Wywiady

3 Szoty z Barbarą Mikulską

…Chcę dawać nadzieję, że w prawdziwym świecie jest możliwe dotknąć dna i odbić się od niego. Bo właściwie dlaczego nie?…

Czyt-NIK: „Przekupić wiedźmę. Zosia” to ujmująca historia młodej dziewczyny odrzuconej przez najbliższą rodzinę. Proszę przyznać, jakie przesłanie zyskuje czytelnik, poznając historię Zosi?

Barbara Mikulska: Nie wiem jak inni, ale ja zwykle główne pomysły czerpię z życia, czyli szkielet powieści to taka historia z życia wzięta. Niedaleko mnie znajduje się Dom Samotnej Matki. Zdarzyło mi się obserwować przebywające tam dziewczyny i młode kobiety. Właśnie one stanowiły „pomysł” na główną bohaterkę powieści. A problem alkoholizmu również pojawił się w najbliższym mi otoczeniu.

Jak widać sprawy, o których piszę, nie należą do tych błahych. Jednocześnie nie chcę nikogo dołować. Już wystarczająco dużo powstało książek, które, poruszając trudne tematy, orzą nam psychikę, zostawiają ciężar na duszy. Ja tego nie chcę: ktoś mi kiedyś powiedział, że moje powieści są jak ciepły kocyk, który otula w chłodny jesienny wieczór. Właśnie na tym mi zależy. Chcę dawać nadzieję, że w prawdziwym świecie jest możliwe dotknąć dna i odbić się od niego. Bo właściwie dlaczego nie? Wszystko, co przydarza się Zosi, mogło się przydarzyć każdej kobiecie. A że jej się powiodło? Dostała szansę od życia i ją wykorzystała. Jeśli udało mi się podnieść na duchu choćby tylko jedną skrzywdzoną osobę, a bodaj po prostu smutną, niepewną siebie i tego, co ją w życiu czeka, to uważam, że warto było napisać tę książkę. Mam nadzieję, że reszta – nawet ci, co nie potrzebują takiego wsparcia ­– przynajmniej się uśmiechnęła, to też sukces.

Czyt-NIK: „Przekupić wiedźmę. Matylda” to poruszająca historia kobiety, która po rozpadzie dwudziestoletniego małżeństwa nie poddała się, lecz zawalczyła o siebie. W okolicznościach pięknej, warmińsko-mazurskiej przyrody postanawia naładować swoje życiowe akumulatory. Czy zgodzi się Pani ze mną, że natura oraz lektura Pani książek ma uzdrawiającą moc?

Barbara Mikulska: Matylda to moja ulubiona bohaterka tego cyklu. Może dlatego, że jest starsza od innych, a może dlatego, że trochę mnie przypomina. I nie, nie! Nie zostałam porzucona ani nic z tych rzeczy! Ale pewne życiowe konieczności zmusiły mnie do przeprowadzki na wieś. Musiałam zacząć prowadzić (z mężem i dziećmi) życie kompletnie mi obce. Byłam wychowana w wielkim mieście i nagle przyszło mi się zmierzyć z tak prozaicznymi sprawami jak gotowanie na kuchni węglowej, palenie w piecach, uprawa ogródka, czerpanie wody ze studni. Z tego mogłaby powstać osobna powieść! Ale udało się na to ogarnąć, odnaleźć w nowej rzeczywistości. Mało tego, w pewnym momencie zrozumiałam, że kocham las, ogród i zwierzęta. Zresztą w każdej mojej książce pojawiają się futrzaki.

Czy moje powieści mają uzdrawiającą moc? Na pewno nie, ale zdecydowanie poprawiają humor i nastawienie do życia. Za to las albo pole czy łąki pomagają się zresetować, nabrać oddechu, oczyścić umysł i wzmocnić ciało. Od wielu lat wędruję po lesie z moją przygarniętą psicą. Czerpię wtedy z otoczenia spokój, wyciszam umysł, regeneruję się i… wymyślam nowe historie. Polecam każdemu!

Czyt-NIK: Na kartach powieści „Przekupić wiedźmę. Zuzanna” poznajemy historię kobiety, której życie dało w kość. Lekarstwem może okazać się zmiana otoczenia oraz propozycja pracy nad pewnym starym pamiętnikiem. Dzięki temu poznajemy dwie historie. Skąd zrodził się pomysł na taką kompozycję Pani najnowszej powieści?

Barbara Mikulska:Ta część spisana na podstawie starego pamiętnika powstała już dawno temu. Wymyśliłam ją na długo przedtem, zanim powstał cykl „Przekupić wiedźmę”. To z niej wyewoluowała postać tytułowej wiedźmy Ludomiły. Sam „pamiętnik” okazał się jednak zbyt krótki na samodzielną powieść, a nie chciałam jej na siłę rozpychać. Z drugiej strony żal mi było tej historii, już i tak przez parę lat kurzyła się w wirtualnej szufladzie. Stąd już blisko do połączenia wątków młodej, współczesnej kobiety i kobiety, która żyła w dziewiętnastym wieku. To stworzyło okazję do pokazania, że rzeczywistość się zmienia, ale ludzie niekoniecznie. Niezależnie od czasu, kiedy przyszło nam żyć, doświadczamy podobnych uczuć: miłości, nienawiści, gniewu czy radości. Obie bohaterki tej części „Wiedźmy” kochają i każdej z nich to uczucie zostaje odebrane. Z różnych powodów i w różny sposób tracą swojego mężczyznę. Każda z nich inaczej radzi sobie z tą traumą, ale przecież tak właśnie jest w prawdziwym życiu.

No i chodziło też trochę o zamknięcie cyklu. Bo wprawdzie szalenie go lubię, czytelniczki chyba też, to jednak wszystko powinno mieć swój koniec, a cykl powieści najlepiej wtedy, kiedy jeszcze nie zdąży się znudzić. A ponieważ Ludomiła była postacią wiążącą wszystkie historie, pomyślałyśmy z moją wydawczynią, że pokazanie jej „prawdziwych” losów będzie takim dobrym zwieńczeniem całości.   

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

jeszcze chwilka…