Gwiazda sama w sobie.

Violetta Villlas porywała tłumy, poruszała serca i umysły swoich wielbicieli. Diva polskiej sceny potrafiła zwrócić na siebie uwagę jak mało kto. Iza Michalewicz wraz z Jerzym Danilewiczem z wyjątkową pieczołowitością przedstawiają nam obraz ikony polskiej muzyki. Bez zbędnego tabu ukazują kulisy sławy oraz życie prywatne Violetty Villas. To, że artystka wyróżniała się na tle innych, doskonale wiemy, lecz nie każdy wie, co było podłożem takich zachowań. W książce „Villas nic przecież nie mam do ukrycia…” znajdziemy klucz rozszyfrowując istotę takiego postępowania.  Dzięki tej lekturze spojrzymy na piosenkarkę, nie tylko jak na zmanierowaną kobietę, lecz przede wszystkim człowieka, który takim właśnie zachowaniem chciał zwrócić na siebie uwagę. Można zapytać dlaczego? Myślę, że ta biografia reporterska jest odpowiedzią na te pytania i może być również uzasadnieniem tego w jaki sposób postępowała Violetta Villas. Co bardzo ważne, książka nie jest próbą wybielenia, usprawiedliwienia piosenkarki. Jest rzetelną publikacją, obiektywnie pokazująca Panią Violettę taką jaką była z jej zaletami  i wadami. Bez wątpienia zaletą był Jej głos, talent muzyczny, a także coś co w dzisiejszych czasach nazwalibyśmy skutecznym PR-em. Skutecznym nie znaczy dobrym, bo choć skutecznie artystka dawała nam o sobie znać, to nie zawsze spotykało się to z pozytywnym odbiorem. I tu właśnie moglibyśmy wymieniać wady, które jak każdy, tak i Pani Violetta posiada.

Iza Michalewicz oraz Jerzy Danilewicz prezentują nam pełny życiorys artystki, który można by przenieść również na ekran. Życie piosenkarki o czym czytamy w niniejszej publikacji nie był usłany różami, choć nie raz artystkę widywano na salonach możnych tego świata. Życie to nie było aż nadto bogate, ociekające w złoto, ponieważ pomimo bogactwa widocznego gołym okiem, Violetta Villas była uboga w zdrowe oparte na ludzkiej życzliwości relacje międzyludzkie. I jak czytamy w książce, życie nie raz dawało Jej w kość, to też piosenkarka odgryzała się mu za nadobne. Ta biografia to bez wątpienia pełen obraz Artystki, będący wynikiem pieczołowitej pracy reporterskiej Pani Izy i Pana Jerzego. Słowa uznania należą się za skrupulatne odzwierciedlenie drogi życiowej i artystycznej piosenkarki. Książka wzrusza, pokazuje prawdziwą twarz Violetty Villas, lecz również czasem śmieszy ukazując pomysłowość i hard artystki. Publikacja jest również powodem do dumy bowiem ukazuje nam sylwetkę artystki czasów PRL-u, która „w latach 60-80. stała się jedną z muzycznych ikon, towarem eksportowym”. To co ciekawe ukazane jest tak zwane „nasze polskie bagienko show-businessu, którego Violetta Villas padła ofiarą. W Polsce była nie jednokrotnie wyśmiewana za styl, sposób bycia, swój manieryzm. Jednak poza granicami kraju uznawana była za fenomenalną artystkę, która powalała na kolana tłumy swoich miłośników. Bujne życie artystki, było nie raz powodem do zazdrości. To, że była osobą zmanierowaną to fakt, gdyż była gwiazdą samą w sobie, stanowiła pewnego rodzaju markę, na wizerunek której pracuje się latami. Jednakże ostatnie lata piosenkarki były dalekie od błysku fleszy. Pytanie czy taki koniec był spowodowany na własne życzenie? Czy być może artystka otaczała się nie odpowiednimi osobami. Myślę, że wiele czynników miało tu znaczenie.

Dodam również, iż publikacja ta pozwoli czytelnikowi spojrzeć z innej perspektywy na wiele aspektów życia Violetty Villas. W książce obok ważnych faktów znajdziemy również wiele ciekawych zdjęć, które są widocznym dowodem na to, że Violetta Villas była przeznaczona scenie, a scena była Jej całym życiem. Autorzy książki pokazują nie tylko uwielbienie talentu piosenkarki okrzykniętej „białym krukiem wokalistyki”, dla której paryska Olimpia czy też nowojorski Carnegie Hall zawsze stała otworem. Umiejętnie ilustrują również życie prywatne, które niczym na sinusoidzie wędrowało raz w górę, raz w dół. Małżeństwo z Tedem Kowalczykiem było dla piosenkarki luksusowym wręcz dostojnym i dostatnim życiem. Jednakże ostatnie lata swojego życia spędziła w samotności i skrajnym ubóstwie. Warto sięgnąć po tę biografię, ponieważ pokazuje ona nie tylko artystkę, lecz przede wszystkim człowieka, który będąc na szczycie, ciesząc się sławą, której płomień rozjaśniał serca wielbicieli, po latach zgasł zasypany piachem ludzkiej zawiści….

Dla mnie ta książka ma dodatkowy walor sentymentalny, osobisty. Autorzy książki w tak obszernej biografii wspomnieli również o wujku mojego Ojca – Wacławie Kosiku z Radomia, który przez wiele lat był osobistym fryzjerem Violetty Villas. W książce przytoczona jest rozmowa z córką Bożeną Porębą, która w szczery i wzruszający sposób opisuje relacje rodziny z Artystką. Jest to ciekawe uczucie, gdy w książce można przeczytać o pewnych wydarzeniach, które miały miejsce, a o których opowiadał mi również mój Ojciec wspominając jak z wujkiem Wacławem kilka godzin wyczekiwali pod domem Violetty Villas. Książkę tę polecam nie tylko miłośnikom twórczości artystycznej Pani Violetty, lecz każdemu, ponieważ biografia ta jest ciekawą ilustracją człowieka, który uwielbiany przez tłumy umarł w samotności. A dla miłośników twórczości Pani Violetty Villas dodam, iż na początku przyszłego roku nakładem Wydawnictwa W.A.B., książka ukaże się ponownie. Będzie ona wzbogacona o dwa rozdziały post mortem, czyli to, co działo się po śmierci piosenkarki oraz zamieszczone będą wspomnienia fanów artystki.

Dodaj komentarz