3 Szoty z Robertem Ruczyńskim
…Używam języka takiego, jakim posługujemy się na co dzień ściągając maski. Uważam, że czytelnik wyczuje fałsz od razu. Piszę tak, jak czuję, czasem chaotycznie, czasem brutalnie, ale zawsze z emocjami . Myślę, że to właśnie autentyczność sprawia, że książka potrafi wciągnąć, poruszyć i zostać w człowieku na dłużej…
Czyt-NIK: „Syndrom” to thriller niezwykły. To pełnowymiarowe spojrzenie w najczarniejsze zakamarki ludzkiej psychiki. To dogłębne analizowanie każdego kroku mordercy owładniętego psychozą zabijania, bólu, cierpienia. To doskonała propozycja nie tylko dla miłośników thrillerów czy kryminałów, lecz również psychologów zajmujących się analizowaniem zła w ludzkiej postaci. Do jakiej grupy czytelników adresuje Pan swoją książkę?
Robert Ruczyński: Nie pisałem „Syndromu” z myślą o konkretnej grupie odbiorców. Nie chciałem tworzyć książki, która wpasuje się w jakiś gatunek czy schemat. Chciałem napisać historię o tym, co dzieje się w środku każdego człowieka. O tym, że człowiek to w rzeczywistości krucha istota, składająca się z masy różnych doświadczeń. Wszystko co nas kiedyś spotkało wpływa na nas: na to kim jesteśmy, jakie decyzje podejmujemy, jak myślimy o sobie i o świecie – to ma odzwierciedlenie w teraźniejszości. To książka dla tych, którzy nie boją się emocji, nie uciekają od trudnych tematów, dla tych którzy potrafią dostrzec, że świat nie jest albo czarny albo biały, a człowiek albo dobry albo zły, bo zło czasem dojrzewa w nas samych latami i nie bierze się znikąd.
Czyt-NIK: „Syndrom” to kryminał uszyty mistrzowską miarą. Proszę zdradzić swój przepis na NIK – Najlepszą Interesującą Książkę.
Robert Ruczyński: Nie znam przepisu, ale cieszy mnie taka opinia. Każda historia jest inna, każde słowo rodzi się w innym momencie życia i nie jest oczywiste jak zostanie odebrane. Dla mnie najważniejsze jest, żeby pisać to co czuję. Nie czuję się pisarzem, piszę bo to lubię. A jeśli moje książki odbierane są w pozytywny sposób jest to dla mnie największa nagroda. Nie będę udawał, że znam przepis na sukces, mam swój styl i może to przyciąga innych. Ten styl jakim pisze jest to całkowicie mój. Piszę w prosty sposób. W moich książkach nie znajdziecie pięknych zdań, wyszukanego słownictwa. Moje książki pachną życiem. Używam języka takiego, jakim posługujemy się na co dzień ściągając maski. Uważam, że czytelnik wyczuje fałsz od razu. Piszę tak, jak czuję, czasem chaotycznie, czasem brutalnie, ale zawsze z emocjami . Myślę, że to właśnie autentyczność sprawia, że książka potrafi wciągnąć, poruszyć i zostać w człowieku na dłużej.
Czyt-NIK: „Syndrom” to Pana druga książka. Proszę zdradzić, kiedy możemy nastawiać uszu, by usłyszeć o premierze Pana kolejnej książki?
Robert Ruczyński: Kolejna historia już się tli, ale nie lubię pisać na siłę. Muszę mieć coś do powiedzenia, inaczej to tylko układanie bezsensownie słów. Musze też złapać trochę oddechu. Wydanie książki i cała otoczka z tym związana to bardzo emocjonalne przeżycie – recenzje, promocja, niekiedy nieprzychylne komentarze hejterów… Gdy nieco opadną emocje związane z „Syndromem” będę pisał dalej, póki jeszcze mam coś do powiedzenia, a w mojej głowie powstają nowe historie.