Strzał w dziesiątkę.

„Strzały Nad Jeziorem” to trzeci mistrzowski hattrick Marty Matyszczak. Mało kto jak właśnie autorka serii „Kryminał Pod Psem” potrafi wstrzelić się w dziesiątkę trzeci raz z rzędu. A jest to zapewne zasługa nieziemskiego poczucia humoru Pani Marty, która dzieli się nim z nami w przezabawnych kryminalnych przygodach przesympatycznego Gucia – psiego detektywa. Podczas lektury „strzałów” humor celnie trafia w nasze endorfiny rozbawiając nas do szpiku kości, powodując, że nasze „ogumienie brzuszne” drga w najwyższym stopniu skali Richtera. Jednak trzęsienie to nie powoduje skutków ubocznych, wręcz przeciwnie zrzuca nadmiary naszych kilogramów niczym u Róży, która w tej części występuje w wersji fit. Przyznaję, że czytając książkę „wpadłem jak żwirek do kociej kuwety”, a Marta Matyszczak na bogato serwuje nam ogromny zastrzyk śmiechu, dobrego humoru oraz świetnie skrojonej kryminalnej intrygi. Na bogato również autorka przyodziała Solańskiego, który po otrzymaniu spadku zmienia swój styl życia o 180 stopni. Jeśli chodzi o styl książki, urzeka on inteligencją żartu i gracją intrygującej fabuły. Wątek relacji między Solańskim a Różą wciąga, rozbawia i również potwierdza zasadność znanego porzekadła „kto się lubi, ten się czubi”.

Czasami aż ma się chęć pacnąć tę dwójkę i przywołać do porządku, bowiem niczym fala na wezbranym morzu falują raz to przyciągając, raz odciągając się od siebie. Na szczęście na straży stoi dzielny, wyszczegadany Gucio, sympatyczny pies, którego nie sposób nie lubić za bystrość umysłu, czy też pomocną dłoń nie tylko w życiowych sprawach, ale przede wszystkim w rozwikłaniu kryminalnych zagadek. I tym razem po raz trzeci detektywistyczny nos nie zawiódł go ani na krok, a narracyjna zdolność przedstawiania postępowań śledztwa powoduje, że czytający pragnie dotrzymać kroku czworonożnemu przyjacielowi. Ogromne poczucie humoru serwowane w „Strzałach Nad Jeziorem” potwierdza wysoki poziom Marty Matyszczak, który pokazuje zarazem, iż autorka serii „Krymianał Pod Psem” celnie wstrzeliła się na najwyższy stopień podium literackich Oscarów w kategorii komedia kryminalna. Ok Oscar dla autorki, a dla Gucia bezgraniczna sympatia wielu z nas. Bo jak nie kochać tak cudownego psiaka, który wybroni nas z największych tarapatów, w każdej sytuacji poda pomocną łape, zrozumie nasze rozterki, a i jeszcze co najważniejsze rozbawi i rozweseli swoimi trafnymi puentami z otaczającego nas świata. „Strzały Nad Jeziorem” z każdej z niemal trzystu stron strzela do nas porcją świetnego humoru, którym zaszczepieni wystrzeliwać będziemy salwami chichotu czy niekontrolowanego śmiechu.

Brak nudy gwarantowany, a czytając tę książkę będziesz poskładany, rzecz jasna ze śmiechu, gwarantuję przeczytasz ją na jednym wdechu. Trzecia część wspomnianej serii potwierdza talent Autorki i poszedłbym nawet dalej ukazuje kolejne nowe atuty pisarskie. Gdy już znamy personalia osoby, która targnęła się na piąte przykazanie Dekalogu i powolutku zmierzamy ku końcowi tej przygody, autorka karmi nas kolejną intrygującą historią wywołaną tajemniczym telefonem do Solańskiego. Telefonem, który niczym spod gruzów wyciąga na światło dzienne wspomnienia przeszłości. Marta Matyszczak pokazuje tym samym, że nie tylko potrafi mistrzowsko nas rozbawić, rozśmieszyć, lecz również posiada niebywały talent zbudowania frapującej i trzymającej w napięciu fabuły. Czytając trzecią Jej książkę można odnieść nie mylne wrażenie, iż Autorka ewoluuje w swej karierze pisarskiej. Dodajmy karierze, której wróżę wiele sukcesów bowiem w twórczości Pani Marty czuć ogromny potencjał. Humor, dobra zabawa oraz talent konstruowania intrygi kryminalnej to przepis na sukces w literaturze. Receptę na idealne wymieszanie tych wszystkich składników posiada Marta Matyszczak. Zatem biegnijcie do Apteki z Ksiażkami i miedzy półkami z kryminalnymi komediami zanurkujcie między książkami z serii „Kryminał Pod Psem” i przeczytajcie je jednym tchem. Apsik.

 

„Strzały Nad Jeziorem” to bez wątpienia świetny humor, dobry kryminał a to wszystko okraszone inteligentną narracją nieprzeciętnego czworonożnego narratora. To również przepis na dobrze spędzony czas z książką do której nie raz wracać będziemy myślami. Zatem śmiech i  dreszczyk emocji gwarantowane, a to wszystko w jednej kapsułce wydanej przez Wydawnictwo Dolnośląskie. Do wspomnianych wyżej emocji osobiście dopisać mogę wzruszenie, które na trzysta drugiej stronie dało się we znaki, gdyż w podziękowaniach wśród blogerów i blogerek znalazłem się i ja, za co serdecznie dziękuję. A już teraz czym prędzej w lekturze „Zło Czai Się Na Szczycie” się zaczytuje.

 

Dodaj komentarz