Logistyczna klapa.

Pobudka 4:40. Wyjazd z Katowic 8:20. W Krakowie równo o 10:00 meldujemy się przy Międzynarodowym Centrum Targowo-Kongresowym EXPO, by móc z tysiącami miłośników książek uczestniczyć w tym niezwykłym święcie, czyli w 22. Targach Książki. I na dzień dobry wejście dla blogerów okazuje się nie być wejściem dla blogerów. Pokazujemy Panu specjalnie wydrukowane maile potwierdzające. To nie skutkuje. Dopiero bardziej szczegółowa rozmowa wyjaśnia Panu istotę takiej wejściówki. Uff – udaje się. Pierwsza wpadka organizatora i to na wstępie. Przymykamy oczy, gdyż naszym oczom ukazuje się multum książek, które tak bardzo kochamy. Patrzymy na plan jazdy i niczym grzybiarze po deszczu ruszamy w głąb. A wiadomo im bardziej w las… .

Na inaugurację emocjonującego dnia spotkaliśmy się z Marcelem Woźniakiem. Nie ukrywam, że tego spotkania wyczekiwałem bardzo długo. Nie było okazji w Warszawie czy też w Katowicach, ale w Krakowie udało się. Marcel nie tylko pisze świetne książki, ale również jest znakomitym rozmówcą pełnym humoru i trafnych spostrzeżeń. Marcel dzięki za rozmowę, wspólną fotę. Aha i oczekuj mojego telefonu, wiesz tego z książki. Po tym spotkaniu mieliśmy chwilę, by spokojnie się rozpłaszczyć, przejrzeć plan dzisiejszych zajęć i ruszyć w dalsze łowy. Ok to lecimy … do szatni. Hmm rzut oka na mapkę i odnajdujemy upragnioną szatnie! Gdzie!? Na samym końcu hali wystawowej. Brawo dla organizatorów. Wpadka numer dwa. Dotychczas byłem przekonany, że szatnie powinny być na wejściu, tak jak jest to podczas wszelkich innych tego typu imprez. No nic tu trzeba było przejść maraton przez tłumy, by dojść do samego końca, gdzie dla wytrwałych ulokowano szatnię. Rozebrani i uradowani niczym pocisk z procy pognaliśmy do stoiska B72, gdzie znajdowało się stanowisko #teamPocisk. Tutaj spotkaliśmy się ze świetną ekipą, do której tego dnia wracaliśmy kilkakrotnie. Na dzień dobry przywitanie i uścisk dłoni z Panem Rafałem Bielskim. Panie Rafale dlaczego my nie mamy wspólnego zdjęcia? W Warszawie musimy to nadrobić.

A jeśli jesteśmy już przy nadrabianiu to właśnie spotkanie z Panem Jackiem Ostrowskim było jednym z najważniejszych powodów przyjazdu Czyt-NIKa na tę imprezę. W Warszawie nie było nam po drodze – przyznaje z mojej winy. Dlatego tu w Krakowie nadrobiliśmy stracony czas i to po stokroć. Błyskom fleszy nie było końca, a ilość pamiątkowych zdjęć można liczyć w zapisanych terabajtach. No i oczywiście autografy z dedykacją na trzech książkach Pana Jacka. #teamPocisk to niezwykli ludzie w których towarzystwo warto się w strzelić.

Dlatego też chętnie udałem się do Pani Katarzyny Kacprzak z prośbą o autograf na debiutanckiej „Spince”. A fotografia z Autorką będzie miłą pamiątką z tego wydarzenia. Pani Katarzyna tak samo jak Pan Jacek podpisała również świeżutki egzemplarz drugiego tomu kryminalnych opowiadań „Zabójczy Pocisk. Polska Krew”. Nie ukrywam, iż na tej książce zebrałem jeszcze kilka podpisów.

Dziękuję również Pani Agnieszce Lingas-Łoniewskiej oraz Panu Grzegorzowi Kalinowskiemu za spotkanie, autograf oraz wspólne pamiątkowe zdjęcie. Tworzycie świetny team.

 

 

U schyłku października dzięki Magdalenie Majcher mogliśmy poczuć iście świąteczny klimat. A to wszystko za sprawą najnowszej powieści „Cud grudniowej nocy”. Miło było po raz drugi spotkać się z Autorką, i móc porozmawiać. Dedykacja na książce dodaje jej jeszcze większego smaku i aromatu. Wspólne zdjęcie będzie miłym wspomnieniem tych chwil. Po spotkaniu z Panią Magdaleną ruszyliśmy w dalszą podróż pomiędzy tłumami w poszukiwaniu wrażeń.

 

 

 

 

Kolejnym spotkaniem na targowej mapie była rozmowa z Panem Krzysztofem A. Zajasem. Autograf na drugim tomie trylogii grobiańskiej zatytułowanej „Mroczny krąg” jest dopełnieniem tej wizyty, którą udokumentowaliśmy na wspólnej fotografii.

 

 

 

 

Z każdą chwilą tłum zebranych w hali gęstniał, tak jak atmosfera, która zdawała się nie przypominać już tylko święta książki i czytelników, lecz pola walki, pobojowiska. Ale wiadomo, nie załamujemy się – miłośnik książki zniesie wiele, by móc spotkać się ze swym pisarskim idolem. Zatem dziarsko stajemy w kolejce do Kuby Wojewódzkiego. I tutaj na myśl powróciły wspomnienia z dzieciństwa, gdy jako bardzo mały chłopiec wystawałem z mamą tudzież siostrami w kolejkach sklepowych. Oj nastał się człowiek nastał. Ale żeby tylko stał to nic. Tutaj logistyka pracowała na pełnych obrotach, gdyż stojąc w kolejce do Pana Wojewódzkiego trwało właśnie spotkanie z Bartoszem Szczygielskim. I tu pomocne okazało się wsparcie brata, który dzielnie odgrywał rolę stacza do Kuby, gdy my pognaliśmy na spotkanie z Bartkiem. No niestety, tych dwóch kolejek nie można porównać do udanego seksu bowiem jedna skończyła się za wcześnie. A wtedy wiadomo niesmak pozostaje.

Podczas spotkania z Bartoszem Szczygielskim kolejka do Kuby Wojewódzkiego podzielona była na stojących w sali oraz tych drugich poza salą. I gdy po spotkaniu z autorem trylogii pruszkowskiej dotarłem do kolejki króla TVN-u okazało się, że brat został wpuszczony do środka, a nam pozostało stanąć na początku kolejki tej za salą, czyli na samym końcu. Rozumiecie coś z tego? Nie! Nic nie szkodzi – ja też. Totalny misz masz. No, ale oczywiście się nie poddajemy i w kolejce wystajemy. Ale wracając do spotkania z Bartoszem Szczygielskim. Bartek – wielkie dzięki, warto było przyjechać, wystać się w kolejce, by uścisnąć Twoją dłoń, porozmawiać, pożartować i  na deser się sfotografować. Wielkie dzięki za podarowanie plakatu oraz fragmentu „Serca”.  Aha – widziałeś? Twoje „SERCE” śpi z nami!!! Spotkanie ze wspomnianym wcześniej Kubą Wojewódzkim będzie dla nas również ciekawym wspomnieniem. Dziękujemy za autograf.

Świetnym i pełnym humoru przeżyciem było także spotkanie z  Abelardem Gizą oraz Jackiem Stramikiem. Panowie miło było poznać i się sfotografować. Wielkie dzięki za autograf dla Tatiany i tego typa obok Tatiany. Wielkie dzięki – ten typ niebawem przeczyta i zrecenzuje Waszą książkę „Łapy precz od żartów”. A jeśli chodzi o żarty to z każdą chwilą na targach było ich coraz mnie. Potęgowało zmęczenie, chaos i totalny rozgardiasz. Dlatego też chcąc nie chcąc powoli skłanialiśmy się do opuszczenia tejże imprezy.

Nie mogłem jednak nie podejść do Wydawnictwa Novae Res. Tutaj właśnie spotkałem Mateusza Wieczorka autora książki „Ostatni worek cementu” którą Czyt-NIK objął patronatem medialnym. Dzięki za rozmowę. Już odliczam dni do kolejnej Twojej książki. Niestety wspomniany wcześniej rozgardiasz, tłok, chaos nabierał na sile. Dlatego też nasz wzrok wędrował nie w kierunku stoisk wydawniczych, lecz ku wyjściu. Tutaj  znów musieliśmy przedostać się do wspomnianej szatni, która jak wiadomo na tej imprezie mieściła się na końcu hali.

