarz