3 Szoty z Magdaleną Ostrowską-Dołęgowską
…Tamta Miss Angel mordowała zdradzających żony typków z Tindera tulipanem ze stłuczonej butelki i spławiała ich ciała Wisłą… Chciałam to rozwinąć w powieść, ale przyjaciel mi powiedział: weź się nie wygłupiaj. Przecież ty najlepiej piszesz o relacjach i problemach wszystkich dusz. Rzuć te diabły… w diabły. Rzuciłam. I wyrosła z tego historia o pragnieniu głębi i bliskości w tym sztucznym świecie pełnym pozorów…
Czyt-NIK: „INSTA STORY” to książka, którą widziałbym w kanonie lektur szkolnych. Może rzeczywiście w starszych klasach, ze względu na pewne „pełnoletnie” sceny, ale już od dawna uważam, że warto dokonać korekty na liście lektur, by pozwolić młodym ludziom poznawać książki ich dotyczące. A taka właśnie jest historia Miss Angel z mocnym wątkiem sukcesu w świecie wirtualnym, który ma się nijak do rzeczywistości. Jak bardzo według Pani zmieniło się postrzeganie świata przez młodego człowieka na przestrzeni ostatnich lat?
Magdalena Ostrowska-Dołęgowska: Kiedy ja byłam nastolatką, można się było porównywać do wąskiej grupki ludzi z liceum, a do tych, którzy coś wielkiego osiągali, było nam daleko. Dziś łatwo mieć poczucie, że wielkie osiągnięcia to norma i każdy może. Każdy powinien. A nawet musi. Bo jeśli nie, to coś z nim nie w porządku. Ale… nie sądzę, żebyśmy przeżywali inne jakościowo rzeczy. To raczej kwestia skali. No i nie da się stwierdzić, jak inaczej postrzegają świat młodzi ludzie, bo to po prostu już nie jest ten sam świat.
Czyt-NIK: Wielu młodych ludzi zagubionych w świecie chce budować relacje i swoje wizerunki, bazując na złudnym obrazie kreowanym w social mediach. To, co landrynkowe w wirtualnym życiu prezentowanym na insta czy TIKTOKU, w realu często jest szare, bure. Historia z pani książki doskonale to obrazuje. Proszę zdradzić, od czego zaczęło się pisanie historii Angeliki i jakie uczucia Pani przy tym towarzyszyły?
Magdalena Ostrowska-Dołęgowska: Zaczęło się od konkursu na forum Nowej Fantastyki 🙂 Wtedy to był zupełnie inny tekst. Z diabłem kuszącym przez Instagram młodą dziewczynę pragnącą sławy. Tamta Miss Angel mordowała zdradzających żony typków z Tindera tulipanem ze stłuczonej butelki i spławiała ich ciała Wisłą… Chciałam to rozwinąć w powieść, ale przyjaciel mi powiedział: weź się nie wygłupiaj. Przecież ty najlepiej piszesz o relacjach i problemach wszystkich dusz. Rzuć te diabły… w diabły. Rzuciłam. I wyrosła z tego historia o pragnieniu głębi i bliskości w tym sztucznym świecie pełnym pozorów. Nie żałuję 😉
Czyt-NIK: „INSTA STORY” jest doskonałą lekturą dla młodych czytelników, ale polecam tę książkę również starszym, aby zobaczyli świat nie tylko oczami ludzi młodych, ale także tych… obcych. Skąd pomysł na wprowadzenie takiego bohatera, dzięki któremu sięgnęła Pani do problemów bardzo aktualnych, dotyczących naszej egzystencji, historii, ale też niewiadomej przyszłości. Nie bała się Pani, że wzbudzi zbyt mocne reakcje, zbyt dużo kontrowersji?
Magdalena Ostrowska-Dołęgowska: Sugerowano mi, że Rosjanin nie jest dobrym pomysłem. Że lepiej zmienić go na Ukraińca lub Białorusina… Ale to nie miałoby sensu dla fabuły. Od lat słucham podcastu Maksima Pimenova – Comprehensible Russian Podcast. O tym, jak z chłopakami uciekali z kraju po ogłoszeniu naboru, bo nie chcieli brać udziału w wojnie, której są tak głęboko przeciwni. Jak podobni jemu, normalni, porządni Rosjanie, którzy płakali po śmierci Nawalnego, tęsknią za normalnością, jaką od dziecka mogli oglądać za granicą. Ruszało mnie to i zależało mi, żeby pokazać kogoś takiego. Nie w przerysowany sposób. Bez moralizatorstwa. Spodziewam się, że ta postać zamknęła mi wiele drzwi. Ale znalazło się wydawnictwo, które to doceniło. Ani przez chwilę nie sugerowało, żebym zmieniła mu narodowość. Chciałam też pokazać odrobinę tego, o czym opowiadała mi babcia. Wśród rosyjskich żołnierzy z czasów II WŚ – których znamy tylko ze strasznych opowieści – byli też chłopacy tacy jak pradziadek Ivana. Nie próbuję zakrzywiać historii, nikogo usprawiedliwiać, tylko pokazać, kto się gubi w masie, w statystykach.