Niestety w planie miałem jeszcze kilka spotkań – jednak proszę mi wierzyć – doczołganie się do tych Autorek i Autorów ocierało się o ekstremalne warunki. Dlatego niezmiernie mi przykro, że nie dotarłem do: Roberta Małeckiego, Alka Rogozińskiego, Maxa Czornyja, Ewy Winnickiej, Vincenta V. Severskiego, Magdy Stachuli, Katarzyny Bondy, Magdaleny Knedler. No cóż, myślę, że na Targach w Warszawie czy też w Katowicach nadrobimy.

Wychodząc z Expo przypuszczaliśmy, że to już koniec targowej katorgi. Niestety organizatorzy przygotowali jeszcze jedną atrakcję z pogranicza niewypału czy logistycznej klapy. Specjalnie podstawiony, darmowy autobus, owszem przyjechał i zabrał nas z jednego pola spod Hali, do innego pola mieszczącego się dwa przystanki dalej. I tak musieliśmy przedostać się do kolejnego autobusu w kierunku dworca. Szkoda, że organizatorzy nie pomyśleli o tym, że przyjezdni z innych miast całej Polski przyjeżdżają na i wracają z DWORCA PKP i PKS, który w Krakowie mieści się w jednym punkcie. Dlatego dziwi mnie, dlaczego tenże specjalny darmowy podstawiony autobus nie zawoził ludzi na dworzec, tylko na manowce. Brak tu logiki, tak jak i w wielu innych punktach organizacyjnych. Wejścia dla blogerów, które okazały się nie być wejściami, szatnie, które wymagały maratonu, kolejki, które często okazywały się trzema kolejkami jednocześnie (do kasy i dwóch innych Autorów) oraz wspomniany autobus to ogromne zaniechania organizatorów, które kładą się cieniem na tę imprezę. I oczywiście kolejki. Nie chce mi się wierzyć, iż wiedząc jaką popularnością i ogromem zainteresowania cieszą się najstarsze targi książki organizatorzy nie zadbali o zorganizowanie większej przestrzeni. Litości – warto zadbać o pisarzy oraz o ich czytelników, miłośników książek. Nie ukrywam również swojego zażenowania faktem pobierania od czytelników opłaty za wstęp na targi. To troszkę tak samo jakby Biedronka albo LIDL kasował od każdego na wejściu po złotówce za wejście do ich sklepu. Porażka. Albo tak jakbym zaprosił gości na urodziny i żądał od nich zapłaty. 8 złotych razy cztery dni to koszt jednej książki. Wnioski nasuwają się same. Ok jeśli już bardzo organizatorzy chcieli dodatkowo zarobić, to mogli chociaż zorganizować biletowe konkursy, czy też zniżki na zakup innych książek. Ale przerzucanie opłat na czytelnika zdaje się być lekkim nadużyciem.

A jeśli już przy cenach książek jesteśmy, z krakowskich targów przywieźliśmy cztery nowe, które zasilą naszą biblioteczkę. W Polsce trąbi się o słabych statystykach czytelniczych, ale warto by kolejne targi w Krakowie były dla nas miłośników literatury wspaniałym przeżyciem, niezapomnianym wspomnieniem miłych chwil. Niestety dla mnie takim nie będą. Niestety, albo i stety w przyszłym roku w moim kalendarzu zabraknie wpisu „wyjazd na targi książki w Krakowie”. Uważam, że to strata czasu i energii. Niestety szkoda, bo żal, gdy nie można się spotkać z ukochanymi Autorkami i Autorami. Jednakże większy żal ściska serce, gdy patrzy się na brak szacunku i zorganizowania lepszych warunków dla pisarzy i ich fanów. Zażenowany i zmęczony wracałem z Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie. Na szczęście pisarze dopisali, bo organizatorzy NIE!!! Logistyczna klapa!!! Myślę, że miasto Kraków posiada znacznie większe miejsca, gdzie godnie można ugościć Pisarzy oraz miłośników ich twórczości. Przecież Kraków to królewskie miasto. Jedno jest pewne Czyt-NIK za rok tu nie zawita. Ostatnio media obiegła informacja o 44-latce, która podczas targów ukradła ponad sto czterdzieści książek i audiobooków o wartości 10 tysięcy złotych. Brawo dla tej Pani. Jej udało się ukraść, bo niestety organizatorom tej imprezy nie udało się skraść serca Czyt-NIKa. Pozostał niesmak i  jedno co ciśnie się na usta to logistyczna klapa.

Dodaj komentarz