3 szoty z Krystyną Jarocką
…Saga „Medea…” nie jest moją historią. Pewne elementy oczywiście nie są pozbawione osobistych doświadczeń, np. obraz miasta, w którym mieszkałam czterdzieści cztery lata czy przeżycie zamieszek w 1968 roku. Ale fikcja, z którą mamy do czynienia w powieści powstaje inaczej. Bohaterowie w pewnym momencie zaczynają żyć własnym życiem i wymuszają na autorze własną historię…
Czyt-NIK: „Medea z kraju Lechitów” to dla mnie książka o niezwykłej wartości. Po jej lekturze utwierdziłem się w przekonaniu, że wartości, które były i są dla mnie ważne, będą nadal, gdyż umocniłem się w wierze, że są one właściwą drogą. Jakie przesłanie chciała przekazać Pani pisząc tę książkę?
Krystyna Jarocka: No cóż, kiedy podejmuje się decyzję napisania książki, pierwszym impulsem jest realizacja zamysłu zrodzonego w wyobraźni, który to zamysł wcale nie jest tak do końca precyzyjny. Po prostu rodzi się myśl, a właściwie pragnienie napisania historii składającej się z ułamków cudzych i własnych doświadczeń.
Ktoś kto bierze się za pisanie musi mieć obok oczytania, również pewne życiowe doświadczenia. I historia zaczyna się toczyć. By była rzetelna, narrator musi „stać z boku”, by postacie, które są bohaterami opowieści były prawdziwe, jak najbardziej realne i co ważne, obiektywnie przedstawione przez narratora. Sądzę, że pomysł napisania tej powieści wpadł mi do głowy, kiedy uświadomiłam sobie, że tak naprawdę to nikt nie napisał prawdziwej historii o tamtych czasach. Historii brutalnie ukazującej egzystencję przeciętnej rodziny w okresie, w którym żyjemy. To historia o nas, pierwszym pokoleniu po drugiej wojnie światowej. Są oczywiście książki opisujące ten okres, zwłaszcza PRL, ale jakby bohaterowie żyli w Edenie albo w piekle rodzinnym, grubą granicą oddzieleni od życia, które toczy się obok, jakby go nie było.
Mnie zawsze interesowali zwyczajni ludzie i w szarości ich egzystencji usiłowałam dociec jego sensu.
Dlatego też przesłanie tej powieści uwidoczniło się, kiedy książka była już napisana.
Literatura co prawda przez wieki miała i ma teraz pewien aspekt dydaktyczny, ale nie jest to najważniejsze. Ważna jest rzetelność tego przesłania, prawda o ludziach jako takich.
Literatura obyczajowa jaką się trudnię pragnie przedstawić czasy i egzystencję w nich zwyczajnych, przeciętnych ludzi. Jeżeli ktoś dostrzega ich heroizm w pokonywaniu trudności to na pewno nie jest to heroizm wyjątkowych bohaterów, tylko zwyczajnych zjadaczy chleba i trochę tej prawdy, mam nadzieję, przekazałam w tej książce.
Czyt-NIK: „Medea z kraju Lechitów” to zaproszenie do poznania historii Marii i Romana, ich rodziców, rodzeństwa oraz bliskich znajomych. Co ważne ich losy ukazane są na tle wydarzeń historycznych Polski i świata począwszy od roku 1968, a skończywszy w 2019. Czy historia rodzinna jest odzwierciedleniem prawdziwej, czy może jest ona wymysłem Pani pisarskiej kreatywności?
Krystyna Jarocka: Przedstawiając historię Marii i Romana sklejałam ją z doświadczeń i swoich i innych ludzi. Jak wspomniałam, trzeba mieć pewne doświadczenie, by rzetelnie móc przedstawić bohaterów nie tylko od strony ich działań ale i ich przeżyć.
Saga „Medea…” nie jest moją historią. Pewne elementy oczywiście nie są pozbawione osobistych doświadczeń, np. obraz miasta, w którym mieszkałam czterdzieści cztery lata czy przeżycie zamieszek w 1968 roku.
Ale fikcja, z którą mamy do czynienia w powieści powstaje inaczej.
Bohaterowie w pewnym momencie zaczynają żyć własnym życiem i wymuszają na autorze własną historię, domagając się konsekwencji w obrazowaniu ich życia.
Czyt-NIK: „Medea z kraju Lechitów” to pierwsza Pani książka, po którą sięgnąłem. Teraz wiem, że nie ostatnia. W jakiej kolejności należy czytać Pani książki?
Krystyna Jarocka: Jeżeli kogoś zainteresuje moje pisarstwo, to jakkolwiek nie było to moim zamiarem, niektóre utwory samochcąc ułożyły się w pewien cykl, przedstawiający okres w jakim przyszło mi żyć, choć są to całkiem odrębne opowieści.
Pierwsza „Wędrowne ptaki” przedstawia czasy stalinowskie na Ziemiach Odzyskanych. Następna „Tygiel” życie nauczycielek na głębokiej prowincji tuż nad granicą zachodnią w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Następna „Sprzężenie zwrotne” przedstawia degrengoladę umysłową młodych inżynierów, którzy przeżyli rozruchy studenckie w 1968 roku i słono za nie zapłacili stając się w rezultacie cynicznymi karierowiczami. Ostatnia „Domy z papieru” przedstawia okres powstawania Solidarności i stan wojenny na tle stosunków rodzinnych i społecznych.
Inne moje utwory sięgają czasów biblijnych.
Jedyna autobiograficzna mini powieść to „Pamiętne lata” – Dzieciństwo.