3 Szoty z Aleksandrem Sową
…Nie wierzę w zbrodnie doskonałe. Gdy śledztwo prowadzone jest rzetelnie od początku – każdą sprawę można rozwiązać. Problem w tym, że błędy robią ludzie, zwłaszcza na starcie. Technika idzie naprzód, ale czas nie jest naszym sprzymierzeńcem – ślady zacierają się, tropy giną…
Czyt-NIK: „Wenus umiera” to trzecia z siedmiu części SERII ASTRONOMICZNEJ. Proszę przyznać, na ile części pierwotnie zaplanował Pan ten cykl? Czy jego sukces zdecydował o powiększeniu tej ilości?
Aleksander Sowa: Na początku nie planowałem żadnego cyklu. „Era Wodnika”, czyli pierwsza książka z Emilem Stomporem, przeszła właściwie bez echa – miała też sporo pecha wydawniczego. Dopiero kiedy sam wznowiłem ten tytuł, okazało się, że czytelnicy polubili Stompora. To ich reakcje pchnęły mnie dalej – do kontynuacji, a potem do trzeciej części. Dopiero przy współpracy z wydawnictwem LIRA zbudowaliśmy z tego całą serię. Nagrody przyszły później i były miłym potwierdzeniem. Ale najważniejsze zawsze było to, że kocham pisać. I po prostu to robię.
Czyt-NIK: „Wenus umiera” to kryminał odsłaniający kulisy najgłośniejszej, niewyjaśnionej zbrodni lat 90. Ciekaw jestem, czy dziś, gdy techniki śledcze rozwinęły się jeszcze bardziej, możliwe byłoby wyjaśnienie tej zbrodni?
Aleksander Sowa: Myślę, że tak. Nie wierzę w zbrodnie doskonałe. Gdy śledztwo prowadzone jest rzetelnie od początku – każdą sprawę można rozwiązać. Problem w tym, że błędy robią ludzie, zwłaszcza na starcie. Technika idzie naprzód, ale czas nie jest naszym sprzymierzeńcem – ślady zacierają się, tropy giną. Sprawa zabójstwa pod Narożnikiem się nie przedawniła, ale już niewiele brakuje. Wiem, że nadal ktoś nad nią pracuje. I wierzę, że ofiary w końcu doczekają się sprawiedliwości.
Czyt-NIK: Z Emilem Stomporem spotkaliśmy się siedem razy. Czy spotkamy się z nim raz jeszcze? Czy to w tej serii, czy może pojawi się gościnnie podczas śledztwa prowadzonego przez Olgę Olszewską?
Aleksander Sowa: Emil swoją historię już opowiedział. Ale nigdy nie mówię nigdy. Może wróci w retrospekcji, we wspomnieniach… a może ktoś znów sięgnie po jego teczkę z archiwum? Są sprawy, które tylko on potrafiłby zrozumieć. I są bohaterowie, którzy jeszcze nie wiedzą, że będą go potrzebować. Olga Olszewska to zupełnie inny kaliber — ma własną przeszłość i własne metody. Wiem jedno: jeśli ich ścieżki kiedyś się przetną… mogą nie być po tej samej stronie.
Autorką zdjęcia Aleksandra Sowy jest Marta Majewska
