3 Szoty z Aleksandrą Filą
…czytelnicy przekonali mnie, że nie należy oddzielać Rys od Frekwencji, bo Rysy wprowadzają historię bohaterów od ich wczesnej młodości, co znacznie ułatwia odbiór kolejnych tomów. W związku z tym drugie wydanie Rys wyprzedzi nieco czwarty tom Frekwencji…
Czyt-NIK: „Ukryci mentorzy” to trzecia część fenomenalnego cyklu FREKWENCJA 350. Proszę zdradzić jaka iskra zapaliła w Pani umyśle tę historię i czy planowała Pani rozpisać ją na cztery części, czy może w wyniku zainteresowania czytelników postanowiła Pani poszerzyć tę historię?
Aleksandra Fila: Pragnienie napisania wprowadzenia do Frekwencji (a w zasadzie jej tomu zerowego), pt. Rysy na tęczy powstało u mnie wiele lat temu, a pisanie też zajęło mi sporo czasu – z dużymi przerwami na inne zadania. Książkę zakończyłam przezornie słowami: Ciąg dalszy nastąpi. Nie następował on przez kilka lat, bo pochłonęła mnie aktywność na uczelni. Ale przyszedł taki moment, że dalsza część historii pojawiła się sama – trzeba było ją tylko spisać. Początkowo Frekwencja miała stanowić jedną całość, ale rozrosła się na tyle, że musiałam podzielić ją na cztery tomy. Natomiast czytelnicy przekonali mnie, że nie należy oddzielać Rys od Frekwencji, bo Rysy wprowadzają historię bohaterów od ich wczesnej młodości, co znacznie ułatwia odbiór kolejnych tomów. W związku z tym drugie wydanie Rys wyprzedzi nieco czwarty tom Frekwencji.
Czyt-NIK: „Ukryci mentorzy” to zaproszenie do świata science-fiction z domieszką psychologii i filozofii. To zaproszenie do innej galaktyki, w której czytelnik bierze udział w nadświetlnej podróży, otwierającej nieodkryte dotąd obszary kosmicznych doznań. Proszę odrzucić skromność na bok i dodać kolejne korzyści płynące z lektury Pani najnowszej książki.
Aleksandra Fila: Korzyści dla czytelnika trzeciego tomu „Frekwencji 350” pt. Ukryci mentorzy:
– Wgląd w subtelne, często niewidoczne techniki wywierania wpływu, zarówno psychologicznego, jak i energetycznego. To tom o tych, którzy pociągają za sznurki – mentorach nie zawsze widocznych, czasem wrogich, czasem pełnych współczucia, ale zawsze kluczowych.
– Wciągająca fabuła z elementami suspensu. Tom balansuje między science fiction a thrillerem psychologicznym, odsłaniając kolejne warstwy intryg i ukrytych programów – zarówno na poziomie jednostki, jak i całych systemów.
– Dostęp do emocji bohaterów w sytuacjach: zagrożenia, miłości, traumy, odpowiedzialności, lęku. Czytelnik może rozpoznać mechanizmy psychologiczne, zidentyfikować się z postaciami i lepiej zrozumieć siebie.
– Wgląd w nieoczywiste wybory bohaterów, balansujące między racjonalnością a uczuciem. Wgląd w dylematy moralne i granice odpowiedzialność za cudze życie.
– Eksploracja pojęcia zaufania i lojalności.
– Kontakt z nowatorskim podejściem do zjawisk: wibracji, energii, ducha i rozwoju. Próby odpowiedzi na istotne dla człowieka pytania, zadane bez mentorskiego tonu.
– Głębia relacji międzyludzkich – również tych pełnych niespełnienia, zawiedzionych oczekiwań i prób przebaczenia.
– Poruszenie serca. Książka porusza, nie tylko angażuje. Zostaje z czytelnikiem na długo. Pozwala zapamiętać nie tyle „co się działo”, ale „co się czuło”.
Czyt-NIK: Nie ukrywam, że FREKWENCJA 350 to cykl zasługujący na uznanie nie tylko czytelników, lecz również filmowców. Chętnie zobaczyłbym filmową adaptację tetralogii, która w mojej ocenie wnosi cenny wkład do polskiej literatury science-fiction, o której powinni dowiedzieć się miłośnicy gatunku z innych państw. Proszę zdradzić, których aktorów widziałaby Pani w roli Korwetty i Roberta
Aleksandra Fila: Jeśli chodzi o rolę Korwetty, to wybór jest łatwiejszy:
z aktorek zagranicznych to byłaby Anya Taylor-Joy, a z aktorek polskich zaproponowałabym rolę pani Magdalenie Koleśnik
Większy problem stanowi rola Roberta. Wahałabym się między panami: Michele Morrone a Michiel Huisman (a z aktorów polskich najbardziej odpowiadałby roli pan Marcin Dorociński).
